6 sierpnia 2012

ZAMKNIĘTE DRZWI BLOGOSFERY

Tak jak obiecałam, dzisiaj coś  do poczytania.  Mam nadzieję, że nie przerazi Was objętość tekstu. Jestem ciekawa Waszych opinii, dotyczących omawianego tematu.

Mówi się, że Internet to miejsce niekończących się możliwości.  Tylko czy oby na pewno?  Na potrzeby tego tekstu będę używała wyrażenia nieistniejącego, lecz bezpardonowo używanego przez media, mianowicie przymiotnika modowy. Do rzeczy. Blogi modowe wyrastają dziś jak grzyby po deszczu. Te w Polsce,  jak grzyby po ulewie. Myślę, że nikt nie będzie w tym miejscu polemizował. Polskie szafy (czyli strona z listą zarejestrowanych na niej blogów), które kiedyś liczyły nie więcej niż 50 egzemplarzy, dziś mogą poszczycić się liczbą około tysiąca (od godziny próbuję się doliczyć).  I choć blogosfera rozrasta się w tempie odwrotnie proporcjonalnym do budowy dróg w Polsce, to dziewczyny, które swój wizerunek zbudowały jakieś 3-6 lat temu, wciąż cieszą się niezachwianą popularnością, której nie groźna żadna konkurencja.  Nie sposób nie zapytać, dlaczego?  Nawet  gdybym była eteryczną blondynką z twarzą i figurą Kate Moss, a zdjęcia robiłby mi fotograf z kunsztem Mario Testino,  mogłabym nie osiągnąć tych samych statystyk co Maffashion czy Alicepoint? Wyjątek stanowi w tym przypadku jedynie znane nazwisko.  Nie narzekam i nie rozpaczam.  Za to podziwiam, jestem zaintrygowana i próbuję zrozumieć.  Mam nawet swoją teorię, którą oczywiście się z Wami podzielę.  ‘Blogi bazy’, bo tak je nazwałam, to  strony założone 4-6 lat temu. Żeby nie być gołosłowną wymienię kilka tytułów:  Charlize Mystery, Styledigger, Rasspberry and Red, Jestem Kasia,  Jessy Mercedes czy wspomniane już Alice Point i Maffashion. Każdej z nich, bez większych konsekwencji, może powinąć się noga. Co więcej, mogą popełnić wielką gafę, a czytelnicy tak czy owak będą regularnie odwiedzać ich strony.
Pierwszym i ostatnim determinantem tak wielkiej ich popularności jest CZAS rozpoczęcia działalności w sieci. Dlaczego wpływ jest aż tak dodatni? Przede wszystkim dlatego, iż w tym okresie blogów było niewiele, a każda z dziewczyn momentalnie stawała się pionierką swojego stylu i proponowanej estetyki.  Żeby znaleźć inspirujący blog czy wpis, uruchamiało się stronę Polskich Szaf i w godzinę można było sprawdzić wszystkie aktualizacje z danego dnia. Dziś doba mogłaby nie wystarczyć.  Pamiętam jak jeszcze trzy lata temu oglądałam dziesiątki jak nie setki blogów, wciąż wyszukując nowe, ciekawe i inspirujące. Dziś nie robię tego i wcale, nie dlatego, że owakie strony w Polsce nie powstają. Przyczyna leży gdzie indziej, mianowicie w ilości. Żeby znaleźć jeden wartościowy, nieodtwórczy blog,  muszę przebrnąć przez kilkadziesiąt innych, które już  na wstępie wprawiają mnie w lekkie osłupienie, żeby nie napisać, przygnębienie. Skoro mi, pasjonatce mody, która wcześniej spędzała 3-5 h dziennie na wyszukiwaniu inspiracji, zwyczajnie się nie chce, to co mają robić w tym przypadku niezahartowani czytelnicy? I co z blogami, które choć nie mają 3 letniego stażu, są stronami o wartościowej treści? A mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że owakie wciąż powstają. Na to pytanie odpowiem przy innej okazji.
O blogach bazach mówi się, że są autentyczne. Tylko co to tak właściwie znaczy?  Pozwolę sobie zacytować komentarze czytelników dotyczące ich autorek: ‘pokazują to kim są naprawdę’, ‘nie udają kogoś innego’. Jednak każdy, kto pisze, fotografuje, stylizuje czy modeluje i każdy,  kto posiada swoje miejsce w sieci, doskonale wie, że nawet jeśli wkłada w swą pracę wiele zaangażowania (i wierzę, że to właśnie robią dziewczyny),  to jest to wciąż sztuczne budowanie wizerunku, świadome bardziej lub mniej, ale nadal stanowi jedynie kreację. Drodzy czytelniczy, muszę więc wdać się z Wami w małą polemikę, bo nie do końca zgadzam się z przytoczonymi  sądami dotyczącymi autentyczności.
Chyba każdy z nas kiedyś słyszał to zdanie: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze”. W tym przypadku również,  konkretyzując, o owiane zmową milczenia słowo ‘współpraca’.  Jeszcze cztery lata temu, kiedy świadomość czytelników dopiero się kształtowała, a blogosfera wolna była od jakiejkolwiek reklamy, blogerki cieszyły się wielkim zaufaniem. Ich strony traktowane były jako niezależne media, wolne  od obcych wpływów. Od tamtego czasu sytuacja diametralnie się zmieniła. Według badań, blogi modowe zawierają największą liczbę reklam. Z racji popularności,  u dziewczyn z długoletnim stażem, reklam jest najwięcej. Nie zmienia to jednak stosunku czytelników do nich. Oczywiście, słyszymy głosy o tym, że blogerka X się sprzedała, ale dalej z tą samą, jak nie większą częstotliwością odwiedzamy jej stronę.  Zaufanie i przywiązanie nie mija tak szybko, przynajmniej nie w tym przypadku.  Dziś reklama na blogu jest na porządku dziennym. Jednych wciąż razi, inni się przyzwyczaili, ale wszyscy (mam taką nadzieję) jesteśmy jej świadomi.  Nie mniej jednak niesmak pozostaje i przenosi się, nigdzie indziej, jak na blogi nowo powstałe. Niby w jakim innym celu miałyby być zakładane?- To pytanie zadajecie sobie Wy i zadaję je ja.
Nie szukam tu cudownego rozwiązania sytuacji, choć w głowie kłębi mi się kilka pomysłów. I znów rzucę frazesem: „czasu nie cofniemy”, a w rzeczy samej, tylko to wystarczyłoby, by wiele blogów otrzymało status ‘blogów baz’.  Ci, którzy łudzą się, że niebanalny styl, lekkie pióro czy piękne zdjęcia zmienią istniejącą sytuację, mylą się. Pewne drzwi zostały zamknięte. Tylko  silniejsi mogą próbować je wyważyć.

Dołącz do dyskusji! 109 komentarzy

  1. gratuluję! jesteś świetna!

    Odpowiedz
  2. sama jestem początkującą blogerką i po tym artykule, aż źle się poczułam. oczywiście, masz rację, ale co z nami… czy w ogóle sens jest zakładać bloga, skoro – jak wspomniałaś – dziewczynom, które prowadzą blogi „bazy” nie da się dorównać popularnością. Cokolwiek zrobią, jakakolwiek jest afera związana z nimi, to i tak są guru w blogosferze. to po prostu ikony. nie da się im dorównać.

    Odpowiedz
    • Dla tefo tez ja piszac swojego bloga nie porownuje sie do innych blogerek, ja i moj styl, to nie blogerki typu maffashion! Nie powinnysmy nawet na nie zerka , bo tak naorawde gubimy siebie w tym co one robia, sa dla nas guru i nie wazne, czy nam to sie podoba czy nie, po prostu musimy to miec, bo one maja. Dla tego tez zadko kiedy swchodze na takie blogi, szukam nowych blogerek z najdzieja,ze znajde jakas swietna inspiracje a nie kolejnego kotleta odsmarzanego z vogue! Musimy miec swoj stylm one maa tylko pomagac!

      Odpowiedz
    • Zgadzam się w 100%. Sama założyłam niedawno blog i jak na razie ciesze się że chociaż moi znajomi chcą go czytać:)

      Odpowiedz
  3. zgadzam się z każdym Twoim słowem! najbardziej wkurzające jest to, że czasem trafiam na blogi naprawdę genialnych dziewczyn, które mają po 10-15 komentarzy a potem wchodzę na jednego z tych jak to nazwałaś „blogów baz”, nie widzę tam nic ciekawego a pod spodem 200 komentarzy ..

    Odpowiedz
  4. po co tagujesz post znanymi blogerkami???? skoro i tak z tego bloga nie ma do nich linków? w dzisiejszych czasach kłamie ten który mówi że nie zależy mu na statystykach, współpracach… ze starych blogów jedne są popularne inne nie, to zależy od wielu czynników, lubienia w konkursach i konieczności obserwowania, jakości zdjęć, pracy w agencjach reklamowych i przydzielania siebie samej do akcji….

    Odpowiedz
  5. Prawda w 100% procentach 🙂 ciekawie czyta sievtakie posty i powiem sczerze, ze będę czekać na kolejny tego typu 🙂

    Odpowiedz
  6. To prawda co piszesz, jednak wyczuwam wiele żalu w tym co piszesz, i lekką nutkę zazdrości, nic dziwnego bo wkładasz duzo pracy w to co robisz a liczba lajków nie rośnie zbyt szyvbko, jednak musisz wziąsc pod uwagę to że może twój stylnie przemawia do większości 13-latek które są wedłóg statystyk największą grupą czytelniczek blogów modowych? Masz piękne zdjęcia ale stylizacje są niekomercyjne, to tak samo jak z muzyką. Dlaczego najlepiej sprzedają się utwory które są praktycznie bez tresci? dlatego ze polskie społeczenstwo kocha tandetę. Uwielbiam np maff, jest piękną dziewczyną ale promuje jedynie swoje własne ubrania oraz blackmilk, gdzie w tym jej styl? ja nie umiem go odnaleźć. Wiekszosc blogerek dostaje ubrania które dostepne sa w kazdej sieciówce, ty prezentujesz duzo rzeczy vintage które są pojedynczymi egzemplarzami i czytelniczki nie sa w stanie ich kupic. a wydaje mi sie ze duzoczytelniczek to osoby które chca kopiowac trendy, bo albonie maja czasu sie zastanawiac co ubrac, albo nie maja do tego serca.

    Odpowiedz
    • Zgadzam się z Tym co napisałaś za wyjątkiem początku, że jest we mnie lekka nutka żalu. Celowo napisałam: „Nie narzekam i nie rozpaczam. Za to podziwiam, jestem zaintrygowana i próbuję zrozumieć”. Tekst nie jest też krytyką ‚blogów baz’. Jestem ostatnią osobą, która by to robiła. Bo to właśnie te dziewczyny obudziły we mnie największą miłość do mody i co tu dużo mówić, sama jestem uzależniona od przeglądania ich blogów. Nie mniej jednak, zjawisko jakie ma miejsce jest bardzo wyraźne i wydaje mi się, warte zauważenia.

      Odpowiedz
    • Ale przecież Ty nie jesteś całkowicie wolna od reklam. Podejmujesz współpracę z wieloma markami. Na przykład teraz house. U Ciebie też reklama napędza reklamę- Twój fotograf dobrymi zdjęciami promuje Ciebie- Ty fotografa. Big baba cupcakes robi dla Ciebie spotkanie- Ty promujesz na blogu lokal. Ktoś daje Ci jakąś biżuterię handmade- Ty promujesz tą osobę. Można by wymieniać i wymieniać. W tekście masz wiele racji, ale znowu nie odcinaj się od tego, że inne się sprzedają, a Ty to wcale taka nie jesteś- bo to zajeżdża hipokryzją.
      Myślę, że większość czytelników (nie licząc może wspominanych 13-latek), widzi kiedy coś reklamujesz nawet, jeśli robisz to w zawoalowany sposób. To samo tyczy się blogów baz, które są o wiele bardziej przesiąknięte reklamami.Nie lubię jak to robisz, ale z drugiej strony rozumiem. Poświęcasz na to czas, więc chcesz mieć z tego jakieś pieniądze. Tylko ta inteligentniejsza/dojrzalsza część przeglądaczy blogów potrafi odróżnić co jest reklamą, a co Twoją prawdziwą opinią. Każdy jednak wchodząc na blog poszukuje czegoś innego. Lwia część tak jak napisał przedmówca może i szuka kiczu czy najnowszych trendów. Ty obrałaś inną drogę co owocuje tym, że mimo Twoich starań powoli zdobywasz popularność. No i szanuję Cię za to, co nie znaczy że nie powinnaś wprowadzać innowacji takich jak podobne do tego artykuły. Pozdrawiam Noemi B.

      Odpowiedz
    • A czy ja choć w jednym zdaniu stwierdziłam, że nie współpracuję z firmami, bądź chociażby krytykuję owakie współprace? Proszę, czytajcie ze zrozumieniem.

      Odpowiedz
    • No przepraszam Cię bardzo, ale jak inaczej rozumieć te słowa:

      ” Chyba każdy z nas kiedyś słyszał to zdanie: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze”. W tym przypadku również, konkretyzując, o owiane zmową milczenia słowo ‘współpraca’. Jeszcze cztery lata temu, kiedy świadomość czytelników dopiero się kształtowała, a blogosfera wolna była od jakiejkolwiek reklamy, blogerki cieszyły się wielkim zaufaniem. Ich strony traktowane były jako niezależne media, wolne od obcych wpływów. Od tamtego czasu sytuacja diametralnie się zmieniła. Według badań, blogi modowe zawierają największą liczbę reklam. Z racji popularności, u dziewczyn z długoletnim stażem, reklam jest najwięcej. Nie zmienia to jednak stosunku czytelników do nich. Oczywiście, słyszymy głosy o tym, że blogerka X się sprzedała, ale dalej z tą samą, jak nie większą częstotliwością odwiedzamy jej stronę. Zaufanie i przywiązanie nie mija tak szybko, przynajmniej nie w tym przypadku. Dziś reklama na blogu jest na porządku dziennym. Jednych wciąż razi, inni się przyzwyczaili, ale wszyscy (mam taką nadzieję) jesteśmy jej świadomi. Nie mniej jednak niesmak pozostaje i przenosi się, nigdzie indziej, jak na blogi nowo powstałe. Niby w jakim innym celu miałyby być zakładane?- To pytanie zadajecie sobie Wy i zadaję je ja.”

      Piszesz to tak, jakby Ciebie to nie dotyczyło i cytuje ‚pozostaje Ci niesmak’ z racji tego, że reklama jest na blogach na porządku dziennym. No sorry, ale brzmi to tak, jakbyś przedstawiała tu manifest przeciwko czemuś takiemu więc trochę mi się to kłóci z tym co jest u Ciebie na blogu. Tyle.
      Wyobraź sobie, że potrafię czytać ze zrozumieniem.

      Odpowiedz
    • Przeczytałam jeszcze raz fragment i po raz kolejny widzę tu stwierdzenie kilku faktów, a nie odcinanie się ‚ja jestem lepsza, nie współpracuję z firmami’:

      1. Autentyczność blogera nierozerwalnie związana jest z reklamą lub jej brakiem, a nie jak sądzi wielu, z tym, że człowiek pokazuje ‚jaki jest naprawdę’
      2. Reklama na blogach ma się dobrze i nie ma co zaprzeczać, że nie istnieje.
      3. ‚pozostaje niesmak’ – z tego co widzę bez ‚Ci’. U kogo on? u blogera? Nie, u czytelnika, który świadomy mnogości reklamy w internecie, wchodząc na blog nowo powstały zraża się tą samą reklamą, która nie przeszkadza mu na innych, starszych blogach.
      4. To nie jest tekst z punktu widzenia blogera, a w 90% (poza stylistycznymi wstawkami) z punktu widzenia czytelnika, którym też jestem. I w tym miejscu ujawnia się właśnie Twoja nieumiejętność czytania ze zrozumieniem.

      W żadnym zdaniu nie zaznaczam, że ja nie współpracuję z nikim, bo to byłaby nieprawda. Uwaga! Po prawej stronie od roku widnieje zakładka WSPÓŁPRACA!

      Odpowiedz
    • Każdy ma prawo do własnej interpretacji tego co napisałaś. Przykre jest to, że czyjąś interpretację Twojego „felietonu” uważasz za nie umiejętność czytania ze zrozumieniem.

      Odpowiedz
    • Jest tu dużo komentarzy z interpretacją, kilka z nadinterpretacją, ale nie ma mowy o tym, żeby wkładać mi w usta stwierdzenia, które nie padły.

      Odpowiedz
    • jestem blogerką od 3 miesięcy. Oglądam czasem wymienione przez Ciebie blogi. Maffashion to co sobą przedstawia to jakieś komiczne show, byleby pokazać co firma jej dała. Rozumiem że To jest praca blogerki, żeby pokazać co i jak. Ale show wielu z nich jest co najmniej śmieszne i żałosne. Znalazłam nawet bloga młodej blogerki która jest kopią maffashion,aż mi się słabo zrobiło. W świecie modowym blogerki przejęły inicjatywę, to one decydują co jest na topie. Ale dlaczego tylko 5 wymienionych ma szanse przebicia, a reszta jest niedoceniona choć tak wiele kobiet na blogspocie ma świetny styl. Twój artykuł zmotywował mnie do pośledzenia topowych blogów i ku zaskoczeniu wszystko dla mnie jest fikcją. Mało tego blogowy świat jest coraz trudniejszy, pełno zawiści, pogoni. tylko za czym? za parą butów od firmy które do niczego Ci nie pasują a założyć musisz?

      Odpowiedz
    • Dziewczyno. Nie ma tu żadnej nadinterpretacji!!! Nie potrafisz przyjmować krytyki i to jest przerażające. Skoro robisz bloga, wystawiasz do pod opinię publiczną, to naucz się z KLASĄ przyjmować to, że ktoś się może z Tobą nie zgadzać. Radzę też nie obrażać swoich czytelników czy też po prostu chwilowych i przypadkowych gości stwierdzeniami, że nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Studiowanie polonistyki nie czyni z ciebie tuzem słowa i niestety, ale widzę w tym zakresie braki, w szczególności jeśli chodzi o cały wydźwięk tekstu. Niby jest wg Ciebie obiektywny, jednakże z każdego słowa wyłania się żal, zazdrość i inne różne negatywne odczucia.
      Polecam więcej dystansu!

      Odpowiedz
    • hehe, a ja myślę, że te drzwi są nie-do-wyważenia TERAZ. Tak jak wspomniałaś, „blogi bazy” zbudowały swoją popularność na konsekwencji, na publikowaniu postów przez bardzo długi czas. Nastała moda na zakładanie blogów (zresztą sama także wpadłam w ten kompot), bo zobaczyliśmy pierwsze plony, ale! mogę się założyć, że jedynie procent z tych tysięcy blogów wytrzyma próbę czasu, i wtedy, za powiedzmy kolejne 3 lata będziemy mieć następną Maff czy Alicepoint. To tylko kwestia czasu, każdy produkt ma swój cykl życia.
      Pozdrawiam i gratuluję tekstu. kA.

      Odpowiedz
  7. Zgadzam się z Tobą w 100%,. Bardzo przemyślany, świetny tekst.

    Odpowiedz
  8. Cieszę się, że ktoś ma podobne zdanie do mnie i w końcu wypowiedział się głośniej. Nie umiałabym chyba swych myśli lepiej ubrać w słowa. Czym, że jest nowy blog w teraźniejszej skali nicości?
    Kobiecy Punkt przyklepuje się pod tym rękami i nogami. Zwłaszcza, że z różnych środowisk jesteśmy, różne osoby znamy i wiem jak to po części wygląda od zaplecza.

    Odpowiedz
  9. Niczego nowego się nie dowiedziałam, ale tekst jest ok. Pięknie piszesz i czuć duszę polonisty w każdym słowie ;-). Jeżeli chodzi o popularność blogów „starych blogerek” to wg mnie ważnym elementem jest strona informatyczna, nawet Ty mogłabyś się stać jedną z najpopularniejszych blogerek wystarczy kilka zmian, myślę tak bo sama się tym po części zajmuje ale w branży elektroniki. Ale czy aby na pewno o to Ci chodzi? Ja trafiłam do Ciebie z powodu pięknych zdjęć i sympatycznej urody – pewnie nie ma czegoś takiego 😛 😉 Teraz wszytkie blogi wydają się być takie same i to mnie irytuje! Przepraszam, że bez ładu i składu napisane PA

    Odpowiedz
    • I te tagowanie!!! Woła o pomstę! taguję się względem najczęściej wpisywanych fraz w google, troche pracy ale sie opłaca!! Jeżeli ktoś w google wpisze charlize mystery to Twój blog się tam nie pojawi bo i tak będzie pierwszy blog charlize i wyniki powiozane i gdzies na koncu ty. Wyszukuj fraz unikatowych takich które najpewniej zaprowadzą do Ciebie. We wszytskim pomoże Ci ta strona http://www.google.com/insights/search/

      Odpowiedz
    • Ja taguje ‚słowa klucze’ z tekstu, tak to rozumiem. Ale spokojnie, skoro tak to Wam przeszkadza, już nie ma;).

      Odpowiedz
    • To nie chodzi o to że komuś to przeszkadza ale sama sobie szkodzisz, tagowanie pomaga odnaleźć Twój blog w stercie innych 🙂 Dzięki takiemu rozwiązaniu łatwiej będzie na Ciebie trafić w tym gąszczu 😉 Zyskasz na tym i o jest pewne 🙂

      Odpowiedz
    • Dziękuję za radę. Nie jestem specem od tego typu spraw technicznych

      Odpowiedz
  10. dopiero niedawno dołączyłam do blogosfery, a już teraz widzę jak ciężko się tutaj wybić… na początku miałam takie ambicje, bo wiadomo każdy by chciał mieć dobre statystyki,a za jakiś czas zarobić jakiś grosz, za to, że robisz coś co lubisz. realia są jednak zupełnie inne… prym wiedzie kilka blogów, jest też kilkadziesiąt które mają umiarkowaną popularność, a reszta ginie w gąszczu blogów założonych ani z pasji ani z potrzeby tworzenia i dzielenia się swoimi zdjęciami czy przemyśleniami, a z czystej chęci zarobienia na reklamach bądź wybicia się… potem okazuje się, ze się nie udaje i takie blogi zostają porzucone i tylko zaśmiecają blogi…
    ciężko znaleźć te wartościowe, dlatego jak już trafiam na taki jak Twój ( to nie jest słodzenie, ten tekst jest bardzo dobry, więc liczę na to, że bd i kolejne trafne spostrzeżenia i przyjemne stylizacje ) dodaję do obserwowanych… nie szukam na siłę. czasem przypadkowo odnajduję perełki. a sama przyzwyczaiłam się, ze się tu nie wybiję, dlatego czerpię radość z każdego komentarza, który jest szczery, a nie „reklamowy” ( ju noł ) i bd to robić dalej… dla czystej przyjemności tworzenia czegoś co jest tylko moje :)))

    pozdrawiam serdecznie !

    Odpowiedz
  11. eh niestety z wieloma rzeczami muszę się zgodzić, ale nie do końca. jest kilka blogów, które przebiły się dość mocno w ciągu ostatniego roku. z mojego punktu widzenia dlatego, że ich właścicielki są ‚śliczniutkie’ (kwestia gustu), bądź też mają do tego bardzo profesjonalne zdjęcia. Mogę podać przykłady takich blogów na priv, tutaj nie będę tego robić. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  12. Tak, to jasne, że nowopowstałe blogi NIGDY nie dorównają popularnością tym założonym kilka lat temu, to chyba oczywiste. Tylko czy to jest najważniejsze? Statystyki, reklamy, komentarze? Ja wierzę w jakość, nie ilość. I wolałabym mieć kilunastu/kilkudziesięciu ŚWIADOMYCH czytelników niż tysiące zupełnie przypadkowych osób albo 11-15 latek 🙂

    Odpowiedz
  13. Ja nie siedzę w tej modowej blogosferze, tzn. ostatnio zaczęłam trochę odwiedzać, ale nie mam rozeznania która to blogerka była pierwsza itp., ale jak jest tak jak piszesz, to trochę smutno, że tak trudno się przebić nowym. Odwiedzam Twój blog prawie codziennie, bo kiedyś tu trafiłam i mi się spodobało. Na wielu raz byłam i widocznie mnie nie przyciągnęły. Jednak jak jest tak, że na nowe blogi ledwo kto w ogóle zagląda, to rzeczywiście interesujące osoby mogą zostać niezauważone. Chociaż wydaje mi się, że jak ktoś się naprawdę wyróżnia wyjątkowym stylem, to jednak zyska czytelników. Nie jestem blogerką i nie zamierzam być, ale ja bym wolała mieć właśnie grono czytelników może mniejsze, ale takie rozgarnięte. Wiadomo, wtedy nie da się na tym dużo zarabiać, ale chyba samo w prowadzenie bloga jest przyjemne. Przyznam się bez bicia, że wchodzę na bloga K.T., bo, wiadomo, stylizacje porażają oryginalnością i pięknem . Tak naprawdę, to wchodzę tam, żeby poczytać komentarze i naprawdę, ja bym nie chciała mieć takich fanek, które codziennie wyskakują z pytaniami typu: „Kasiu, jakiego papieru toaletowego używasz?” . Ogólnie Twoja wypowiedź jest okej, tak jak pisałaś w ostatnim poście u niektórych blogerek o to ciężko. Przyczepiłabym się do tego zdania: „blogosfera rozrasta się w tempie odwrotnie proporcjonalnym do budowy dróg w Polsce”. Nielogiczne. Wiadomo, że chodzi o to, że blogosfera w szybkim tempie się rozrasta a polskie drogi są wolno budowane, ale tak wyszło jakby drogi były coraz wolniej budowane. Hm, porównania najlepiej jak nie są za długie i są bardzo trafne, wtedy wnoszą wartość dodaną do tekstu. Pozdrowienia, Kapuczino.

    Odpowiedz
  14. Poprawka, Jessica założyła bloga w lutym 2010 😉 czyli dwa lata temu

    Odpowiedz
  15. Podejrzewam, że ta statystyka bierze się w dużej mierze z przyzwyczajenia, ludzie przyzwyczaili się do regularnego wchodzenia na nie i tak to trwa. Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego uznałaś setkę komentarzy w stylu – fajne, super, ekstra – za coś wartościowego. Fakt statystyka statystyką, ale one też są w dużej mierze odruchowe, piszący je często nawet nie przyjrzeli się uważniej temu co komentują.

    A tak na pocieszenie, jak dla mnie to Ty jesteś najpopularniejszą blogerką 🙂 Sama nie wiem jak tu trafiłam, bo wcześniej ta część blogosfery była mi całkiem obca, ale jestem tutaj od ponad pół roku, regularnie, chociaż niemal nie zaznaczam swojej obecności, ale z uwagą śledzę każdy nowy post. I wierz lub nie, dzięki temu zaczęłam mieć inny stosunek do stroju – nie tylko to co wygodne i modne, ale to co mnie wyraża i wyróżnia 🙂

    Odpowiedz
    • „Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego uznałaś setkę komentarzy w stylu – fajne, super, ekstra – za coś wartościowego” – Szczerze mówiąc nie do końca wiem o czym mówisz, a chętnie bym się dowiedziała;).

      Za drugą część komentarza dziękuję 😉

      Odpowiedz
    • Cóż mniej więcej chodzi mi o to, że statystyka statystyką duże liczby ładnie w niej wyglądają, ale jak się zastanowić to w dużej mierze podbijają je takie bezosobowe, bezrefleksyjne komentarze w tym właśni stylu. Jak wspomniałam, mało się po tej części blogosfery plączę, ale obserwowałam to wielokrotnie na innych typach i jakoś nie przemawia do mnie ilość a jakość komentarzy. Nie wiem czy udało mi się jakoś zrozumiale wyjaśnić o co chodzi, ale o to mniej więcej chodzi 🙂

      Odpowiedz
    • Mniej więcej rozumiem;) Tylko nie wiem, gdzie w tekście jest zdanie o tym, że uważam tego typu komentarze za coś wartościowego?

      Odpowiedz
    • Za każdym razem dziękujesz za miłe słowa, które polegają na tym, że nastolatki piszą „ekstra”, „super”, zaś te mniej pozytywne zbywasz milczeniem albo mówisz, że nie rozumiesz… czy też podobnie reagujesz. ZERO DYSTANSU, a do KATE MOSS Ci daleko, i to bardzo. Więc zamiast się obrażać jak mała zakompleksiona dziewczynka – udoskonal swój styl, warsztat i takie tam.

      Odpowiedz
  16. Racja, jest ich coraz więcej, ale co do baz to raczej się nie „jaram”. Lubię Maff, bo jest piękna i ma pomysł na siebie. Reszty nawet nie odwiedzam. Wolę raczej świeże blogi. Wolę bloggerki, które potrafią niesamowicie się ubrać w second hand’zie i nie wstydzą się tego, a o drogich prestiżowych markach albo ubraniach projektantów tylko marzą. Te sponsorowane całkiem mnie nie interesują, czasami zobaczę gdzieś przypadkiem i się załamuję, bo naprawdę ich pomysły chyba wygasły. Najbardziej irytuję mnie to, że większość kopiuje siebie nawzajem. Kilka kupi białe koturny z h&m lub zary, a potem cała rzesza je ma itd., za dużo przykładów 🙂 Cenię też Macademiangirl za mega oryginalność i stroje, których nie zobaczę u stu innych modowych bloggerek.

    Odpowiedz
  17. Prawda 🙂 Przyjemnie sie czytalo, podoba mi sie sposob w jaki piszesz 😉

    Odpowiedz
  18. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Chociaż dla mnie najbardziej przykrym zjawiskiem są blogerki, które pod każdym możliwym postem zostawiają linki do swoich blogów, zapraszają na nowe super posty i oferują dodanie do obserwowanych, tylko wtedy gdy się im odwdzięczysz czyniąc to samo. I czasem mam wrażenie, że to przez osoby, które zakładają bloga nie z powodu szczerej pasji, ale z pragnienia popularności, wysokich statystyk i zarobków te „drzwi blogosfery zostały zamknięte”. Muszę to przyznać w stu procentach szczerze, że zaśmiecają one polską blogosferę i tym samym wśród tej sterty tandety i fałszu trudno jest się wybić bardziej wartościowym blogom. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  19. z blogów, które wymieniłaś ja odwiedzam Joasi i Alicji , oba są kompletnie inne, dziewczyny mają całkiem inny styl, każda łączy go z obecnymi trendami i chyba za to je lubię najbardziej. Joasie jeszcze lubię za jej wideo i kącik DIY. trzeba dziewczynom przyznać klasę, a to że są „bazami” to tylko efekt ich kilkuletniej pracy. oczywiście to, że startowały jako pierwsze ułatwiło im dotarcie na obecną pozycję, ale One też nie zaczynały jakoś spektakularnie. róbmy swoje,a do czegoś dojdziemy. może i ja zbiorę siły i zacznę blogowanie.

    Odpowiedz
  20. Zgadzam się z Tobą. Widziałem wiele interesujących blogów, które mają w sobie bogatą treść. Szkoda, że są tu jedynie dziewczyny. Ja jestem chłopakiem, piszę o róznych rzeczach. Nie mam 200 komentarzy pod zdjęciami typu „ślicznie”, „najs”, bo szczerze mówiąc, takie opinie mam tam gdzie słońce nie dochodzi. Cieszę się, kiedy ludzie dzielą się spostrzeżeniami na temat, który przedstawię w notce. Robię to z czystej przyjemności. Jeśli zechcesz to sama zobaczysz. Dzisiaj pierwszy raz na Ciebie trafiam i dodaję do obserwowanych ludzi. Mam nadzieję, że takich ciekawych tekstów będzie więcej.

    pozdrawiam, trzymaj się!

    Odpowiedz
  21. Uwielbiam czytac, co piszesz. Nie probowalas gdzies pisac felietonow ? Jestes swietna.

    Odpowiedz
  22. Jest trochę nieścisłości w Twoich słowach i niekoniecznie dobrych wniosków. Po pierwsze dzwie się, że w wymienieniu blogów baz (4-6 lat od powstania) pojawia się Jessy która w blogodferze jest od niecałych trzech lat a brakuje Ryfki, Aifie czy Baglady które tak naprawdę tworzyły blogosferę modową/szafiarską. Podobnie jak i wnisoek o ilości reklam korelujących z długością bycia blogerką. Gdzie na blogu trzech wymienionych przeze mnie dziewczyn jakaś specialnie duża ilośc reklam? BYć moze raz na jakiś czas pojawia się pojedyńczy wpis ale daleko temu do miana „dużej przestrzeni reklamowej” która atakuje z nowopowstałych blogów. Starsze blogerki są bardziej świadome tego jak ma wyglądac ich blog, jakie wartości chcą przekazać i czym chcą się podzielić i tym bardziej niechętnie sprzedaja się za reklamy za kolejne tysiące złotych jak coponiektóre nieskromnie przyznają jeszcze przy okazji jadących po tych które tych kokosów z bloga nie zbierają. I tak uważam, że blogi bazy są autentyczne tylko że jak się je odpowiednio sklafyfikuje. U Ciebie ta klasyfikacja zahacza tak naprawdę o najmniej autentyczne (poza blogiem Asi, Maff czy Rabsberry) zestawiając je z produktami marketingowymi jak blog Karo czy Jessy. Mimo, że każdy reprezentuje jakiś styl to mimo wszystko czuje się gdzie jest on stylem a gdzie podążaniem za kompulsywna potrzebą czytelników by co chwilę pokazywać nowe, nowe, nowe, trędi. Ze świeczką szukać u niektórych elementów garderoby starszych niż kilka miesiący. Blogosfere psuja same uczestsniczki blogosfery ktore zachlystuja sie wspolpraca za 3 zl i stadem bannerow ktore maja pokazac ich wysoki status spoleczny przez co coraz wiecej czytelniczek chce skorzystac z blasku „chwaly” jaka bije z danego bloga. Czasem za glowe sie lapie, ze blogi fajne, inpisrujace i odkrycze z fajnym tekstem maja niska popularnosc zas takie badziewne, ktore pokazuja wielkie nic na ladnej buzi, albo cukierkowe cos na srednio ladnej buzi albo sama nie wiem co bija na glowe te miejsca ktore sa naprawde ciekawe. Czytalnicy miast obserwowac i czytac bloga Asi, Riennahery czy Rabsberry wolą patrzec na kilkadziesiat fotek przy ktorych widnieje trzy zdaniowy opis najnowszych lupow sklepowych napisany na dodatek średnio poparwną polszczyzną w które w opisie góruje słowa Zara i River Island.Taki swiat ze miałkosc jest bardziej na topie niż coś faktycznie treściwego.

    Odpowiedz
    • Wymieniłam tylko kilka blogów. Jest ich znacznie więcej. Oczywiście można by dołożyć te, które wymieniłaś plus np. Venilkę. I masz rację istnieje jedna nieścisłość co do Jessy, jednak bez wątpienia należy ona do grana ‚blogów baz’. Więc sens pozostaje niezmienny.

      Nie zgodzę się jednak co do ilości reklam. Zwyczajnie, jak wiele czytelników, nie jesteś ich świadoma. Dla jasności, nie ganię nikogo za współpracę z firmami. Mój stosunek do nich jest obojętny lub dodatni.

      Resztę Twojego wpisu pozwolę sobie zostawić bez komentarza.

      Odpowiedz
    • Kapuczino ale proszę Cię czytaj ze zrozumieniem 🙂 Nie napisałam że na wymienionych przez siebie blogach reklam nie ma w ogóle, tylko że na pewno nie jest ich tak dużo jak sugerujesz wnioskując na podstawie stażu bloga 🙂 Po prostu uważam, że czynnik staż nie koreluje z iloscią reklam w tym kierunku w ktorym piszesz ale w dokładnie odwrotnym 🙂

      Odpowiedz
  23. Na taką sklejkę słów czekałam. Już sama Twoja wcześniejsza zapowiedź, słowo, które się rzekło – FELIETON, wywołało we mnie sporą ciekawość. Sama od dawien dawna biję się z myślami, co to umiejętnie gotują się w mojej głowie. Codziennie wybieram coś z szafy i zawsze jest to ‚coś’, co traktuję, jakby było co najmniej moim dzieckiem. Codziennie przy tej samej szafie zadaję sobie prawy sierpowy: cholera, dlaczego tego gdzieś nie wrzucisz?! Kiedy wpadam między ubrania, mam frajdę jak (za przeproszeniem) pedofil w przedszkolu. Może warto się podzielić? Może dobrze liczyć na czyjeś spostrzeżenie, czyjeś pilne oko? Może się cieszyć z tego, że tyle modowych blogerek przybywa, gdyż można liczyć na więcej wartych uwagi opinii? Można. Tak, można, jeśli się w końcu odważy wejść pośród ten tysiąc (matematyka nie była nigdy moją mocną stroną, liczby nie robią na mnie wrażenia, a tutaj liczba naprawdę mnie przeraża). Co więcej, jestem święcie przekonana, że takich dziewcząt jak ja – z miasta stosunkowo małego, z budżetem mniejszym niż wieloletnie blogerki (metką? metką się nie pochwalę, ale co do wielkości i wartości szafy można polemizować) – a więc, takich dziewcząt jak ja jest sporo. Miejsce w sieci – swój adres, strona, nagłówek – może i powstały, ale stoją puste i stać będą aż do momentu, w którym przestaniemy się bać tej liczby i tego rozpędu w powstawaniu blogów o takowej tematyce. Bać się, bo przecież skoro założymy blogi równocześnie z falą ich natłoku… będziemy uznane za niewiarygodne, za nie godne zaufania. Problem też w tym, że same BLOGI MODOWE STAJĄ SIĘ MODNE… Moda na modę! Ile z tego tysiąca robi to (bloguje) z zamiłowania? Dobrze, że poruszyłaś ten temat. W przypadku większości blogów treści postów nie czytam (zbyt dużo razy przeraziła mnie absolutna pustka i sztuczny lukier ciśnięty z każdego słowa), utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że złoto w treści jeszcze istnieje. W tej kwestii zawsze mogę liczyć na dwa blogi. Twój oraz Raspberry and Red. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  24. Nie sposób się nie zgodzić, kiedyś to zjawisko dotyczyła filmów, czy muzyki… Kiedy artysta stawał się popularny to zwykle musiało oznaczać talent i „to coś” i popularność i wszystkie inne profity były „murowane”, wokaliści, muzycy tworzyli często dla idei, liczyła się pasja… teraz „piosenkarką/karzem” może zostać niemal każdy wystarczy You Tube… żeby znaleźć coś nowego wartościowego trzeba naprawdę nieźle „przekopać” internet, znaleźć się odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, albo mieć szczęście, ale to że śpiewa aż tyle osób oznacza, że nie ma wśród nich nowych perełek?? Są, tylko giną w tym tłumie…

    Odpowiedz
  25. Tekst jest świetny i z wielką przyjemnością go przeczytałam. Bardzo dobrze piszesz, a temat trafiłaś w dziesiątkę:P
    pozdrawiam:*
    Ola

    Odpowiedz
  26. Trochę modową blogosferę obserwuję. Nieśmiało, czasami nieufnie, ale obserwuję. I najbardziej urzeka mnie, gdy trafiam na bloga takiego jak Twój (to nie lizodupstwo, a stwierdzenie faktu :P), gdzie obok ubrań znanych firm pojawiają się także „perełki” trudne do zdobycia, często znalezione dzięki łutowi szczęścia. Któraś z dziewczyn napisała, że blogi z „perełkami” są mniej popularne, bo większość czytelników chce tego, co może bez problemu dostać w każdym popularnym sklepie. A moim zdaniem wszystko zależy od umiejętności wyszukiwania i także od tego, czy ktoś boi się secondhandów, czy nie (oraz czy potrafi sam przerabiać swoje ubrania). Powiem szczerze, nie mam nieograniczonych funduszy i nie mogę pozwolić sobie na zakup ośmiu bluzeczek, pięciu par butów i dziesięciu par dżinsów w miesiącu. Nie mogę i już, mieszkanie, rachunki, wiadomo. Ale mam oczy i znam kilka sprawdzonych już miejsc, gdzie mogę za grosze dostać używaną odzież w dobrym stanie i znaleźć coś, co wpasowuje się w aktualne trendy. Szukam, kombinuję, zmieniam. Modne są koszule w kwiaty? I proszę! Kilka dni temu znalazłam czarną koszulę w kolorowe róże za jedyne 2 zł – w idealnym stanie. Musiałabym być skrajnie głupia, by za coś podobnego w pierwszej lepszej sieciówce zapłacić stówę. Mogę włożyć tę koszulę trzy, cztery razy, ale nie będzie mi szkoda wydanych na nią pieniędzy, bo przecież wzięłam ją prawie za darmo. Według mnie bycie „blogerką modową” zobowiązuje. Żadną sztuką jest pójść do galerii i kupić osiemdziesiąt sztuk odzieży aktualnie modnej. To przecież jasne, że wszystko do siebie pasuje i ciężko jest stylizację zepsuć. Sztuką jest moim zdaniem umiejętność łączenia trendów starych z nowymi, odwaga do wkładania na siebie rzeczy sprzed dwóch, trzech sezonów i tworzenie z nich czegoś unikalnego i jednocześnie cieszącego oko. Takich blogerek nie znam wiele i przez to właśnie cenię je znacznie bardziej.

    W kwestii reklam na blogu (bo na blogach o innej tematyce także się na ten temat rozmawia – ja prowadzę dwa blogi, jeden o odchudzaniu i zdrowym odżywianiu, więc inna kategoria, niż modowa, a drugi recenzencki, czyli zupełnie nie po drodze) mam zdanie następujące: prowadzenie bloga to także praca. Każda pojedyncza notka to często godzina lub dwie. Trzeba ją zaplanować, dobrze obmyśleć, czasami szukać pewnych informacji w sieci, przygotować zdjęcia, napisać, poprawić, wstawić… Czytelnik przychodzi, przeczyta i pójdzie. Zajmie mu to nie więcej, niż 10 minut. Na blogu można zarabiać tak samo, jak na wszystkim innym, ale zasada jest jedna – przy każdym wpisie, który coś reklamuje i daje blogerowi zarobić, powinna moim zdaniem znajdować się informacja, że jest to wpis sponsorowany (jak robi np. Cajmel). Niektórzy zarzucają blogerom, że „się sprzedają”. Moim zdaniem to zarzut co najmniej śmieszny, bo równie dobrze można to samo powiedzieć o malarzach, pisarzach lub fotografach. Jeśli zaczynają robić coś z pasji i przez dłuższy czas zajmują się tym wyłącznie dla swojej satysfakcji, czy powinni rezygnować z możliwości spieniężenia swoich dzieł tylko dlatego, że ktoś uzna iż się „sprzedali”? Że ich sztuka przestała być „autentyczna”? Na tym życie polega, niestety (albo i stety). Jeśli komuś się wydaje, że prowadzenie bloga to taka łatwa praca, niech sam się tym zajmie. Nie widzę nic złego w tym, że od czasu do czasu dostaję pieniądze za to, co sprawia mi przyjemność. Przecież i tak piszę, przecież i tak gotuję, przecież czytają mnie setki ludzi i wielu z nich to ludzie twierdzący, że mój blog pomógł im zmienić ich życie (zawsze mnie to zawstydza, ale jest to BARDZO miłe!). Jeśli mogę zarobić parę groszy i przy okazji polecić coś, co moim zdaniem JEST GODNE POLECENIA (bo to moja główna zasada – nie reklamuję niczego, co uważam za niewłaściwe bądź niezgodne z moimi przekonaniami), jaki w tym problem? Ważne by zachować autentyczność i nie rozpływać z euforii nad głupim batonem (jak robią niektóre blogerki kulinarne, zwłaszcza te słabsze).

    Odpowiedz
    • ZGADZAM SIĘ w 100% z tym, że pójście do sieciówki i kupienie „gotowego zestawu” to nie problem, moim zdaniem bardziej wartościowe powinno byc to, że ktoś umiejętnie łączy rzeczy np. z second handu z tymi z sieciówki. Najbardziej irytuje mnie jak na blogach jest ten sam „must have” 🙁 Jak widac, większą siłę przebicia ma po prostu kasa.

      Odpowiedz
  27. świetny tekst i 100% prawdy…

    Odpowiedz
  28. Genialnie napisane, zgodne z prawdą. Co to za moda, jeżeli co druga dziewczyna zacznie się ubierać zgodnie z modą? Skórzane lity, ćwiekowe potargane szorty, koszula z krzyżem, kołnierzyk i pikowana torebka? W modzie raczej chodzi o to, żeby mieć własny styl? Co z tego, jak zaraz pół miasta będzie mieć taką samą bluzkę, czy buty. Właśnie poprzez modę trzeba wyrażać siebie, a nie ubierać się jak wszyscy dookoła.

    Odpowiedz
  29. Rewelacyjny ten tekst i twój blog.Najbardziej podoba mi się w twoim blogu ( to co właśnie teraz pokazałaś) że jesteś świadoma blogosfery,mody i życia. To wszystko co napisałaś to święta prawda 🙂 Będzie więcej takich felietonów?

    Odpowiedz
  30. Tez to juz obserwowalam. Nowe blogi zradko maja szanse sie wybic. Ja np uwazam ze twoj blog moglby bez problemu nalezec do blogow bazy. Masz zdjecia idealnej jakosci, zawsze originale i nowe looki, piszesz sensownie i regularnie.
    I jest jeszcze wielu innych blogow ktore maja bardzo dobra jakosc, lecz nie zostaje to doceniane.
    (sry za eventualne bledy, nie uczylam sie polskiego w szkole)
    Trzymaj tak dalej, bo masz bardzo fajnego bloga,
    Pozdrowiena 🙂

    Odpowiedz
  31. trudno się tutaj z tobą nie zgodzić.. ale nie zgadzam się z komentarzami typu „więc po co zakładać blogi modowe?” .. moim zdaniem do każdego może się uśmiechnąć los i każdemu może się w życiu poszcześcić i np to on będzie kolejną Maffashion tylko, że młodszą :d heh. w końcu te starsze blogerski skończą z blogowaniem, a na ich miejsce przyjdą nowe twarze, więc te drzwi nie do końca są takie zamknięte 😛 takie jest moje zdanie :* po protu jeśli ktoś to bardzo kocha i robi to z pasją na pewno zostanie wynagrodzony

    Odpowiedz
  32. Słusznie napisane, ale to akurat nie do końca prawda, że nie da się dorównać „blogerkom bazy”. Może ciężko dorównać im w statystykach odwiedzin bloga i komentarzy, ale to nie znaczy, że nie można im dorównać, albo nawet przewyższyć je stylem, prezentowaną treścią. Niektóre z tych blogerek nadal pokazują swój prawdziwy styl i jest taki ciekawy jak kiedyś, ale niestety wiele z nich ubierze się z góry do dołu w jedną firmę, z którą współpracują, albo w nieskomplikowany zestaw jak z manekina w sklepie lub stylizacji z gazety. Są też takie, które mają na sobie góra trzy elementy, w tym jeden jakiś designerski i to nie daje nam nic nowego. Takie rzeczy; drogie, modne i niedostępne dla nas, zwykłych dziewczyn, oglądamy wszędzie- w gazetach, w telewizji, w internecie np. na stronie Vogue. Niektóre znane blogerki po prostu nie pokazuje już pasji, nie wiem czy można je dalej nazwać szafiarkami, bo są już raczej swego rodzaju celebrytkami.. Są „popularne ze swojej popularności”. Tak jak powiedziała Amelia powyżej- te blogerki kiedyś skończą z blogami, przeminą, a może porzucą bloga, niektórym może się udać kariera w show-biznesie, a po nich pojawią się nowe twarze, lub już lepiej znane, ale młodsze, dzisiaj uważane za te, które nie mają szans na wybicie się. Niech dziewczyny zakładają blogi i je prowadzą mimo przeszkód, ale niech prezentują swój styl i pasję a nie jedynie ubrania które dostają za darmo 🙂 To bardzo dobrze, ze blogerki mają z kim współpracować bo ciągłe inwestowanie w nowe ubrania to spory wydatek, a jeśli mogą zaoszczędzić i dostać coś za darmo, zamiast to kupić, to zawsze jakaś ulga. Mogą także z braku wyboru wybrać coś co nieszczególnie im pasuje, sprzedać to i mieć pieniądze na inne ubrania. Ale co za dużo to niezdrowo, są niestety „blogerki”: założyły bloga bo zobaczyły jaki to świetny sposób na dostawanie darmowych rzeczy i lansowanie się w szkole… Bo taka prawda, że te „blogerki” to zazwyczaj dziewczyny z gimnazjum. Co nie znaczy, że każda dziewczyna z gimnazjum, która prowadzi bloga, nie prezentuje nic, poza darmowymi ciuchami, są też takie, które rzeczywiście pokazują coś wartościowego.

    Odpowiedz
  33. Widzisz? Nie masz setek komentarzy, jak niektóre blogerki, ale każdy pojedynczy wnosi coś do tekstu, a nie jest kolejnym „fajny post, zapraszam do siebie”. To jest cenniejsze niż tysiące odsłon dziennie (chociaż może tyle masz :)i setki nic nie wnoszących komentarzy.

    Ja podobnie jak Amelia nie widzę sytuacji przez Ciebie opisanej jako blokady do powstawania nowych, ciekawych blogów modowych. Mimo że faktycznie w takim gąszczu trudno się jest i przebić blogerce i doszukać ciekawych treści czytelnikom, to przecież świetny blog sam się obroni w odpowiednim czasie. Oczywiście te meganiszowe i bardzo oryginalne będą miały niestety odpowiednio mniej publiczności.

    I tak, prawdą jest również iż wiele nastolatek pragnie kupić ten sam ciuch/torebkę jak ich idolki z bloga. Więc będą częściej oglądać posty, gdzie każdy element jest aktualnie dostępny w H&M czy w Zarze, niż blogi dziewczyn tworzących swoje stylizacje w lumpeksach.

    Aha i kwestia reklam przez Was poruszona- moim zdaniem najgorsze jest to, że reklamy na blogach często są stosowane na zasadzie „product placement” i zapewne 90% czytelniczek nie zauważy, że jest to reklama. I nie ważne, że blogerka szczerze zachwala i wybiera ciuchy/dodatki/kosmetyki, które jej się podobają. Czy czytelnicy nie mają prawa wiedzieć, że połowa bloga nie powstała z pomysłu blogerki tylko dostała ona natchnienie od reklamodawców?

    Odpowiedz
  34. Wszystko to jest prawdą, swoją drogą znakomicie ujętą w słowa! Ale przecież nie o popularność tutaj chodzi. Lepiej mieć mniej, lecz wiernych czytelników, treściwe komentarze, kiedy wiesz, że gdy coś napiszesz, zostanie to przeczytane, a nie tylko pobieżnie przejrzane. Ja mam kilka ulubionych blogów, faktycznie większa część z nich to wspomniane „bazy”, ale równie chętnie odwiedzam mniej popularne blogi. Bo lubię i cieszę się, że udało się je „wyłowić” z morza polskich szaf.

    Pozdrawiam!
    Czmiel

    Odpowiedz
  35. W dużej części nie zgadzam się z Twoim wpisem. Przede wszystkim popularność tych dziewczyn nie wynika z zastania w środowisku, ale przede wszystkim z popytu jaki jest (kreowany), powiedzmy, w Internecie. Te dziewczyny wpisują się w powszechnie panujący hajp, są fajne, potrafią zarządzać swoim blogiem i kierować wizerunkiem tak, że ludzie (młodzi) to kupują. W sferze wirtualnej jak i w prawdziwym świecie panują pewne trendy i zapotrzebowanie na pewną formę rozrywki, jeżeli ktoś się w nie wpisze – wygrywa.
    Obserwuje blogi szafiarskie m/w od czasu gdy alicepoint robiła sobie zdjęcia przy kiepskim świetle na tle ściany 🙂 czyli cóż, długo. Pewne dziewczyny z tamtego okresu zrobiły sporą karierę, ale pozostałych 99% tej spektakularnej kariery nie zrobiło bądź zatrzymało się na jakimś etapie blogowania (wybierając inną drogę i nie wartościuje czy lepszą czy gorszą – świetne przykłady to aifowy czy riennahera, nawet szafa sztywniary). Te, które są obecnie bardzo znane z tamtego etapu, zmieniły w ciągu kilku lat swój styl 10 razy, tj. podążają(wyznaczają?) za trendami(trendy), udzielały się aktywnie dążąc do pewnego celu czy może też wyskoczyły w odpowiednim momencie trafiając na jakąś niszę. W gruncie rzeczy w Polsce długo nie było zainteresowania blogami modowymi kiedy na zachodzie robiły one furrorę. Do dziś benefity z blogowania tych top5 blogerek polskich są skromne w porównaniu do dziewczyn z zagranicy projektujących swoje kolekcje dla H&M czy siedzących w 1 rzędach na FW.
    Mamy też sporo przykładów świeżych blogów, które przez to, że były dobre i chwyciły, szturmem przeszły do ścisłej czołówki. Nie wydaje mi się, aby blog Jessie Jemerced czy Macademian Girl i Jestem Kasia były specjalnie stare? Są dobre, spodobały się, wybiły ponad przeciętność.
    I owszem, wszystkie czołowe polskie blogerki są bardzo ładne : ) nie róbmy z tego tajemnicy, że uroda pomaga.
    Ale do czego zmierzam? Nie ma żadnych barier i sztucznych podziałów, że starszym blogerkom jest łatwiej a nowe są skazane na porażkę. Mi też się nie chce zaglądać na każdą szafę po kolei, co nie oznacza, że prędzej czy później fajne blogi do mnie docierają drogą poleceń czy są po prostu odkrywane przez innych (ostatnio tak odkryłam movesfashion) . To jest czysta statystyka, jeśli nie trafisz swoją osobowością, urodą, kreowaniem wizerunku w to co chwyci, nie przebijesz się. Trudno mieć pretensje czy żal, że dana osobowość/blog itd. nie zachwyca. Prawdopodobnie nie przyciąga mas, bo nie ma tego na celu (autorki dążą do tworzenia czegoś bardziej prywatnego, pielęgnowaniu swojego stylu – znowu przytoczę szafę sztywniary) a jeżeli nie przyciąga mas chociaż autorka bardzo się stara – to może po prostu nie jest unikalny, ponadprzeciętny, nie wyróżnia się. Po co komu drugi blog a la maffashion czy alicepoint – a tym bardziej charlize mystery, której kopii jest wg mnie najwięcej – skoro są już oryginały w sieci :)) Tak samo jak oczekiwać, że w czasach gdy hajpuje się styl a la california, przebiją się blogerki kochające styl retro .
    Tutaj wyjątkiem jest wg mnie styledigger, która chociaż mnie osobiście nie inspiruje i nie wpisuje się w nurt główny (nigdy nie goniła za tym co najnowsze w sieciówce), to uważam, że nieustannie ma doskonałe, unikalne stylizacje, które świetnie pasują do niej i wpisują się w całą otoczkę. Tu można akurat jednoznacznie powiedzieć, że ma swój – zauważony – styl, konsekwentnie wie co lubi i interesuje się naprawdę modą, no ale nie pisałam tu po to aby zachwycać się styledigger.

    Odpowiedz
    • I zapomniałam dopisać jeszcze jedno zdanie.
      Nie ma co decydować za czytelników co jest fajne a co nie, bo to niemały brak pokory 🙂 Dzisiejszy czytelnik jest wybredny i mało lojalny. Jeżeli się nie potrafi utrzymać czytelnika, to liczba odsłon spadnie 🙂 Konkluzja taka – gdyby top blogerki nie byłyby rzeczywiście top, nie utrzymałyby się w czołówce. Czasem i takie lekcje trzeba odrabiać. I zupełnie nie szłabym w rozważaniach nad tym tematem w kierunku „odcinania kuponów od zasady pierwszeństwa w sieci”.

      Odpowiedz
    • Całkowicie zgadzam się z pierwszą częścią wypowiedzi, tym bardziej, że jest na temat.

      Druga już niestety mniej, bo tekst nie traktuje o tym, że dana blogerka nie powinna mieć takiej popularności, bo skoro ją ma to jasne, że i powinna. Tekst traktuje o tym, że choć powstaje wiele blogów, które dorównują blogom bazom i tak jak np. movefashion, trafiają w ‚pewne publiczne zapotrzebowanie’ (że się tak nieściśle wyrażę), to przez mnogość innych, nie są w stanie wybić się wyżej.

      Odpowiedz
    • Mój tekst był jak najbardziej w temacie, nie tylko jego fragmenty 🙂 To jest zwykły cykl życia „przedsiębiorstwa” będący skutkiem lepszego lub gorszego trafiania w zapotrzebowanie „Internautów” tudzież udanej/mniej udanej promocji. Rzadko kiedy zdarzają się blogi, które szturmem dochodzą od niczego do czołówki w krótkim czasie (powiedzmy, że przykładem może być Jemerced). Tak jak rzadko kiedy jakaś firma z kilkuosobowej przemienia się w korporację [w ciągu roku czy dwóch]. Tak samo alicepoint czy maff dochodziły do swojego levelu latami. Ich blogi dlatego są tak popularne, bo kosztowały wiele lat pracy. I tak samo movesfashion do tego poziomu kiedyś dojdzie umiejętnie kierując blogiem. To po prostu wymaga czasu, aby wszystko odpowiednio się rozwinęło. Jak ktoś jest dobry to wybije się – tyle, że niekoniecznie w kilka miesięcy! I dlatego właśnie mój post był na temat, bo nie zgadzam się z Twoim twierdzeniem, że przez mnogość innych młode blogi nie są w stanie wybić się wyżej. Są w stanie to zrobić, ale jak wszystkie przed nimi – muszą ponieść nakład czasu i pracy.

      Odpowiedz
  36. Jedną ręka, ale skromnie podpisuję się pod wszystkim. Ja, ta która chciałaby ruszyć z blogiem i się boi. Właśnie tego tłoku i prawdopodobnie worka bez dna jakim dziś jest „modowa blogosfera”.
    Osobiście i być może jest to tylko moje własne odczucie, widzę jeszcze jeden podział. Blogi zakładane, bo tak modnie i na topie, te które zakładane są dla reklam, bannerów, konkursów, a właściwie dla dóbr płynących z nich (o matko, nawet nie chcę mówić na ile blogów trafiłam, gdzie trudno było mi znaleźć zwykły post) i blogi, które zakładane są z czystej, niczym niezmąconej pasji i miłości do mody. Ta ostatnia grupa zdecydowanie wpisuje się w Twoją kategorię blogów-baz, bo nie da się ukryć, że blogi zakładane kilka lat, a nie kilka tygodni temu zostały stworzone właśnie z pasji.
    Sama chciałabym trafić do ostatniego grona i nie zaprzestać jak minie moda na modowego bloga.

    Odpowiedz
  37. Kurcze:) Fajnie to wszystko opisałas:) Bardzo wartosciowa notka – przyjemnie spędziłam te kilk minut czytając ją:)

    Odpowiedz
  38. Bardzo mądrze napisane. Piękne podsumowanie na końcu 🙂

    Odpowiedz
  39. Mało spójne jak na felieton, generalnie zastanawiam się co jest myślą przewodnią. I dochodzę do wniosku, że jest tu kupa żalu, że wcześniej nie zainteresowałaś się blogosferą i nie założyłaś bloga modowego, bo teraz mogłabyś bez obaw traktować swojego bloga jak powierzchnię reklamową. Nie łudź się, że jedno zdanie na początku (to w którym zastrzegasz, że nie masz zamiaru krytykować, ani mieć pretensji o popularność blogów ‚baz’ – swoją drogą dosyć głupie i miałkie określenie jak na FELIETON kogoś kto podobno zna się na tematyce modowej) zmaże cały wydźwięk tekstu, który jest dość gorzki i traktujący o jakiejś wydumanej przez ciebie niesprawiedliwości.

    To bzdura, że np. Karo nie ma swojego stylu. To, że ma masę nowych ubrań i to, że nie rozważa kwestii ubioru w sposób, w który robi to np. Styledigger to nie znaczy, ze czerpie profity tylko dlatego, że trafiła na korzystny CZAS, jak sama krzykliwie podkreślasz to słowo. Wystarczy spojrzeć, jak przemieniał się jej blog, z bloga nieśmiałej nastolatki do bloga osoby, która czynnie podąża za trendami, w czym nie ma nic złego (nie każdy musi wyglądać wintydż i nosić ubrania dłużej niż jeden sezon)oraz nie ma nic odtwórczego (bo mimo, że u Karo pojawiają się najnowsze trendy, to nie wygląda sztampowo jak manekin Zary, a łączy je w przeróżny sposób). Karo to tylko przykład, nie chce mi się w taki sam sposób omawiać każdej z dziewczyn, która wymieniłaś.

    Masz jakąś dziwną postawę roszczeniową, która w swoisty sposób narzuca czytelnikowi, że twój blog jest blogiem o wysokiej jakości treści i stylizacji. Przypominasz dziecko stojące w tłumie dorosłych i podskakujące ‚ja tez, ja też tu jestem, zauważcie mnie’.

    Dbaj o kontent typowo szafiarski, a nie publikuj teksty, które dumnie nazywasz felietonami, mimo że z felietonami nie mają nic wspólnego (brak lapidarności, głównej myśli i chwytliwej pointy. I nawet jeśli sączysz jad, że ciężko ci się wybić, to uwierz – potencjalni czytelnicy (mam na myśli oczywiście tych należących do grupy ‚bardziej kumatych’) nie mają ochoty na czytanie takich piszczących z żałości wynurzeń.

    Odpowiedz

    • Po pierwsze, nie piszę tu o sobie, co za tym idzie, brak tu roszczeń i żalu.

      Po drugie nigdy nie skrytykowałam Karo, w tym tekście występuje w znaczeniu dodatnim.

      Po trzecie zastanawia mnie czy Twój komentarz odnosi się do wyżej napisanego tekstu, czy pomyliłeś/aś miejsce. Za to właśnie zrozumiałam w jakim celu wymyślono testy sprawdzające czytanie ze zrozumieniem.

      Odpowiedz
    • 1)W znaczeniu dodatnim? Chyba pozytywnym… I czemu niby ta wypowiedź jest nie na temat?
      2)Ja jak już pisałam w poprzednim komentarzu nie siedzę w blogosferze i nie mam do końca wyrobionego zdania w tym temacie, ale uważam Twój wniosek, że nawet jak te blogi bazy będą coraz słabsze (tzn. pojawią się chamskie reklamy) to i tak ludzie będą na nie wchodzić jest niesłuszny. Przecież internet i powstające w nim „przedsiębiorstwa” to istny wolny rynek. Ja nie potrafię ocenić czy te blogi jakoś się zmieniły na gorsze, bo niedawno parę zobaczyłam, ale nawet jak tak, to widocznie pasuje to większości. Może osoby, które szukały oryginalności odeszły, a przyszły nowe, które obok bloga Kasi Tusk przeglądają też te uważane za blogi „z wyższej półki”. Nawet zauważyłam, że dziewczyny zostawiają komentarze u blogerek które wymieniłaś i u Kasi Tusk i zwykle są to wpisy typu: „ślicznie, pięknie, piękna torebka, cudowne buty”.

      Odpowiedz
    • 1)Można dodać i synonim;).

      Uważam, że nie czytasz ze zrozumieniem, bo dorabiasz jakąś chorą ideologię o niesprawiedliwości, roszczeniach i narzucaniu czytelnikom zdania. Czytelnik dziś jest dużo bardziej świadomy, więc nawet gdybym postanowiła spróbować takich chwytów, to by się nie powiodły. Wspominasz też, że jestem jak dziecko, które chce zostać zauważone. A ten tekst nie jest ani w 1% o mnie.

      2) Tak, uważam, że bez względu na reklamy i jakość treści, czytelnicy wciąż pozostaną przy tych blogerkach, co niezmiennie dzieje się od kilku lat. Nie twierdzę, że powinni przestać oglądać ich strony! Stwierdzam fakt, który ma miejsce.

      Odpowiedz
    • Z przykrością stwierdzam, że każdemu, kto choć jednym zdaniem spróbował Cię skrytykować zarzucasz brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Chyba jednak to Ty masz z tym problemy, jak również z brakiem klasy, dystansu do siebie itd, bo wszystkie komentarze pod tym „felietonem” (zgadzam się z przedmówczynią, że felieton to to nie jest nawet przez chwilę) są NA TEMAT, jednakże część z nich stanowi bardzo konstruktywną krytykę, którą powinnaś w końcu wziąć sobie do serca.

      Odpowiedz
  40. Dla mnie są to dywagacje typu – dlaczego Chanel czy Dior są bezkrytycznie akceptowane i podziwiane, a rzesze 100x lepiej szyjących młodych projektantów mają nikłe szanse na wybicie się? Tak to jest, i tyle. Ewa

    Odpowiedz
    • Zgadzam się. Tekst jest bez sensu, nic nie wnosi. I jeszcze średnio napisany. Popraw warsztat i zapytaj się swoich wykładowców, jak wygląda prawdziwy felieton.

      Odpowiedz
  41. Kapuczinko, będę niedługo w Gdańsku (co się zdarza raz na kilka lat, bo jestem z podkarpacia), więc chciałam się zapytać jakie sklepiki vintage, pasmanterie i różne inne miejsca z pierdółkami do przerabiania polecasz do odwiedzenia? Liczę na szybką odpowiedź (ulicę i nazwę miejsca), ponieważ prawdopodobnie w czwartek już tam będę 🙂
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  42. Prowadzenie bloga nie powinno polegać wyłącznie na dostawaniu darmowych ubrań. Jeżeli to lubisz (bo lubisz modę, a nie chcesz dostawać darmowych ubrań) to nie ważne są dobra materialne tylko to, że się realizujesz – to jest moja opinia na temat niektórych wypowiedzi powyżej

    Odpowiedz
  43. Bardzo ładnie napisane, dobrze się czyta, i mam nadzieję, że takich tekstów będzie więcej 🙂

    Odpowiedz
  44. unsub, za dużo tu jadu i hipokryzji

    Odpowiedz
  45. Widzę, że tekst poruszył nie jedno serce i nie jedna klawiatura była atakowana;) Myśle, że każda czytelniczka/czytelnik jest świadomy że reklama to reklama a jej celem jest zachęcenie do kupna.Nie ważne czy reklama będzie w telewizji, dostanę ją na maila czy obejrzę na blogu.Dziewczyna ubiera się/przebiera i prezentuje jakiś zestaw. Reklamuje to. A reklama mówi: to jest modna, fajne i trendi. Chcesz być trendi?Chcesz być jak Blogerka Milka? To weź to i kup – masz linka,masz nazwę sklepu. Kup!!!
    Co robi czytelnik? I tu jest najlepsze, bo czytelnik ma rozum i swoją wolę. Może kupić albo nie.NIkt nam nie narzuci wyboru. Jeżeli zakocham się w ciuchu i stać mnie, to kupię. Jeśli uważam, że set jest fajny ale nie dla mnie, to oglądam na blogu. I tyle.
    Przyznaję – sama chciałam założyć bloga.Nie chodzi o kasę którą mogę zarobić, ale miała być to pewnego rodzaju kuracja – pozbycie się kompleksów, pewność i odwaga. Blog miał być lekarstwem.Niestety z braku czasu przełożyłam go, ale nie tracę czasu. Nie przebieram się na pokaz czy sesje, ale ubieram się na codzień. Inspiracji szukam własnie na blogach,na ulicy. Szukam tego co mi pasuje i odpowiada. Ubrania kupie w lumpie, w prywatnym butiku czasem w sieciówce na wyprzedażach. Uważam,że w sieciówkach np. Zara są ceny z kosmosu, a jakośc nie jest zawsze powalająca i szkoda kasy. 300 zł za torebkę??? To jest połowa mojej wypłaty a liściem sałaty nie najem się. Czego nauczyłam się dzięki blogom? Że ubrania z lumpu to nie obciach dla biednych i warto być sobą.
    Wniosek: od reklamy nie uciekniemy. I od Ciebie zależy czy odmówisz czy skusisz się na produkt.

    Odpowiedz
  46. Fakt, dobrze napisałaś. Tylko nie każdemu zależy na ilości reklam, ja założyłam bloga rok temu po to żeby podzielić się z ludźmi kawałkiem swojego świata i przeedstawić im swoje stylizacje. Dużo jest tego typu dzewczyn, wiadomo, jeśli za to płacą to kusi, ale nie każdy zakłada bloga dla zysku, chodziaż fakt, że blogów jest teraz o wiele więcej i trudno znaleźć w blogowym świecie osoby prawdziwe, które robią to tylko z przyjemności, nie zacierając rąk i czekając na zyski.
    Aczkolwiek nie rażą mnie współprace blogerek, o ile są „prawdziwe”, niewymuszone, w końcu wypracowały sobie już jakąś renomę na rynku i autentycznośc.

    Trzebba pamiętać tylko, żeby blogowanie szło z serca i czystej pasji!
    Powodzenia wszystkim 😉

    Odpowiedz
  47. bardzo dobry tekst 😉

    Odpowiedz
  48. W końcu ktoś nazwał rzeczy po imieniu. Do tego można dołożyć promowanie w mediach (portale internetowe, prasa) jedynie wybranych blogerek i sponsoring. Jest tak, jak ktoś wcześniej napisał, przyrównując modę do muzyki. Sam Preisner stwierdził w jednym z wywiadów, że jeśli tylko kilka osób kupi jego płytę, to warto tworzyć właśnie dla tych kilku osób. Oglądalność mojego bloga nie rośnie w zatrważającym tempie, ale ja uwielbiam modę i kreowanie nowych stylizacji, dlatego nie zamierzam z tego rezygnować i dalej robić to, co lubię – dla siebie i tych kilku osób, które do mnie zaglądają. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  49. Ja muszę powiedzieć, że zaczęłam najpierw śledzik amerykańskie blogi szafiarek ok. 2006 roku, czyli Sea of Shoes, Childhood Flames, Karla’s Closet i inne. Dziewczyny wydawały mi się bardzo szczere i prawdziwe w tym co robią i ku mojej uciesze pozostają takie do dnia dzisiejszego, na większości z ich blogów dalej można znaleźć zdjęcia zrobione kamerką albo telefonem gdzieś w sklepie w przymierzalni, przy czym nie jest to wszystkie wymuszone i przestylizowane.

    Polska blogosfera mnie nie interesowała za bardzo, z czasem natknęłam się na Ryfkę i Style Digger, więcej ich nie pamiętam. Żaden z blogów mnie w każdym razie nie ujął, a przejrzałam ich kilka. Jest coś, co mi przeszkadza w Alicepoint i innych wymienionych przez ciebie dziewczynach. Jest w tym jakaś sztuczność, jakaś poza, coś po prostu nie gra.

    Tęsknię za czasami, kiedy prywatny blog oznaczał dosłownie blog zwykłych dziewczyn fotografujących zawartość swojej szafy albo wynajdujących jakieś super ciuchy w second handach albo szafach swojej mamy. Teraz to po prostu sposób na życie, kolejne medium i sposób do zarabiania pieniędzy, a nikt nie pamięta, że nie o to w tym wszystkim chodziło.

    W ogóle teraz wszyscy interesują się modą i wyrosło to trochę na kolejną subkulturę – mam wrażenie. Byli, nie wiem, skejci, było emo, są hipsterzy i wszyscy są modni. Och, ich marynarki, okulary i zmierzwione włosy. Och, ich kawa na wynos. Tylko, na miłość boską, styl to nie uszczknięcie co nieco z karty kredytowej w Zarze. Możemy sobie kupić całe gotowe zestawy w wystawy, a może i samego manekina zapakują namg gratis, ale naprawdę nie ma się czym chwalić i nie jest to jeszcze podstawa, aby zakładać blog.

    To samo tyczy się blogów o innych tematykach, bo mam wrażenie, że pod pojęciem „blog” rozumiemy tutaj przede wszystkim blog szumnie zwanym modowym. Z blog prywatnym, gdzie zamieszczamy swoje przemyślenia albo komentarze do najnowszych wydarzeń i tak dalej jest tak samo trudno się przebić, a wiem coś o tym, bo piszę taki blog nieprzerwanie, acz pod różnymi adresami, od 2004 roku. Nie ważne, jaką ciętą ktoś ma ripostę, jak ładnym językiem się posługuje i jak lekkie ma pióro, założy taka Kinga Rusin blog, przeprowadzi sprytną autopromocję w wywiadzie w Gali i ja postępuję dokładnie tak, jak zamierzyli sobie to spece od marketingu i wchodzę na ten jej blog, żeby zobaczyć i nabijam licznik odwiedzin.

    Może jako następna rzecz powinniśmy się skoncentrować na blogach innych niż tylko te modowe, których jest mnóstwo w polskiej blogosferze, które mają coś do przekazania i po prostu mają jakiś cel.

    Ja od jakiegoś czasu w ramach buntu nie błądzę bezwiednie po blogach w poszukiwaniu inspiracji, bogate dziewczyny w ubraniach od projektantów z najnowszych kolekcji usiłujących mnie przekonać, że są jedną z nas. Wolę oficjalne strony gazet albo różne uznane portale, tam przynajmniej nie pieprzą w bambus. Mniej sztuczności życzę sobie i wszystkim tutaj! Pozdrawiam i wybaczcie ten strumień przemyśleń!

    Odpowiedz
  50. to bardzo smutne ale prawdziwe, ja w tym samym czasie co maff, kasia, czy alice założyłam bloga, tyle tylko że na platformie, która przez swoje późniejsze zmiany straciła na popularności. Stała się w zasadzie jedną wielką reklamą, do tego zamkniętą (bez możliwości logowania nie można było czytać-co wiadomo-nie zachęca). Właśnie od czasu przemian mój blog tracił i tracił na popularności. W kolejnych „przebudowach strony” tracił zdjęcia i komentarze. Aż do ostatniej przemiany w wyniku której mój blog stał się wręcz facebookową tablicą, okrojoną z czegokolwiek, za to wzbogaconą o „lajki”. Moja popularność spadła niemal do 0. Najbardziej bolał jednak brak czytelników, brak tych którzy cenią, wspierają, dają wskazówki… co prawda zostałam zaproszona na dwie ostatnie edycje Fashion Week Poland w Łodzi. Ale straciłam nadzieję, no i czytelników. W związku z tym pewnego dnia stwierdziłam, że zacznę pisać od nowa, wrócę do zdjęć i komentowania kolekcji. Założyłam bloga na blogspocie. I co? Nikt go nie czytał. Czy się starałam czy nie… Najgorsze jest właśnie to, że zdążyłam czegoś zasmakować, poczuć jak to jest, kiedy ktoś podziwia i rozumie twój styl, twoją osobowość, ciebie. Pozostało chyba cieszyć się z tego co było i zasiąść na widowni. A właściwie czytelni blogów takich jak ten 😉 Cieszę się, że o tym napisałaś i pozdrawiam 😉

    Odpowiedz
  51. wczytuję się w tekst i w komentarze i jak narazie rzuciły mi się mnie dwie rzeczy obok których nie mogłam przejść obojętnie 😉

    po pierwsze : Jessica Mercedes założyła swoje bloga 2 lata temu w okolicach Walentynek 😉
    po drugie : niewybaczalnym błędem jest pominięcie Szafy Sztywniary czyli Ryfki ,która jest przodowniczką szafiarek i wzorem do naślodawania w poszukiwaniu ponadczasowego stylu 🙂

    czytam dalej 🙂

    Odpowiedz
    • no i oczywiście Fashionelka ,której wielką fanką nie jestem ,ale można ją podać za przykład profesjonalnie zrobionego bloga ( w każdym razie tak sądzi Kominek 😉

      Odpowiedz
    • Zgoda, Fashionelka to profesjonalnie zrobiony blog marketingowy, a więc trochę inny niż wyżej tu wymienione. Oczywiście ona pokazuje siebie, ale głównym celem jest zarabianie na blogu, czego nie ukrywa (i nie ma nic w tym złego). Fashionelka jako jedna z nieliczych blogerek modowych zarabia realne pieniądze na prowadzeniu bloga (a nie tylko dostaje produkty w zamian za ich reklamę)

      Odpowiedz
  52. Częściowo zgadzam się z tekstem, który zaserwowałaś, ale chyba założyłaś, że każdy, kto zakłada bloga ma parcie na wysokie statystyki czy zarabianie. Stąd zapewne porównanie blogosfery do jakiegoś zamkniętego salonu pewnej elity, o którym większość może tylko pomarzyć. A przecież są również ludzie, którzy prowadzą bloga i wcale o tym nie marzą, raczej nie interesuje ich wyważanie wyżej wspomnianych drzwi czy podbijanie statystyk. Mają to po prostu gdzieś i robią to, co lubią.
    Poza tym, szczerze mówiąc, dość oklepany temat. To już chyba czwarty artykuł o tej tematyce, który przeczytałam w sieci i niczego nie wnosi, według mnie. Trochę jeszcze pozrzędzę, ale jeśli myślisz poważnie o dodawaniu felietonów, proponowałabym zwrócić większą uwagę na kropki, spacje czy myślniki. Tekst wcale nie jest obszerny, a roi się w nim od potrójnych spacji czy podobnych niedociągnięć. Nie chodzi mi tu o studiowanie interpunkcji czy snucie czystej prozy, po prostu o zwyczajną schludność.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości w pisaniu. 😉

    Odpowiedz
  53. jeśli chodzi o czas, to nie do końca się z tym zgodzę. jeśli chodzi o czas powstania, blog Ryfki jest najstarszym w Polsce, a daleko jej do statystyk Maff, która założyła stronę równo 3 lata temu – w okresie, kiedy blogów było już naprawdę sporo. jest wiele stron, które powstały wcześniej – np blog Riennahery i są znane, owszem, ale niszowe.
    najlepszym przykładem tego jest Macademian Girl – założyła bloga niecałe 1,5 roku temu i jej statystyki zauważalnie rosły, a ostatnio zrobił się niesamowity boom na jej stronę i pojawia się w wielu magazynach, na portalach, przy okazji eventów, ma oferty współpracy nie tylko na zasadzie reklam na blogu. to świetny dowód na to, że da się – a jej blog wcale nie prezentuje przecież mody łatwej do noszenia, przystępnej i banalnej, wręcz przeciwnie. jest po prostu unikatowa – drugiej takiej blogerki w Polsce nie ma, wyróżnia się nawet na tle zagranicznej konkurencji.
    ale faktem jest, że im więcej blog przyjmuje dobrze przemyślanych ofert reklamowych, tym szybciej rosną jego statystyki. w przypadku Maff był to BlackMilk, w przypadku AlicePoint niszowe, zagraniczne marki i Solestruck (i wiele innych). każda z dziewczyn, które są teraz w „wielkiej czołówce” stworzyła niszę, którą niewielu nawet naśladuje – tu nie chodzi o autentyczność, ale o to, że poza stroną PaniEkscelencji nie ma w Polsce drugiego bloga z temtyką streetwearową na takim poziomie.
    spójrz też na sukces męskiego bloga Vanitas – chłopak założył go dwa miesiące temu i w tej chwili przekroczył już chyba liczbę 3 tys. obserwatorów! momentalnie dostrzegły go młode marki i w tej chwili blog zachowuje wciąż fajny, lekko offowy klimat pomimo reklam.
    nigdy nie przeszkadzała mi reklama na blogach, o ile nie jest nachalna (konkursiki, prośby o lajki itd) i o ile reklamowany produkt jest zgodny z wizerunkiem osoby, która go prezentuje.
    gdyby teraz AlicePoint zaczęła reklamować sukienki LaManii, straciłabym do niej całą sympatię – a ona wciąż konsekwentnie wybiera marki i modele, które sprawiają, że blog zachowuje spójny klimat, mimo, że jej styl się zmienia. w takim wypadku nie widzę w tym nic nienaturalnego – u Ciebie na blogu nie rażą mnie reklamy czy współprace z salonem urody czy firmą produkującą kobiece, dość eleganckie rzeczy, bo z takim stylem Cię kojarzę. ale gdybyś nagle ogłosiła, że zaczynasz reklamować trampki Converse, buty Jeffreya Campbella nabijane ćwiekami albo taki BlackMilk, prawdopodobnie uznałabym to za próbę zarobienia wszelkim kosztem. jasne, styl się zmienia, ale nie z notki na notkę.
    cdn

    Odpowiedz
  54. wydaje mi się, że z blogami, które prezentują styl bliski Twojemu, jest o tyle trudniej, że nie tworzycie głębokiej niszy, tylko pozostajecie w klimacie eleganckiej kobiecości, odpowiedniej na każdą okazję. owszem, ubierasz się oryginalnie i Twój blog jest fachowo prowadzony, ale podobnym blogiem jest dla mnie CharlizeMystery czy właśnie Kasia Tusk. jesteście ładne, zgrabne, macie dobrze zrobione zdjęcia i liczycie się w blogosferze dlatego, że ze wszystkich dziewczyn, które lubią taki styl, wyglądacie najlepiej i często jesteście pierwsze z danym trendem. ale żadna z Was nie pokazuje stylizacji czy zdjęć, które ludzie wklejają sobie na tablicę z komentarzem „o boże, jakie zajebiste” i nie przesyłają znajomym. gdyby Kasia Tusk nie była Kasią Tusk, prawdopodobnie zatrzymałaby się na poziomie statystyk Fashionelki czy CharlizeMystery właśnie. zresztą, główną siłą bloga Fashionelki jest świetne prowadzenie i znajomość targetowania, social mediów i umiejętność pozycjonowania, to chyba najbardziej profesjonalnie prowadzony blog w Polsce – podczas gdy zdjęcia są, oględnie mówiąc, przeciętne, a stylizacje bardzo proste i mało odkrywcze, w stylu Kasi Tusk właśnie.
    wydaje mi się, że nie bez znaczenia jest też fakt, że żadna z Was nie jest wyrazistą osobowością – Maff jest imprezowiczką i „tą dziewczyną w fullcapie i z lodami”, AlicePoint to księżniczka hipsterów, PaniEkscelencja podobnie, tylko w innym klimacie i bawi się streetwear, Macademian Girl jest jak polska Anna Dello Russo, Ryfka ma do siebie dystans i jest sztywniarą, Weronika z Raspberry and Red świetnie pisze i wygląda jak młodziutka Francuzeczka, Jestem Kasia to klimat pomiędzy lekkiem Teksasem a lekkim pin-upem, Venila Kostis to ten bystrzak z długimi nogami itd. i niestety, jeśli chodzi o klasyczną, kobiecą elegancję, to w tej chwili Charlize (nie licząc Kasi Tusk) jest chyba na pierwszym miejscu.
    nie wywołujesz kontrowersji, stawiasz na profesjonalizm i klasę – spoko. ale to ta dłuższa droga, obawiam się. myślę, że idąc dalej tym tropem, nie będziesz miała problemu żeby pracować w branży, ale nie jesteś typem celebrytki.

    Odpowiedz
  55. Wyjęłaś mi to wszystko z ust! Teraz już szansa na wybicie się jest bardzo, bardzo znikoma. Smuci mnie, gdy czasem (bardzo rzadko, bo nie mam czasu na przebijanie się przez tę gęstwinę blogów) trafiam na blog świetny, wartościowy, a praktycznie nieznany. A jeśli chodzi o ‚blogi bazy’, jak to umiejętnie określiłaś, to popularność jedynie niektórych z nich jest w moim odczuciu adekwatna do prezentowanego kontentu.

    Odpowiedz
  56. Przywiódł mnie do Ciebie artykuł na ek.pl. Nie znałam za dobrze twojego bloga , ani tym bardziej blogów o których piszesz (wymieniasz jako blogi bazy), gdyż jestem w tym temacie od niecałych 2 miesięcy – mam na myśli i pisanie bloga i czytanie blogów.
    Nie zdawałam sobie sprawy nawet jaka to jest machina, dopóki nie natknęłam się niedawno na ogłoszenia na gumtree, kilku, teraz już wiem, ze znanych blogerek odnośnie pracy, że zatrudnią kogoś do prowadzenia im bloga… Zamurowało mnie… Myślę, ze to też jest jakiś element zdobycia popularności. Wiadomo, że fizycznie większość z nas nie jest w stanie, zamieszczać posty, robić sesje zdjęciowe plus żyć życiem codziennym (studiować, pracować, mieć dom), a jednocześnie śledzić te 1000 innych blogów, których się doliczyłaś i pozyskiwać nowych w tenże sposób czytelników..

    Naprawdę świetny tekst! Dla mnie jako osoby nowej w całej blogosferze, wiele wyjaśniający i po prostu ciekawy oraz bardzo dobrze napisany. Chapeau bas! pozdrawiam:)

    Odpowiedz
  57. Dziewczyny które wymieniasz jako „bazy”, mające blogi od paru lat przez ten czas zapracowały na swój sukces. Nawet jeśli im teraz trochę palma odbija i uważają się za celebrytki (tak zaczęły trochę robić Jessica i Maff…), to ludzie im to wybaczają, bo one latami pracowały przy swoim blogu. Inwestowały swój i innych czas, pieniądze (na początku zarobione nie-blogowo). Ciężo jest natomiast wybaczyć mało popularnej blogerce, gdy zaczyna gwiazdorzyć i pchać się do telewizji, na pokazy i udawać znawczynię (nie chcę być tutaj za bardzo niemiła, ale kojarzę co najmniej 3 blogerki które tak robią…).
    Prawdę mówiąc właśnie jeśli ktoś jest taki bardzo popularny to mam mniejsze zaufanie do niej. Na wielu blogach kompletnie nie wiadomo co jest postem sponsorowanym a co nie, czy dziewczyna dostała ciuchy od firmy czy nie. W Stanach próbują to regulować, ale u nas to jest tylko kwestia dobrej woli.
    Wydaje mi się, że czytelnicy blogów powinni po prostu sami oceniać, czy dziewczyna jest szczera w tym, co robi, czy po prostu liczy na szybki sukces i kasę. Moim zdaniem widać to jak na dłoni, często po jednym wpisie! Dlatego dawno już wykasowałam z ulubionych blogi na których autorki starają się za bardzo. Polecam też wszystkim innym.

    Odpowiedz
  58. Słuchałam Cię dziś w Warszawie, w Blue City. Słuchałam i zdałam sobie sprawę, że to całe blogowanie w dzisiejszych czasach jest smutne….Może inaczej. Zakładanie bloga w dzisiejszych czasach jest cholernie trudne. Szczególnie o takiej chodliwej tematyce. Miałam założyć swojego. I chyba tego na razie nie zrobię.

    Odpowiedz
  59. W kontekście tego o czym pisałaś, monetyzacji, reklamy na blogu… co sądzisz o inicjatywie Virtal.com? Ma to sens jako źródło zarobków dla blogerów?

    Odpowiedz
  60. Podejmujesz w tym wątku wiele istotnych problemów blogosfery. Nie do końca jednak zgadzam się z Twoją tezą. Zacznę od tego, że faktycznie dominowanie Blogów „baz” nad całą resztą jest zauważalna a wręcz rażąca. Co więcej również uważam, że grono fanów i czytelników tych blogów zachwyca się nawet kompletnie banalną treścią. Śmiem twierdzić, że jakiś ułamek tych super sławnych bloggerek pokazuje totalną przeciętność a ich fenomen pozostanie tajemnicą. Z drugiej strony przez tą ich sławę i szum medialny, który w związku z blogowaniem ostatnio powstał, ludzie zorientowali się, że jest to pewna forma zarobkowania. Miało być łatwo, miło i przyjemnie a okazało się ciężko i mozolnie. Jeśli ktoś myśli, że założy bloga a po pół roku będzie opływał w PRADĘ i D&G to może się zdziwić. Nie wiem czy widziałaś statystyki, ale tak jak dziennie powstają dziesiątki blogów „Modowych” w Polsce, tak też dziennie dziesiątki umierają śmiercią naturalną. Bo w blogowaniu przede wszystkim chodzi o przyjemność i radość. Z resztą tak jak w każdej dziedzinie jak ma się Pasję to łatwiej coś zdziałać. Ja bloga prowadzę od niedawna i w moim przypadku zarobkowanie na nim nie wchodzi za bardzo w grę. Nie mniej jednak uważam, że to świetne hobby i rewelacyjne zajęcie. Mam swój mały świat w przestrzeni internetowej i mogę się nim dzielić z przyjaciółmi rozproszonymi po całym świecie. Uważam, ze trzeba być optymistą i się nie poddawać a na pewno inni to docenią. Zobacz ilu na świecie jest projektantów i ile marek odzieżowych. Człowiek mógłby pomyśleć, ze wszystko zostało już wymyślone a jednak co roku pojawia się grono nowych i docenianych. Z blogami też tak może być:)
    Pozdrawiam
    http://joannok.blogspot.de/

    PS: Twój Blog jest Super! Będę go promować przy każdej okazji 😉

    Odpowiedz
  61. Woω, marvelous blog foгmat! How lengthy have you eѵer bеen runnіng a blog foг?
    you mаke blogging glance easy. The oveгall glance of your site is great, let
    alоne thе contеnt!

    Here is my ωеbpage :: firany firanki

    Odpowiedz
  62. Ja nawet nie czytam blogów jak to nazwałaś „baz”. Moim zdaniem mają one już wystarczająco dużo czytelników. Ja wolę poczytać sobie blogi początkujących, gdyż sama dopiero zaczynam i wiem, jak to jest, kiedy nikt nie wchodzi na twojego bloga, a osoby, których blogi powstały wcześniej, a teraz tak naprawdę nie ma na nich nic ciekawego zawsze będą cieszyć się większą popularnością, niż te, które powstały niedawno, a nawet np. 2 lata temu…
    zapraszam: http://matiaga.blogspot.com/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz