11 marca 2016

Zmiany

Widok na Gdańsk nocą

Zaczynałam pisać blog krótko po przeprowadzce do Trójmiasta. Wszystko wtedy wydawało mi się nowe, świeże i ekscytujące: miasto, studia, ludzie, mieszkanie. Pamiętam, że czułam, że wreszcie znalazłam się we właściwym miejscu, że jestem sobą – czego niestety nie mogłam powiedzieć wcześniej. Pasowałam tu jak ulał. Do tego stopnia, że nikt nigdy nie wziął mnie za przyjezdną. Ja sama nigdy się tak nie czułam.

Minęło już prawie 6 lat odkąd mieszkam w Gdańsku i jest to 6 najbardziej interesujących, ekscytujących, szczęśliwych i smutnych zarazem lat w moim dotychczasowym życiu. Nie mogliście o tym wiedzieć, bo nie jestem osobą, która publicznie opowiada o intymnych stronach swojego życia. Nawet jeśli inni próbują robić to za mnie. Nie dzielę się informacjami o mojej pracy, bo 5 lat w tej samej branży reklamowej i modowej nauczyło mnie, że wróg/konkurencja nie śpi i każde słowo wykorzysta przeciwko Wam, jeśli tylko dacie mu tę sposobność. Nie piszę o swojej rodzinie, bo to drażliwy, a czasem po prostu przykry temat. Nie wspominam o partnerach, co wydaje się najbardziej zrozumiałe, choć moja osobista telenowela miejscami bywa na tyle groteskowa, że aż prosi się o sklecenie kilku zjadliwych zdań. Problem polega na tym, że mając całą tę listę rzeczy, o których dla bezpieczeństwa wolę nie wspominać, umykają tematy, którymi z przyjemnością bym się z Wami podzieliła. Dzisiejszy post zapowiada jeden z nich. Bo, jak wskazuje sam tytuł, idą zmiany.

Uwaga! Zrobi się trochę sentymentalnie 🙂

Kiedy zaczynałam pisać ten blog miałam 21 lat. Teraz mam 25. Uwielbiałam eksperymentować z modą. Dziś trzymam się jednego stylu i pokochałam minimalizm. Zakupy były dla mnie rozrywką. Dziś nie sprawiają mi one frajdy. Chciałam mieć dużą garderobę. Dziś próbuję ją ograniczyć. Miałam w sobie ogromne pokłady radości i wdzięczności za dane mi życie, a także ambicje i chęć sięgania po więcej. Dziś tę radość odzyskuję. Ambicje przeniosłam w zupełnie inne rejony. Szukałam wyzwań. Dziś szukam spokoju i spełnienia. Pracowałam po 14-16 h. Dziś pracuję dokładnie tyle samo. Spałam po 4 h. Dziś śpię 7-8. Nie wiedziałam, co to weekendy. Wciąż nie wiem. Szukałam szczęścia… i to chyba jedyny temat, w którym nic się nie zmieniło. Kiedy patrzę na siebie z wtedy i z teraz, widzę dwie prawdziwe, ale zupełnie inne osoby. Widzę całą tę drogę, którą przebyłam.

Nigdy Wam o tym nie opowiadałam, ale przez 6 lat życia w Gdańsku mieszkałam cały czas w tym samym miejscu – z 1 lub 2 osobami, w zależności od okresu. Wprawdzie miałam krótki epizod z akademikiem, ale trwał on zaledwie 2 miesiące i – szczerze mówiąc – nie chce o nim pamiętać 🙂 Mieszkanie w centrum pokochałam od pierwszego wejrzenia. Nawet wtedy, gdy było jeszcze przed remontem, a jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Nawet wtedy, gdy na podłodze w łazience i kuchni przywitały nas 2 cm wody. Moja miłość nie osłabła też z drugą i trzecią powodzią. Ani podczas remontu, gdy przez 3 miesiące żyłam bez łazienki i co rano budziłam się z tynkiem na twarzy. Swoją drogą z historii remontowych mogłabym stworzyć oddzielny post i jestem przekonana, że rozbawiłby niejednego z Was. Za chwilę opuszczam przytulne mieszkanie w centrum. Nie wyprowadzam się daleko. Nie zmieniam miasta. Nie zmieniam nawet dzielnicy. A mimo to… mam wrażenie, że zmieniam absolutnie wszystko.

Starałam się o to od kilku miesięcy. Ilości problemów, jakie napotkałam nie jestem w stanie nawet wymienić. Ale już po wszystkim i, nie zapeszając, mogę zacząć cieszyć się z przeprowadzki i nowego mieszkania. Najchętniej z tego miejsca podziękowałabym wszystkim tym, którzy pomogli mi zrealizować ten cel, ale wiem, że część z osób nie życzy sobie, bym robiła to publicznie.

Nie lubię zmian. Reaguje na nie bardzo emocjonalnie. W skrajnych przypadkach miewam też ataki paniki. Ale tej zmiany nie mogę się doczekać. Tym bardziej, że wiąże się z nią cykl postów dekoracyjno-remontowych, które dla Was przygotowuję. Nowy rozdział w życiu to też nowy rozDZIAŁ na Kapuczinie.

A na zdjęciu na górze jest widok z mojego nowego okna!

Dołącz do dyskusji! 7 komentarzy

  1. Ale super. Takie zmiany to ja rozumiem.

    Odpowiedz
  2. Kupiłaś mieszkanie? Gratulacje!!! Ja już prawie uzbierałam na wkład własny więc nie ukrywam że z niecierpliwościom czekam na Twoje wpisy, żebym miała się czym inspirować przy urządzaniu mojego mieszkanka 🙂

    Odpowiedz
  3. to jesteśmy sąsiadkami 🙂

    Odpowiedz
  4. Podziwiam. Czytam Twojego bloga od dawna. Widzę, jak dojrzewasz, doroślejesz. Gratuluję wszystkiego i trzymam kciuki za przyszłość.

    Odpowiedz
  5. Odkąd Cie poznałem czytam od czasu do czasu Twój blog. Dlaczego? Właśnie za ten minimalizm,kobiecość, piękno i dojrzałość w jednej sympatycznej osobie. Z uśmiechem czytam o Twoim sukcesie w jednym z wątków życia, gratuluję i życzę pożądanego spokoju oraz spełnienia w nowych 4 kątach 🙂

    Odpowiedz
  6. Zmiany są dobre i nie takie straszne. Dzięki nim, czujemy, że się rozwijamy, że nie osiadamy w swojej „strefie komfortu” 🙂 Brawo na konsekwencję w dążeniu do celu!
    A co do dzielenia się swoim prywatnym życiem – jak najbardziej Cię popieram. Niektóre rzeczy powinny pozostać tajemnicą dla publiczności 😉
    Gratuluję swojego wymarzonego miejsca na ziemi 🙂

    Odpowiedz
  7. Z przeprowadzką wiąże się wiele pracy i problemów. Pakowanie trwa wieki. Zastanawiasz się co zostawić, co wziąć. Potem pakowanie kartonów. My podczas przeprowadzki do nowego domu, korzystaliśmy z usług firmy http://olibus.pl/ – bez nich nie poszłoby nam tak sprawnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Autor

Paulina Rudnicka

Kategorie

Lifestyle, Mieszkanie

Tagi

, , ,
Udostępnij ten post na: Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze Udostępnij na Google+ Udostępnij na Pinterest