9 lutego 2015

Joanna Glogaza – slow fashion, slow life i piżamy Lunaby

Joanna_bioStyle Digger – blog, który śledzę od początku jego istnienia. Joannę znam już od jakiegoś czasu. Miałyśmy też okazję prowadzić wspólnie warsztaty w Łodzi. Dawniej inspirowała mnie stylem – gdzieś z pogranicza Włóczykija i vintage z klasycznymi elementami. Dziś wracam na jej blog, bo to jeden z niewielu o tak racjonalnym podejściu do konsumpcjonizmu. Joasia jakiś czas temu założyła własną markę piżam Lunaby, więc to na nich skupiła się część rozmowy. Zapraszam do lektury! 

  • Studiowałaś prognozowanie trendów w obszarach mody i designu w Collegium Civitas. Czy wiedza tam nabyta przydaje się w pracy na blogu lub też podczas tworzenia kolekcji piżam Lunaby?

Studia były skupione dużo bardziej na modzie niż na designie, a ponieważ byłam w miarę obeznana z branżą, nie nauczyłam się aż tylu nowych rzeczy. Na pewno liznęłam tam nieco podstawowej wiedzy o brandingu czy nowoczesnych materiałach, ale chyba najbardziej wartościową rzeczą, którą wyniosłam ze szkoły, były kontakty.

  • Marka Lunaby ma już prawie pół roku. Czego nauczyła Cię praca nad nią? Co wniosła do Twojego życia?

Pytanie bardzo aktualne, bo niedawno pisałam o tym post na bloga. Praca nad Lunaby na pewno nauczyła mnie nieustępliwości i niereagowania na „proszę pani, ale to się nie da!”. Nagle okazało się też, że potrafię zrobić w ciągu dnia dużo więcej, niż mi się wydawało, o ile tylko dobrze się zorganizuję. Dowiedziałam się też mnóstwa rzeczy o materiałach, dodatkach i o tym, jak działa w Polsce branża odzieżowa od tej drugiej strony – a nic nie jest w stanie zastąpić takiej praktycznej wiedzy, żadne książki ani studia. No i przestałam się bać sprzedawać tego, co robię, dosłownie i w przenośni. Skoro produkt jest dobry i jestem z niego dumna, to nie mam żadnych problemów z polecaniem go innym – wcześniej nie było to dla mnie takie oczywiste.

  • Pierwsza kolekcja piżam była wygodna i przypominała kroje lat 90., druga nieco bardziej sensualna. Co będzie dalej? Czy oferta rozszerzy się o inne produkty do snu?

Kroje lat 90? Nie przyszłoby mi to do głowy, ciekawe że tak to odbierasz. Klasyczne kroje, inspirowane męskimi piżamami, na pewno u nas zostaną jako stała oferta, pojawi się więcej romantycznych nocnych koszulek i delikatnych kompletów. Jak najbardziej planujemy też wprowadzić inne produkty związane z porankami i wieczorami, jak choćby piękne szlafroki.

  • Wiem, że z dużą starannością wybierasz ubrania, które potem trafiają do Twojej szafy. Czy jest tam coś, na co za kilka lat będziesz patrzyła z sentymentem, bo wiąże się z tym ważna dla Ciebie chwila czy ciekawa historia?

Bardzo zwracam uwagę na to, co trafia do mojej szafy, i bez sentymentów pozbywam się rzeczy, które się nie sprawdzają. Do tych, które okazały się spełniać moje oczekiwania, też staram się nadmiernie nie przywiązywać. Wychodzę z założenia, że ubrania są po to, żeby nam służyć, nie po to żeby leżały w szafie, a nawet najdelikatniejszą parę szpilek lepiej uhonorujemy, po prostu zakładając je na wieczorne wyjścia niż wyznaczając im specjalne miejsce na półce. Na pewno są ubrania, które mają u mnie specjalne względy, jak kurtka kupiona podczas dramatycznie zimnej zimy w Sztokholmie, która służy mi od lat, czy delikatny pierścionek z brylantami, którą dostałam od babci, ale nie znaczy to, że jakoś specjalnie je oszczędzam. Dbam o swoje przedmioty i staram się je w miarę potrzeb naprawiać, ale zawsze mam z tyłu głowy myśl, że zostały stworzone po to, żeby ich używać.

  • Chciałabym nawiązać do posta, w którym recenzujesz książkę Mniej Marty Sapały. Jednym z problemów, jaki się tam pojawia, jest pojęcie „minimum” potrzebnego do przeżycia – u każdego z bohaterów inne. Myślałaś może, jakie jest Twoje minimum?

Na szczęście nigdy nie musiałam się nad tym zastanawiać. Definiuję sobie raczej swoje maksimum, choć bardzo intuicyjnie. Zasada jest bardzo prosta – jeśli czegoś regularnie nie używam, nie ma dla tej rzeczy miejsca w moim domu. Staram się regularnie robić porządki i nie obrastać w przedmioty, bo nie dość że czuję się wtedy przytłoczona, to jeszcze mam straszny bałagan. To samo dotyczy szafy – dla mnie idealna liczba ubrań w szafie to taka, że nie ma już czego odejmować, bo faktycznie odczuwałoby się braki. I choć sama bym w to kilka lat temu nie uwierzyła, nie mam w szafie ani jednej rzeczy, w której nie chodzę.

  • Dużo podróżujesz. Które miejsce jak dotąd urzekło Cię najbardziej pod względem stylu mieszkańców i dlaczego? Może masz też takie anty-miejsce?

Trudno powiedzieć, bo każde miejsce ma swój unikatowy urok. Bardzo lubię pod tym względem Paryż, gdzie mieszkańcy faktycznie mają klasę i styl, jak stereotypowo by to nie zabrzmiało. Anty-miejsc chyba nie mam, nic mi przynajmniej nie przychodzi w tym momencie go głowy.

sd2

Dołącz do dyskusji! 6 komentarzy

  1. Ja z innej beczki. Widziałam Cię dziś w kawiarni… i nie byłam pewna czy to Ty… Kości i skóra… zawsze byłaś szczupła, ale nie az tak!!!!

    Odpowiedz
  2. Że Joasia na blogu gościnnie, to wiadomo. Napisałaś, że wracasz na Jej blog, to też jasne. Można wiedzieć, kto przeprowadził z Nią wywiad?

    Odpowiedz
  3. Super wywiad 🙂

    Odpowiedz
  4. Zgadzam się z tymi „latami 90.” 🙂 i cieszę się na zapowiedź zwiewnych szlafroczków, bo tego moim zdaniem najbardziej brakowało w kolekcji. Wywiad dobrze się czyta, mógłby być jeszcze dłuższy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Autor

Paulina Rudnicka

Kategorie

Wywiady

Tagi

, , , , ,
Udostępnij ten post na: Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze Udostępnij na Google+ Udostępnij na Pinterest