4 września 2014

Paweł Tkaczyk – batman, który pierze ludziom mózgi

10152625_747024558652279_428548698004558692_n

Zapraszam na czwarty już wywiad o modzie z „niemodowym” blogerem. Moim dzisiejszym gościem jest Paweł Tkaczyk, autor blogu Paweltkaczyk.com, współtwórca podcastów Mała Wielka Firma i właściciel firmy Midea. Ma też na swoim koncie dwie książki: Zakamarki marki oraz Grywalizację. Zawodowo pierze ludziom mózgi! Bardzo cenię sobię pracę Pawła, ale też lubię z nim rozmawiać czysto prywatnie. I właśnie dlatego, to on jest bohaterem dzisiejszego wpisu. Oczywiście wespół z Batmanem! 

  • Zajmujesz się budowaniem silnych marek. Zostawmy jednak na chwilę pracę. Zapytam Cie jako konsumenta. Jakie cechy musi mieć marka odzieżowa, by zainteresować i być może przekonać do zakupu Pawła Tkaczyka?

To zależy, do czego jest mi potrzebna. Marki odzieżowe traktuję „utylitarnie”, to znaczy rzadko kiedy wychodzę poza tzw. „racjonalną strefę korzyści”. Każdy z nas ocenia marki na różnych płaszczyznach: zaczynamy od korzyści racjonalnych, funkcji, jakie marka ma spełniać. Jeśli chcę na przykład kupić kalosze, patrzę na ile chronią przed wodą i na ile są trwałe. Są jednak ludzie, którzy znają mnóstwo marek kaloszy i wszystkie te marki w takim samym stopniu zaspokajają potrzebę „nieprzemakalne”. Wtedy zaczynamy analizować markę na innym poziomie – na przykład zastanawiamy się, jak będziemy się czuć w danych kaloszach albo jak będziemy postrzegani przez otoczenie. Nazywa się to korzyściami funkcjonalnymi oraz emocjonalnymi. Marki mają „osobowość” – ta sama koszulka kupiona w Reserved jest odbierana inaczej, niż kiedy powiesz, że kupiłaś ją w House (albo Calvin Klein).

Wracając do Twojego pytania: ja nie znam wielu marek kaloszy… Tak samo jak nie znam wielu marek dżinsów czy marynarek. Jeśli szukam buta, ma na mnie pasować i podobać mi się – jestem nieświadomy trendów i niewiele obchodzi mnie, co ludzie o tym bucie powiedzą. Czyli: jestem modowym ignorantem.

  • Znasz mechanizmy na linii marka-konsument czy sprzedawca-klient. Czy ta świadomość sprawia, że im nie ulegasz albo ulegasz w mniejszym stopniu, czy może wręcz przeciwnie? Jak ta wiedza wpływa na Twoje nawyki zakupowe?

Ulegam im jak najbardziej. To, że widzę działanie jakiegoś mechanizmu nie oznacza, że jestem na niego odporny. Albo inaczej: nie oznacza, że chcę być odporny. Bo przy całym tym gadaniu o racjonalnym wyborze, manipulujących nami reklamach, ludzie chcą być mamieni, chcą by wmawiano im, że są lepsi od innych. „Ponieważ jesteś tego warta” jest jednym z najbardziej genialnych sloganów reklamowych, bo jest totalnie uniwersalny. I każdy jeśli zastanowi się przez chwilę stwierdzi, że nie może być tak, żeby rzeczywiście każda „była tego warta”. Ale potem myśli sobie „pal diabli innych, ja na pewno jestem”.

Zatem: lubię promocje. Lubię dobre reklamy. Lubię się czuć rozpieszczany jako konsument. Widzę kłamstwa i półprawdy w reklamach. Niektóre decyduję się brać pod uwagę, inne ignoruję. To nie jest tylko kwestia reklamy. Nasz mózg decyduje się na ignorowanie wielu informacji, które nie stoją w zgodzie z naszym światopoglądem. Reklama jest tylko małym kawałkiem większego tortu.

  • Kiedy myślę o Tobie, widzę koszulkę z Batmanem. Nie przepadam za nią, sam wiesz, ale zgadzam się, że to Twój znak firmowy. Zastanawiam się dlaczego akurat Batman, a nie Superman czy Spiderman?

To trochę kwestia przypadku – koszulka Supermana czy Spidermana spełniłaby to zadanie równie dobrze. Jakie zadanie? Stworzenie pewnego rodzaju „uniformu”. Sama widzisz, ludzie rozpoznają mnie po koszulce a nie po twarzy, fryzurze, butach. Nie muszę zwracać uwagi na nic poza koszulką, mogę wszystko zmienić w wyglądzie, jeśli koszulka pozostanie ta sama. To ikona, symbol. Ale skoro już miałem wybierać pomiędzy Supermanem a Batmanem czy Spidermanem, wybrałem Batmana ze względu na „osobowość” (oraz kolory – nie muszę się przejmować, do czego pasuje czarny). Czasem mówię rzeczy niemiłe, piorę ludziom mózgi. Dużo lepiej robi się to z emblematem Batmana na piersi niż z wesołkowatym Spidermanem…

  • Tak przy okazji, ile t-shirtów z Batmanem masz w swojej szafie?

Siedem lub osiem. Pierwsze kupowałem w sklepach, ale czasem sytuacja jest taka, że akurat nie mają, musiałem więc wymyślić coś innego. Kilka razy zdarzało się już, że koszulkowo.com dostarczało mi „awaryjnie” koszulki, kiedy na przykład wyjazd mi się przedłużał i nie przewidziałem takiej ilości publicznych występów.

  • Wielokrotnie powtarzasz, że dla Ciebie wszystkie blogerki modowe są takie same. Jestem w stanie wymienić około 30 polskich blogów modowych, które zdecydowanie różnią się od siebie, a to już dość pokaźna liczba. Potem… owszem, trudniej o weryfikację. Długo o tym myślałam i próbowałam przełożyć ten problem na inną dziedzinę. I faktycznie, dla mnie wszystkie blogi kulinarne oraz technologiczne też są takie same, również większość parentingowych. Dlaczego? Bo albo ich nie rozumiem, albo dotyczą dziedzin, które zupełnie mnie nie interesują. Czy nie jest więc tak, że skoro moda (w kontekście ubierania się, nie ogólnie rozumianych tendencji) jest dla Ciebie tematem marginalnym, to trudno byś był w stanie dostrzegać różnice między poszczególnymi blogami modowymi?

Jest dokładnie tak jak mówisz. Teraz powiedz to blogerkom modowym. Sparafrazuję Cię lekko: jedynymi osobami, które dostrzegają różnice między blogerkami modowymi są… inne blogerki modowe. Jeśli tworzycie (wybacz, wrzucam Cię do tego worka na potrzeby tej rozmowy) blogi dla siebie, to wszystko jest w porządku: jesteście rozróżnialne. Jeśli tworzycie dla szerszego grona, zaczyna być tak jak mówię. Dla Waszych odbiorców moda jest tematem marginalnym. Może nie tak skrajnie jak dla mnie, ale naprawdę mają ważniejsze sprawy na głowie. To kwestia tak zwanej „głównej tożsamości”. Kiedy zadajesz sobie pytanie, kim jesteś, pojawia się kilka możliwych odpowiedzi: blogerka modowa, gdańszczanka, kobieta, studentka… Te tożsamości rywalizują ze sobą o pierwszeństwo w różnych sytuacjach. I zmieniają nasze zachowania: studentka martwi się, by się nie spóźnić na wykład, fashionistka martwi się, by na tym wykładzie dobrze wyglądać. Jest bardzo mało osób, które mają „fashionistka” jako swoją główną tożsamość przez cały czas. Więc nie mają czasu na rozróżnianie między jednym a drugim blogiem modowym.

To nie jest tak, że ja nie widzę „rodzajów” blogów modowych. Ale traktuję je utylitarnie, czyli zastanawiam się, jakie potrzeby miałyby zaspokoić. Strefa, w której większość blogów modowych się zazębia to tzw. everyday look, czyli większość stara się zrobić stylizacje, w których można się pokazać wszędzie i na co dzień, stworzone z ciuchów, które można kupić w każdym sklepie. Jeśli jeden czy dwa blogi zaspokajają tę moją potrzebę, nie muszę oglądać tysiąca kolejnych, które mogą mi dać dokładnie to samo. Zobacz Tamarę – typowy komentarz u niej to „Dalej nie potrafię ogarnąć, jak Ty to robisz, Kobieto. Niby zakładasz rzeczy, które na takiej zwykłej dziewczynie jak ja wyglądałyby dziwnie. A na Tobie pasują idealnie.” Macademian Girl stawia na niecodzienność. To jest jej punkt wyróżnienia. Tak mocny, że nawet ja – laik – go widzę.

  • Jest to punkt wyróżnienia, owszem. Zgadzam się. Ale jaka w tym utylitarność, skoro jak sam napisałeś lub raczej napisała jej czytelniczka: „na zwykłej dziewczynie wyglądałyby dziwnie”?

To jest jak z reklamami Calvina Kleina – możesz kupić swojemu facetowi te bokserki, ale nie ma szans, żeby on w nich wyglądał jak modele w tych reklamach. A jednak je kupujemy. Tamara pokazuje „odjechane” stylizacje (które w ogóle bardzo lubię i oglądam je bez potrzeby „rozumienia” mody), z których zwykli ludzie czerpią inspiracje. Nikt nie będzie wyglądał dokładnie tak jak ona, ale jeden czy dwa elementy można uszczknąć. Mam bokserki Calvina Kleina i nie golę klaty… (o sześciopaku nawet nie wspominam).

  • Z innej beczki. Wiem, że jesteś wielkim entuzjastą kina. Zresztą podobnie, jak ja. Możesz polecić jakiś film, który ostatnio widziałeś z interesującymi kostiumami lub scenografią?

Ech, nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do pytania o takie rzeczy. Bardzo rzadko zwracam uwagę na kostiumy i scenografię. W kinie szukam przede wszystkim rozrywki – jeśli jest dużo wybuchów, to jest dobry film. Zwracam też uwagę na interakcje międzyludzkie. Najwięcej tego ostatnio jest nie w kinie, ale w… serialach. O, mam coś, co nas pogodzi: Penny Dreadful, serial kostiumowy, akcja dzieje się w wiktoriańskim Londynie. Miasto jest dużo brzydsze, dużo bardziej autentyczne niż w romansach z tego okresu. A Eva Green ma tam genialną rolę. Nie będę Ci opowiadał, musisz zobaczyć, ale… po tym serialu zacząłem ją podziwiać jako aktorkę a nie bondowe „wieszadełko”.

  • Stałym elementem, które występuje w tym cyklu jest pytanie o szafę, a właściwie cały wizerunek płci przeciwnej. Jak w Twoim odczuciu wygląda dobrze wystylizowana kobieta?

Znasz to powiedzenie, że faceci rozróżniają tylko trzy kolory? To nie jest tak, że nie widzimy innych kolorów, po prostu nie potrafimy ich nazwać. A nie potrafimy ich nazywać nie dlatego, że to niemęskie, po prostu nie mamy takiej potrzeby. Pytanie o dobrze wystylizowaną kobietę to też taki przypadek: język mnie zawodzi. Potrafię Ci powiedzieć „dobrze” lub „źle” kiedy pokażesz mi jakąś, ale nie każ mi opisywać, jak można to osiągnąć. To tak jak ze składem książki: każdy dokładnie wie, kiedy patrzy na źle złożoną książkę, ale nie każdy potrafi powiedzieć, że apertury są w literach za małe albo ligatury wyłączone. Tak, kocham literki bardziej niż ubrania.

  • No dobrze, a gdybym zapytała z drugiej strony: jakich rzeczy w kobiecej szafie nie lubisz lub nie rozumiesz?

Odnoszę wrażenie, że to dwa rozłączne zbiory – na przykład obcasy lubię, ale ich nie rozumiem. Balerinki odwrotnie – nie lubię, ale wyobrażam sobie, że są wygodne, więc rozumiem, dlaczego się je nosi. W ogóle kobiety oceniam nie po szafie ale po tym, co mają w głowie. Może to wyświechtany slogan, ale na swoją obronę mam to, że – jak już wielokrotnie zaznaczyłem – jestem modowym ignorantem. Dużo łatwiej mi ocenić, co ma w głowie niż czy jest dobrze wystylizowana.

  • Rozmawiamy o modzie, ale słuchając Twoich odpowiedzi, nie mogę się powstrzymać. Co według Ciebie ma w głowie interesująca kobieta?

Kirkegaarda i Tarantino A poważnie: chyba nie mam jednej odpowiedzi na to pytanie. Lubię różnorodność wiedzy więc ten Kirkegaard i Tarantino na początku nie byli po prostu rzuceni na wiatr. Jestem też wielkim fanem czegoś określanego mianem „geek culture” więc jeśli wiesz, kim jest Gordon Freeman oraz Boba Fett „masz moje zainteresowanie” jak zwykł mawiać Calvin Candie.

 avatar2011_full

Dołącz do dyskusji! 14 komentarzy

  1. Chyba najfajniejszy z Twoich wywiadów. Podoba mi się, że dostosowujesz pytania do rozmówcy.

    P.S. Fajnych masz znajomych 🙂

    Odpowiedz
  2. Nieprawda. Ludzie nie rozpoznają tego pana po koszulce, tylko po niechlujnie zarośniętej po same oczy twarzy. A Batman na koszulce jest wielce infantylny. I to podpinanie się pod cudzą markę jest mega słabe! Trzeba było wypromować swoje własne logo.

    Może jednak żona nie powinna tego pana stylizować, bo sądząc po jego wystąpieniach (oglądałam na Youtube), jest to zupełna pomyłka. Tym bardziej, że te wystąpienia dotyczyły np. promocji marki i tego, że w pewnym sensie sami stajemy się marką.

    I to nieprawda, że tylko blogerki modowe widzą różnicę między sobą. Nie zajmowałam się nigdy tym tematem bardziej wnikliwie. Ostatnio na wakacjach trochę sobie poczytałam i od razu zaczęłam je rozróżniać.

    Mówiąc krótko, odnoszę wrażenie, że p. Tkaczyk ma zawyżone wyobrażenie na temat swoich kompetencji i kompletny brak krytycznego spojrzenia na siebie.

    Odpowiedz
  3. Pan Tkaczyk przede wszystkim ma ogromną wiedzę i łatwość przekazu. Genialnie opowiada i inspiruje. Szczerze mówiąc nie specjalnie mnie obchodzi, jak wygląda.
    Co do zawyżonego poczucia kompetencji, dawno nie spotkałam tak normalnego i skromnego człowieka z ogromnym poczuciem humoru. Na szczęście nie tylko Go oglądałam ale miałam okazję zobaczyć na żywo.
    Polecam Pani WERA

    Odpowiedz
  4. Nasza gdańska Kapuczina w wywiadzie z Tkaczykiem – świat jest mały, zwłaszcza ten blogowy 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz