21 czerwca 2016

FREELANCER – jak zorganizować sobie pracę w domu?

Freelance - organizacja pracy w domu

Jestem urodzoną freelancerką. Na etacie przepracowałam łącznie może 2 lata (w 3 firmach, jeśli dobrze liczę). Poza tym już na początku studiów większości zadań podejmowałam się zdalnie. Najpierw były to projekty realizowane na blogu. Później zlecenia czysto copywriterskie. Aktualnie – praca dotycząca szeroko rozumianego marketingu internetowego (od prowadzenia kont firmowych w mediach społecznościowych, przez pozycjonowanie i marketing szeptany, tworzenie sloganów reklamowych, tekstów na strony i blogi firmowe, pisanie scenariuszy filmów i reklam, po strategie marek), a także oczywiście bloga i działań z nim związanych. Te wszystkie aktywności, które skupiają w sobie formy wizualne, słowo pisane (w dużej ilości), kontakt z klientem i technologię, można sprowadzić to jednego terminu, jakim jest branża kreatywna. Zawsze uważałam, że sztywne ramy biura i praca „od do” absolutnie się w jej przypadku nie sprawdzają.  

I choć chwilami nachodzą mnie myśli, by wrócić na etat, szybko uświadamiam sobie, że aktualna sytuacja jest znacznie bardziej komfortowa. Jedyny minus, jaki dostrzegam, to za mało czasu spędzonego w towarzystwie innych osób. Nie jestem samotnikiem z natury, więc praca przed komputerem w pustym domu chwilami potrafi mi ciążyć. Natychmiast przypominam sobie jednak, że inny model przysparzał mi znacznie więcej trudności.

Paradoksalnie, kiedy jeszcze studiowałam, łatwiej było mi mobilizować się do pracy. Studia pochłaniały tak wiele czasu, że każdą wolną chwilę wykorzystywałam na to, co mnie pasjonowało. Tak, od samego początku starałam się stawiać znak równości między pracą a pasją. Pamiętam rok, kiedy spałam po 4 h dziennie, w weekendy może 5. Jakoś dawałam sobie radę! Tłumaczę to młodym wiekiem, w którym organizm jest w stanie sporo wytrzymać. W każdym razie, mój grafik nie pozostawiał miejsca na klasyczne „rozmemłanie”.

Później trochę się to zmieniło. Wprawdzie przybyło obowiązków, ale doszło też kilka dodatkowych godzin. Odzyskałam czas wolny! Zaczęłam spać do oporu, umawiać prywatne spotkania w środku dnia (bo komuś tak pasowało). W końcu sama rozporządzałam swoim czasem, który mogłam dowolnie aranżować. W efekcie bardzo często pracowałam po nocach i wstawałam w południe. Wprawdzie nigdy nie przekroczyłam żadnego terminu, ale nieustannie towarzyszył mi strach, że w końcu może do tego dojść. Pozbyłam się presji, jaka wiąże się z pracą w biurze, za to nałożyłam ją na siebie sama. I w końcu przestałam widzieć granicę miedzy pracą a czasem wolnym. Przestałam odpoczywać!

Freelance - praca w domu przed komputerem

Niecałe dwa lata temu postawiłam sobie cel, by ustalić jasne zasady dotyczące mojej pracy i tym samym odzyskać spokój oraz czas wolny, chociażby zbliżyc się do tzw. work life balance. Oto one:

  • Ściel łóżko! To pozwoli Ci do niego nie wrócić. Zasada brzmi dość banalnie, ale jest szczególnie istotna, jeśli pracujecie i śpicie w tym samym pokoju.
  • Nigdy nie pracuj z perspektywy łóżka! Najlepiej, by biurko stało jak najdalej od niego. Ja w swoim mieszkaniu specjalnie wydzieliłam sypialnię, żeby rozgraniczyć te dwie strefy. Co prawda nie wysiedzę przy biurku kilku godzin i przenoszę się co jakiś czas na kanapę, ale do sypialni nigdy nie wchodzę z laptopem!
  • Nastaw budzik, albo jak w moim przypadku – 5 budzików! Wciąż mam z tym problem. Chciałabym zbierać się z łóżka o 6.00, ale prawda jest taka, że zazwyczaj wstaję miedzy 7.00 a 8.00. Na szczęście nie muszę przemierzać kilku kilometrów autem lub komunikacją miejską, żeby trafić do swojego biurka, więc pobudka bladym świtem nie jest konieczna.
  • Ubierz się! Przyznaję, wcześniej zdarzało mi się pracować w piżamie. Brałam prysznic w okolicach 16.00-17.00, kiedy miałam już wyjść z domu. Byłam przez to jeszcze bardziej rozmemłana, a praca szła mi dużo wolniej. Nie twierdzę, że trzeba wbijać się w garsonkę i szpilki (zresztą kto dziś nosi garsonki?). Sama nie robię nawet makijażu. Biorę jednak prysznic i zakładam wyprasowane i wygodne ubrania.
  • Nie umawiaj się w godzinach pracy, bo będziesz w niej cały dzień. Między 8.00 a 16.00 od komputera są w stanie odciągnąć mnie wyłącznie zdjęcia, a to tylko ze względu na warunki atmosferyczne. W sezonie jesienno-zimowym trudno zrobić je po południu. Kiedy ktoś słyszy, że pracuję z domu, zazwyczaj wydaje mu się, że zawsze mam czas. A ja, podobnie jak inni, jestem w tym czasie w biurze, z tą różnicą, że mieści się ono w moim mieszkaniu. Wieczory z przyjaciółmi, przy lampce wina, w kinie, czytając książkę – nie chcę ich oddawać, by pracować po nocy!
  • Regularne odpisywanie na maile to podstawa, ale nic się nie stanie, jeśli odpowiesz na nie rano. Zdarza mi się odpisać wieczorem, ale jeśli chcę zupełnie odciąć się od pracy, pozwalam sobie na to… i nie mam z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia. Kiedyś wymieniałam korespondencję z accountem z jednej z agencji reklamowych w Warszawie między 23.00 a 1.00 w nocy. Sprawa dotyczyła kampanii na blogu. Zastanawiałam się, jaka musi panować atmosfera w firmie, dla której pracuje ta dziewczyna, skoro ustala ze mną szczegóły o tej porze. Bo nie uwierzę, że z własnej woli po 8 godzinach w biurze, kolejne 8 spędziła przed komputerem. Co innego, gdyby pracowała na własny rachunek! Zaczęłam pisać ten tekst o 21.00. Akurat miałam na to ochotę. Około 23.00 zapewne wyślę go do korekty. Nie oczekuję jednak, że dostanę go z powrotem jeszcze dziś!
  • Deadline, rzecz święta! Nie skłamię jeśli napiszę, że nigdy nie przekroczyłam deadline’u. To zasada, która trzyma mnie w ryzach. Wielokrotnie słyszę opinię, że freelacerzy ze wszystkim się spóźniają. I nie do końca ją rozumiem, bo przecież od czego są umowy! Niezależnie od wydarzeń w moim życiu, a to lubi rzucać kłody pod nogi w najmniej oczekiwanych momentach, klient zawsze dostawał na czas pełny materiał. Niezależnie od tego, czy był to zepsuty komputer, egzaminy, złamane serce, moja choroba czy śmierć bliskiej osoby – prywatne sprawy nie miały prawa wpłynąć na zlecenie.
  • Wyeliminuj wszystkie rozpraszacze! Chciałabym napisać, że należy zacząć od Facebooka, ale byłabym hipokrytką, bo duża część mojej pracy znajduje się właśnie tam. Mam więc nieco utrudnione zadanie. Staram się jednak nie ulegać magii scrollowania. Krótkie filmiki, które mam ochotę odpalić między jednym tekstem a drugim, zostawiam sobie na przerwę, podczas której również jem. Większym rozpraszaczem jest dla mnie bałagan w pokoju lub na biurku. Jestem w trakcie remontu, więc towarzyszy mi częściej niż zwykle. Nie mam pojęcia, jak inni radzą sobie w tzw. artystycznym nieładzie.

Metody te można równie dobrze odnieść do nauki, jeśli jeszcze chodzicie do szkoły lub studiujecie. Dajcie znać, jeśli macie swoje sprawdzone sposoby, by skupić się na pracy w domu!

Dołącz do dyskusji! 3 komentarzy

  1. Świetny tekst! Marzy mi się praca zdalna, mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć, bo też działam w branży kreatywnej, tylko zajmuję się zupełnie odmiennymi rzeczami od Twoich 🙂

    Odpowiedz
  2. rozpraszacze to niestety moja słaba strona. nie pracuję w domu, ale za to sporą część mojego życia pochłania photoshop – ostatnio ze względu na zaliczenia siadałam od rana do chwili, kiedy miałam mroczki przed oczami i tyłek bolał od siedzenia. i bardzo często zdarzało mi się siedzieć w piżamie. bardzo dobre rady!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Autor

Paulina Rudnicka

Kategorie

Poradniki

Tagi

,
Udostępnij ten post na: Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze Udostępnij na Google+ Udostępnij na Pinterest