20 października 2016

Rzuć wszystko i chodź się… relaksować

Relaks przy kawie

Wciąż jeszcze pamiętam siebie z okresu dziecięcego i nastoletniego. Dorośli powtarzali mi, że powinnam cieszyć się dzieciństwem, bo za kilka lat nie będę miała chwili dla siebie. Idealistycznie odpowiadałam im, że jest to kwestia organizacji czasu.

Nim się obejrzałam, wkroczyłam do szanownego grona dorosłych, zapracowanych znacznie bardziej niż byli wtedy moi rodzice (pisząc o rodzicach, myślę o ich pokoleniu). Oni żyli w systemie opartym na 8h trybie pracy i późniejszych obowiązkach domowych. Mogli zamknąć jedno, żeby potem zająć się drugim. Nie nosili laptopów do domu, nie odbierali maili i wieczornych telefonów, nie wykonywali dodatkowych obowiązków po nocach. Wielu z nich funkcjonuje tak do tej pory. Podobnie zresztą jak część moich rówieśników. Ale są branże, w których trzeba być na posterunku zawsze. I nie ma że boli! Taką sobie też wybrałam ja. Nie narzekam, zazwyczaj. 8h to w moim świecie rzadkość i luksus, na który stać tylko nielicznych. Na pewno nie należę do tej grupy, przynajmniej jeszcze nie teraz. Obowiązki domowe? W tym układzie okazują się być… przyjemnością.

GODZINA 21:30
Ja: Co dziś planujesz robić wieczorem?
P.: Mam randkę z Grafikiem. A Ty?
Ja: Kończę pisać ofertę, a potem chyba posprzątam sobie łazienkę w ramach przerwy.

Pewnie przesadzę, jeśli napiszę, że odczuwałam dziką przyjemność z mycia kabiny prysznicowej, ale po 13 h wzmożonego wysiłku intelektualnego i patrzenia się w monitor komputera, moje plecy i głowa odpoczywały. Czuję się podobnie podczas prac remontowych, zakupów w supermarkecie (o ile oczywiście nie muszę ich wnosić sama na górę), joggingu czy spaceru.

Rok temu byłam z moją Paulą na krótkim urlopie w górach. Jak to z nami zwykle bywa – decyzja o terminie wyjazdu zapadła spontanicznie (na dobę przed), musiałyśmy domknąć kilka projektów, zorganizować dojazd oraz noclegi. Ograniczyłyśmy sen do minimum, żeby wyjazd mógł dojść do skutku. W efekcie po ponad 24h na nogach wylądowałyśmy w Zakopanem i ruszyłyśmy w trasę. Ktoś może napisać, że to nierozsądne i pewnie będzie miał rację, ale my odczułyśmy ulgę.

Różne formy wypoczywania

DLACZEGO O TYM PISZĘ?

Co chwilę na jakimś blogu znajduję poradniki dotyczące wypoczynku, aktywnego wypoczynku, relaksu w domu, itd. Odnoszę wrażenie, że są całkowicie oderwane od rzeczywistości. A przecież cała filozofia slow life skupia się właśnie na tym temacie – na balansie między czasem pracy, czasem dla bliskich i dla siebie. Wypracowanie tego kompromisu może i jest możliwe, ale nie sposób osiągnąć w tej dziedzinie perfekcji, a wszelkie próby są niczym innym jak kolejną presją, jaką na siebie wywieramy.

Jedno jest pewne – nikt nie jest w stanie pracować non stop. Prędzej czy później przypłaci to własnym zdrowiem. Zdarza mi się przesuwać granice swojej wytrzymałości, ale ostatecznie i tak w końcu daję za wygraną i znajduję czas, by naładować akumulatory. Moje rekordy to kilka miesięcy pracy w agencji, w której nie istniało pojęcie wolnego czasu i weekendów, dwie sytuacje, kiedy wytrzymałam 3 doby z rzędu bez snu (jeszcze w okresie studiów) i zeszły miesiąc, kiedy pracowałam po 14-15 h dziennie (żeby nie było – na własne życzenie).

Wypoczynek - relaks z książkąJak wypoczywać?

RÓŻNE RODZAJE WYPOCZYNKU

Ten tekst kończę pisać około 21.00 i choć uwielbiam tworzyć treści na Kapuczinę, to nie jest to forma relaksu. Całymi dniami robię dwie rzeczy: czytam i piszę – artykuły, teksty pozycjonujące, posty na fanpage’e, maile, strategie, oferty i wiele innych. Nie pracuję fizycznie, pracuję umysłowo. Bardzo intensywnie i praktycznie bez przerwy. Informacje, które codziennie pochłaniam (artykuły, filmy, szkolenia) wykorzystuję później, tworząc rozmaite treści dla odbiorców. Selekcjonuję je sobie z dużą uwagą, dlatego nie mam wyrzutów sumienia, przerywając pisanie artykułu tylko po to, by przeczytać kolejny materiał w sieci. Jestem na bieżąco. Jestem przez to bardziej wszechstronna. I lepsza w tym, co robię. Właśnie dlatego odpoczywać muszę bez tych wszystkich informacji, które serwuję sobie w życiu zawodowym. Doceniłam prostą rozrywkę i ludzi, o których wiem, że są inteligentni, ale nie zawsze musimy dyskutować o ratowaniu świata. Odpoczywam tańcząc, uprawiając jogging, spacerując. Sądzę, że mogłabym nawet polubić gotowanie. Ale aż tyle czasu na odpoczynek nie miewam praktycznie nigdy. Moja praca jest w większości siedząca lub półleżąca (jak w tej chwili). Sesje zdjęciowe, które robię na bloga to wyłącznie ułamek mojej rzeczywistości. Szczerze mówiąc, często traktuje je właśnie jak rodzaj relaksu, właśnie dlatego, że nie obciążają mnie psychicznie. Odprężam się bawiąc się z psami i mówiąc do nich zdania, które z logicznego punktu widzenia nie mają najmniejszego sensu: „Mocca, jesteś moja?”, „Cappucinka, kochasz mnie, bo ja Ciebie bardzo”. I tak w kółko.

Kawa i deser

Pamiętam, że jeszcze w trakcie studiów moja Paula (ale nie tylko ona) patrzyła na mnie z dezaprobatą, kiedy mówiłam, że nie mam czasu na czytanie aż tylu książek tygodniowo. Odkąd w jej życiu pojawiło się więcej aktywności niż tylko uczelnia i czas wolny, a głównym narzędziem pracy stało się słowo pisane, sama rzadko sięga po literaturę dla swojej przyjemności.

Z  kolei inna moja przyjaciółka, której praca nie jestem w tej chwili szczególnie intelektualna, z przyjemnością się dokształca w ramach relaksu.

Mój Ojciec wykonuje pracę fizyczną. Żyje w systemie pracy 8h, więc ma nieporównywalnie dużo czasu na odpoczynek. Dla niego naturalnym wyborem jest więc bierna forma relaksu: leżenie z pilotem przed telewizorem – czynność, którą bardzo często krytykujemy.

Nie mogę sprowadzić wszystkiego do prostego wniosku mówiącego, że dla pracowników fizycznych najlepszym wypoczynkiem będzie wieczór w operze albo filharmonii, a umysłowych –  siłownia. Na pewno istotnym czynnikiem jest tutaj wykształcenie albo – doprecyzowując – poziom intelektualny. Gdyby był on bez znaczenia, budowlańcy staliby się najlepszymi czytelnikami w tym kraju (dla jasności, wymieniając konkretną grupę zawodową, stosuję duże uproszczenie, więc proszę się nie obrażać).

Dążę  do tego, żeby nie pozwalać innym wmawiać sobie, że jakaś forma wypoczynku jest gorsza. Nie trzeba 10 poradników o tym, jak zapalić świeczkę, zrobić sobie herbatę i sięgnąć po książkę lub włączyć ulubioną komedię romantyczną. Albo że czynny wypoczynek jest lepszy niż bierny. Przecież każdy wie, w jaki sposób relaksuje się najlepiej. A jeśli nie, najłatwiej się o tym przekonać, szukając aktywności, które są przeciwieństwem naszej pracy. Nawet jeśli jest ona naszą pasją.

A teraz już koniec, bo w wypoczynku chodzi o to, by go sobie serwować, a nie o nim czytać 🙂


Fot. Agata Ziętarska


Dołącz do dyskusji! 7 komentarzy

  1. Bardzo mądry post. Masz lekkie pióro. Są nawet badania, które pokazują, że ludzie muszą odpoczywać wybierając opozycyjne zajęcia do swojej pracy.

    Odpowiedz
  2. Najprzyjemniej odpoczywa mi się właśnie czytając książki. Moja praca nie wymaga ode mnie szczególnych pokładów kreatywności, ale większość czasu spędzam właśnie za monitorem. Dlatego jak wracam, lubię sięgać po papierową formę.

    Odpowiedz
  3. Ty, Karolina Baszak i Janna Glogaza to moje ulubione blogerki!

    Odpowiedz
  4. Masz proste czy kręcone włosy? Jeśli proste, jak robisz takie loki?

    Odpowiedz
  5. Nie dość, że ładna, to jeszcze mądra. Piękny tekst.
    Pozdrawiam
    Jarek z http://www.rzymskiezakupy.pl

    Odpowiedz
  6. super tekst! Miłe dla ucha, oka i ducha….:)gratuluję

    Odpowiedz

Dodaj komentarz