14 grudnia 2015

PODWÓJNA MOTYWACJA, czyli jak pozbyć się nienoszonych ubrań?

_DSC0899

W każdym poradniku slow fashion czytamy o tym, by usunąć ze swojej przestrzeni wszystkie niepotrzebne rzeczy. Dotyczy to zarówno ubrań, jak i przedmiotów codziennego użytku. Dziś skupię się na tych pierwszych. Najczęściej powtarzanymi argumentami, które mają nas przekonać do tej selekcji, są: czystość, lepsze samopoczucie, świadome budowanie swojego stylu i porządek. Trudno z nimi polemizować. Mniej rzeczy to też łatwiejszy wybór. Pozbywając się ciuchów, których już nie nosimy, pozbywamy się jednocześnie frustracji towarzyszącej porannym poszukiwaniom w zagraconej szafie.

Na poziomie idei sprawa jest więc oczywista. Należy zrezygnować z nadmiaru! Tylko dlaczego, kiedy przechodzimy do praktyki, zaczynają się schody? Wyrzucanie wydaje się być jawnym marnotrawstwem i brakiem szacunku do pieniędzy, a więc też do pracy. Możemy oddać rzeczy potrzebującym, ale trudno zrobić to z każdą nienoszoną bluzką. O przeróbkach nie będę nawet wspominać. Wszyscy je planujemy i wszyscy ich potem nie realizujemy. Pozostaje jeszcze sprzedaż w sieci. Każdą sukienkę trzeba jednak uprzednio wyprasować, sfotografować ze wszystkich stron (do tego w dobrym świetle), sprawdzić wszystkie wymiary oraz możliwe wady, zrzucić zdjęcia na dysk, czasem przekadrować, umieścić w sieci, opisać, a potem odpowiadać na ewentualne pytania klientek. W efekcie – zarobić od 10 do 30 zł. Wizja poukładanej szafy, choć kusząca, okazuje się więc nie być wystarczająco mobilizująca do podjęcia wyzwania i zmiany nawyków.

Piszę ten post, ponieważ kiedyś sama zmagałam się z tym problemem. Miałam motywację i ideowo zgadzałam się z filozofią slow, ale trudno mi było podjąć wysiłek i poświęcić wiele godzin na wyżej opisane czynności. Sposób na rozwiązanie tego problemu znalazłam na początku lata. Wtedy też okropnie przepracowana zgodziłam się pojechać na wakacje z przyjaciółką. Początkowo miała to być Grecja. Ostatecznie nasze ścisłe ramy czasowe nie pozwoliły na znalezienie wycieczki, więc zrobiłyśmy sobie trip po Polsce. Zaczęłyśmy od Zakopanego, następnie była Słowacja i Kraków. Wróciłyśmy na jakieś 3 dni do Gdańska i wyruszyłyśmy na Lubelszczyznę, gdzie przez kilka dni zwiedzałyśmy okoliczne miasta. Jak łatwo się domyślić, takie podróże kosztują – w szczególności kiedy nocleg i transport rezerwuje się na noc przed wyjazdem (nie wspominając o sezonie letnim). Restauracje, kawy, desery, aquapark, przejazdy, nocleg, drobne zakupy i inne nadprogramowe atrakcje oraz wydatki – miałam świadomość, że po pierwsze zapewne odczuję to w budżecie miesięcznym, po drugie – przecież będę na wakacjach i ostatnia rzecz, na której zamierzam się skupiać to jakieś szczególne oszczędzanie. Z drugiej strony nie łatwo mi wydawać pieniądze na tego typu przyjemności. Zazwyczaj miewam potem wyrzuty sumienia.

Wakacje wydały mi się więc idealnym pretekstem, by sprzedać część nienoszonych ubrań. To było jakiś miesiąc przed podróżą, kiedy jeszcze planowałyśmy leżeć plackiem na jednej z greckich plaż. Jak się później okazało, to co udało mi się w tym czasie sprzedać, pozwoliło na sfinansowanie połowy wszystkich wakacyjnych wydatków.

Przywołuję tę historię, ponieważ  podobnie jak wiele z Was, potrzebuję dodatkowego bodźca, by wziąć się za porządki w szafie. Teraz też mam swój mały cel, dzięki czemu sukcesywnie opróżniam garderobę. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszymi motywatorami są ponadprogramowe wydatki (czyli takie, które nie towarzyszą nam na co dzień). Idealnym przykładem są więc prezenty świąteczne.

Rzeczy, które raczej nie będą cieszyły się wielkim zainteresowaniem, a które nie są zniszczone, możecie oddać potrzebującym. Ja dwa lata temu spakowałam 6 wielkich worów i przekazałam je do biednych rodzin. To gest, po którym robi się człowiekowi trochę cieplej na sercu.

To, o czym piszę, nazwałabym PODWÓJNĄ MOTYWACJĄ. Pierwsza składowa jest raczej oczywista – to chęć uporządkowania przestrzeni i posiadania garderoby składającej się z elementów, które pasują na nas jak druga skóra. Drugi cel, który osiągnięcie znacznie szybciej, to możliwość pomocy innej osobie (w przypadku przekazania ubrań) lub sfinansowania danej potrzeby (dzięki sprzedaży).

Jeśli znacie inne sposoby, które motywują Was do selekcji i pozbywania się ubrań, koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Na koniec dodam jeszcze, że swoje rzeczy na bieżąco wystawiam na sprzedaż TUTAJ.


Fot. Radek Radziejewski, Paulina Rudnicka (ja)


Dołącz do dyskusji! 7 komentarzy

  1. Też miałam problem z ogarnięciem stosunku miejsca w szafie do ilości ciuchów. Jeden zeżarty przez mole, ukochany sweterek dał mi 100% motywacji do ogarnięcia garderoby.
    Nigdy już nie znalazłam takiego fajnego sweterka jak tamten. 🙁

    Odpowiedz
  2. Ojej, sześć worów, pokaźna ilość. Ja chyba nigdy nie miałam tylu ubrań naraz. Ale to nie kwestia oszczędności, tylko przyzwyczajenia. Ja się po prostu przywiązuję do ubrań. Jak mam jeden polar, to go noszę tak długo jak się da, a co z tego, że ma kilka dziur. Obie pary ukochanych ośmioletnich już sztruksów z haemu wytarte do materiału, a i tak ich nie wyrzucę, bo w sklepach nie ma teraz tak dobrych spodni (szukałam, nie znalazłam). Wywalam w zasadzie tylko rzeczy, które już się drą na amen, nie da się ich załatać ani zaszyć. Czasem też redukuję rzeczy, które mi z jakichś względów nie podpasowały (odnoszę do kontenera, pewnie trafią do jakiegoś lumpeksu). Z wielkim bólem wyrzucam zużyte ciuchy do śmieci, bo na przykład dane spodenki nosiłam przez kilkanaście lat. To samo z butami, czy innymi akcesoriami (mam jeszcze arafatkę z lat 90, prawdziwą turecką, nie to „coś” sprzedawane teraz na bazarach). Dlatego nigdy nie mogłabym prowadzić bloga o modzie, nie przy moich nawykach chodzenia w kółko w tym samym 😉

    Odpowiedz
  3. Slow fashion to temat zdecydowanie na czasie.Ja regularnie oczyszczam swoją szafę poprzez wyprzedaże właśnie.To nic, że rzeczy sprzedaje się właściwie za 20-30% ich wartości nabywczej ale ,jak to się mówi, ziarnko do ziarnka …:)
    Ale też nie zagracam się zbytnio ubraniami stosując zasadę 2 za 1 czyli kiedy zamarzy mi się nowy płaszcz sprzedaję dwa stare, w których już nie chodzę.Polecam

    Odpowiedz
  4. Nic tak nie weryfikuje zawartości szaf i półek jak przeprowadzka. Polecam 😉

    Odpowiedz
  5. Kiedyś miałam bardzo duży problem z pozbywaniem się nadmiaru ciuchów, ale pomogła wymiana szafy na mniejszą 😛 Zawsze jak już ciuchy się nie mieszczą, robię czystkę. Inna sprawa, że bardzo dużo rzeczy mam z lumpeksów, więc nie żal mi wyrzucać. I z czasem stałam się też o wiele bardziej bezwzględna dla „półkowników”, czyli ciuchów, których nie noszę od dawna, albo nigdy nawet nie założyłam, ale trudno wyrzucić, bo są ładne, nietypowe i kiedyś przecież schudnę itp. Zero litości!

    Odpowiedz
  6. Hmh… Ja w zeszłym roku sprzedałam kilka rzeczy, chyba pierwszy raz w życiu. Mój chłopak zaczął wtedy podejrzewać, że mam jakieś kłopoty finansowe ;). Jednak to chyba najlepszy sposób na oczyszczenie przestrzeni i pozbycie się uczucia marnotrawstwa. Ten wysiłek poświęcony na prasowanie, fotografowanie… Jest tego wart 😉

    Odpowiedz
  7. Ja zawsze znajduje kogoś komu się nie przelewa bardziej niż mi… Wyobraźcie sobie że jest wielu takich ludzi i potem robię przewiew w szafie i zawsze cos sie znajdzie a przynajmniej później nie mam tego gadania nad uchem że mam juz tyle ciuchów i nawet nie ma miejsca na nowe… Z lumpka bo szkoda mi kasy na nówki… Pozdrawiam…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz