1 marca 2018

Błędy remontowe, które popełniłam…

Błędy remontowe, które popełniłam… - kanapa

To moje drugie mieszkanie i drugi samodzielny remont. Nie liczę remontów z czasów, kiedy wynajmowałam ani tych w domu rodzinnym, bo to nie ja byłam osobą decyzyjną i nie ja wyciągałam portfel. Nie prowadziłam też szczególnie wnikliwych obserwacji, więc niewiele z tego etapu wyniosłam.

Ale co z tymi dwoma mieszkaniami? Podkreślam liczbę mnogą, ponieważ sądziłam, że po pierwszym remoncie nabrałam tyle doświadczenia, że za drugim razem pójdzie jak po maśle. Tym bardziej, że pierwsze mieszkanie było z rynku wtórnego, drugie zaś z pierwotnego. Dla niewtajemniczonych – łatwiej jest dokonywać zmian nowej instalacji albo kłaść podłogę na gładkiej powierzchni, niż zrywać starą albo kłaść jedną na drugiej. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że mogą pojawić się sytuacje, które mnie zaskoczą – w końcu pierwszy raz składałam (no dobra, nadal składam…) kuchnię z Ikei, pierwszy raz robiłam też łazienkę od zera. Nie sądziłam jednak, że po drodze napotkam aż tyle problemów. One przerosły wszelkie moje wyobrażenia! Kilka absurdów opiszę w dzisiejszym poście. O pozostałych opowiem Wam przy innej okazji. Zostawię Was też z trzema radami. Nie traktujcie ich jednak śmiertelnie poważnie! Najważniejsze podczas remontu to nie tracić poczucia humoru 🙂

1. Pierwsza zasada może zabrzmieć tak, jakbym próbowała przekonać Was, że remont będzie udany tylko wtedy, jeśli jego uczestnicy otrą się o alkoholizm. W gruncie rzeczy bardzo się nie pomylicie. Tak więc dziewczyno (tym razem zwracam się głównie do kobiet), jeśli planujesz remont, wino miej zawsze przy sobie. Zamiennie dobrego drinka, czekoladę, mentosy (te działają na mnie) lub coś innego, co szybko Cię uspokoi. W farmakologię się nie mieszam! Jeśli w pracach remontowych pomaga Ci chłopak/mąż/brat/ojciec (ważne: nie Pan Zenek, któremu płacisz) – trzymaj zawsze w podorędziu butelkę piwa, czy co tam lubi. Butelkę, nie skrzynkę!

– Widziałaś te dziury na suficie? – Nalej mi lampkę, kochanie. Zaraz spojrzę.
– A to? Ściana pękła na całej szerokości! – Ja pie****(pierniczę, wiadomo).  Gdzie są moje mentosy!!!
– Kotek, mamy problem! – Nalej mi wina i przyjdź, jak już go rozwiążesz.
– To się nie da! – No dobrze, tu nie pomoże nawet karton wina czy ciężarówka czekolady. Są wyrażenia, które potrafią obudzić we mnie ukrytą bestię. Będę zionąć żywym ogniem i zagryzę ofiarę, która je wypowiedziała. Każdy, kto przekracza próg mojego domu, dostaje na dzień dobry listę wyrażeń zakazanych: „nie da się”/„nie potrafię”/dowolny synonim oraz „później”/„to może poczekać”/dowolny synonim.

Jest też druga strona medalu, dla której warto mieć w lodówce coś z %. Szukam niealkoholowego męskiego zamiennika, ale nic dobrego nie przychodzi mi do głowy.

– Chyba jednak ten PAX powinien stać po drugiej stronie. Dzięki temu zyskam miejsce na biurko! Tylko teraz znowu musisz kuć ścianę i przenieść gniazdka… Przeniesiesz, prawda? – psssss…
– Widzisz tę 3 mm rysę na froncie szafki! Ohyda! Zupełnie nie do przyjęcia. Wymieniamy! – psssss…

Błędy remontowe, które popełniłam… - oświetlenie

2. Jeśli przekroczyłaś budżet i chcesz zaoszczędzić na usłudze wniesienia mebli/pralki/lodówki/itp., lepiej weź pożyczkę albo sprzedaj nerkę. Kiedy mi skończył się budżet, luby zaproponował, że sam wniesie do mieszkania kuchnię oraz szafę PAX z Ikei. I choć w budynku jest winda, a my już sporo rzeczy tam przetransportowaliśmy bez niczyjej pomocy, czułam, że tym razem nie pójdzie gładko. Ale uległam! Niech sobie nosi, skoro chce. Przyjechał samochód dostawczy zapakowany po brzegi. Luby spojrzał na mnie oczami kota ze Shreka, więc możecie sobie wyobrazić, że po chwili znowu się złamałam i nosiłam te kartony z nim. Mówię Wam, najdłuższe 3h z mojego życia.

3. O tym, że ze ścianami nie poszło najlepiej i trzeba było jeszcze raz nakładać gładź szpachlową, szlifować i malować, kiedy w mieszkaniu była już gotowa (świeżutka wtedy) podłoga i przyjechały moje osobiste rzeczy, pisałam w TYM poście. Nie wspominałam jednak, że ojciec chciał mi te ściany poprawić (w jeden dzień!), wiec przyjechał do Gdańska jeszcze raz. Luby ucieszony:

– Niech zrobi, ile da radę, to będzie mi łatwiej poprawić resztę.

Już czuję w kościach, że źle ocenił sytuację. Tłumaczę mu więc:

– Moim zdaniem lepiej byłoby, gdybyś poprawił te ściany sam. Obawiam się, że może być tylko gorzej.
– No co Ty! Niech Twój tata zacznie. Szkoda tracić czas. Co jeszcze mogłoby się wydarzyć? – odpowiada z pełnym przekonaniem.
– Na Twoją odpowiedzialność! – uległam ponownie.

Efekt przerósł wszelkie nasze oczekiwania. Dwie dodatkowe wartwy gładzi i gigantyczne pęcherzki powietrza. Gdyby tak pomalować na żółto, ściana przypominałaby szwajcarski ser z dziurami. Miesiąc zajęło nam poprawianie wszystkich ścian i sufitów. Od tego momentu luby dwa razy pomyśli zanim coś komuś zleci. Tym bardziej, że jak się okazuje – ani ojciec, ani znajomi, ani nawet kafelkarz nie jest tak dokładny jak on. Lubię czasem machnąć ręką, zrzucić na kogoś odpowiedzialność, która nierzadko mocno uwiera. Unikam przy tym kłótni z kategorii „ja wiem lepiej”. Ale ten brak kłótni kosztował nas miesiąc budzenia się z pyłem na twarzy, miesiąc bez kuchni i miesiąc spędzony na drabinie (głównie luby po niej skakał). Tak więc dziewczyno, kłótnia nie zawsze jest najgorszą opcją. Tupnij nogą! Rzuć pędzlem! Postaw na swoim, jak trzeba. Byle ściany były proste 🙂

Błędy remontowe, które popełniłam… - salon

Dołącz do dyskusji! 17 komentarzy

  1. Ja tu nie widzę absurdów. Dostrzegam brak fachowej pomocy, wpadki, wypadki, przypadki… Powodzenia życzę

    Odpowiedz
  2. Ale się uśmiałam! Fajnie poczytać o nie-idealnej wizji życia blogerskiego i że jesteście też tylko ludźmi. A już w ogóle najchętniej oglądam Twoje snapki na Insta z remontu.

    Odpowiedz
  3. U nas remont trwał na tyle długo (już byłam nim wymęczona haha) że zdążyliśmy wszystko tak przemyśleć, że teraz jesteśmy mega zadowoleni 🙂

    _____________
    ♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥

    Odpowiedz
    • Daria, gratuluję 😉 Widzisz, ja to jestem w gorącej wodzie kąpana – im dłużej to trwa, tym bardziej się denerwuję. Inna sprawa, że też pracuję z domu, więc w tym chaosie trudno mi się skupić 🙂

      Odpowiedz
  4. Każdy etap remontu oceniasz i odbierasz zaraz po wykonaniu. Coś nie gra, to ekipa/wykonawca musi poprawić. Dopiero jest przejście do nastepnego etapu.
    Gniazdka najlepiej rozplanowywać standardowo blisko rogów na każdej ścianie. Przynajmniej po jednym podwójnym, wtedy masz pewność że wystarczy źródeł prądu. W kuchni muszą być np w okolicy pionów, za planowanymi szafkami z otwartym tyłem, nad szafkami itd, w okolicy kanałów wentylacyjnych pod sufitem, bo podłączasz okap, oświetlenie itd.
    Do wnoszenia i składania duzych mebli bierzesz ekipe ze sklepu, ewentualne usterki, wady możesz wtedy reklamować. Sama(!), czy we dwójke możecie tylko coś zepsuć, połamać i stracić pieniądze.

    Odpowiedz
    • Michael, ja nie do końca się z Tobą zgodzę 😉 Owszem, można wszystko zlecić osobom kompetentnym i nie ruszyć palcem przy remoncie. W idealnym świecie usterki są widoczne od razu, a Ty masz budżet na to, żeby opłacić pracowników od… wszystkiego. Zazdroszczę, ale nie mam takich możliwości i z perspektywy dwóch inwestycji – byłoby to średnio opłacalne, nawet w perspektywie długofalowej.

      Jeśli zaś chodzi o gniazdka, to nie jest to taka oczywista sprawa. Teoretycznie masz rację, ale w praktyce już niekoniecznie. Moim priorytetem jest jak najmniejsza liczba widocznych kabli. Z tego powodu zapobiegawczo zrobiłam sobie dodatkowe drugie gniazdo (które aktualnie jest ukryte w ścianie) na potencjalny telewizor – nie wiem jeszcze czy będzie stał czy wisiał. “Za czymś” czy “w okolicy” jest oczywiste, ale niewystarczające, jeśli na etapie montażu zmieni się choć jeden element i przesunie resztę – jak to było u mnie w kuchni. Albo jeśli przestawisz biurko lub łóżko, planowane wcześniej gniazdka też będą w złych miejscach, odsłaniając tym samym mało atrakcyjne kable.

      Odpowiedz
      • Jeśli za cos się bierzesz “sposobem gospodarczym” to niestety musisz się liczyć z błedami i wadami. Od czegoś są jednak fachowcy i określone doświadczenie. Od siebie nie mozesz wymagać, ze wszystko zrobisz na 100%. na pewno nie w budowlance czy stolarstwie. Co jest bardziej opłacalne, czy “sposób gospodarczy” czy jednak fachowa robota, to juz kwestia indywidualna.
        Gniazdka: Jesli zakładasz, ze w latach zamieszkania w danym mieszkaniu nie przewidujesz jakichkolwiek przemeblowań, dostawiania mebli czy ich zmiany, faktycznie może Ci sie udać idealnie rozplanować umiejscowienie gniazdek el. W twojej wypowiedzi jest wniosek, co się dzieje gdy cokolwiek zmienisz. Dlatego standardowe rozmieszczenie jest najlepsze, ale to oczywiście tylko moja opinia, którą raczej podzielają architekci odkad jest powszechna elektryfikacja.

        Odpowiedz
  5. Popraw trzecią radę z pogrubieniem bo gdzieś się gubi w całości i na początku wydaje się że jej nie ma !

    Odpowiedz
  6. Chyba jesteśmy sąsiadkami – ja mam mieszkanie na tzw “77” piętrze :). Jeżeli to rzeczywiście ul Kr…..a 2 to jutro o 17 jest symboliczne otwarcie tego piętra – przed wejściem będzie wystawiony katamaran:)
    My wiele rzeczy zmieniliśmy na etapie deweloperskim – mogliśmy wskazać gdzie chcemy mieć drzwi, gniazdka itp.
    Wszsytkiego najlepszego w nowym mieszkaniu!

    Odpowiedz
  7. Bardzo ciekawy wpis. Sama niedawno byłam w takiej sytuacji. Najgorsze było zamawianie mebli. Miałam z tym tyle problemów i czekałam tak długo, że w końcu zaniechałam wszystkiego, straciłam zapał i pomysły.

    Odpowiedz
  8. Z remontami jest trochę tak, że po zakończeniu są rzeczy, które by się jednak zrobiło inaczej, ale często jest za późno:)
    Myślę, że przy każdym remoncie nabieramy wprawy i każdy kolejny wypada coraz lepiej. Tylko ile tych remontów może być?:)

    Odpowiedz
  9. ja dopiero zaczynam 🙂 zapraszam na bloga http://poradnikmodowy.eu/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.