29 lipca 2014

Sport dla opornych, czyli jak zmienić wysiłek fizyczny w zabawę

IMG_5289

Jeśli ćwiczysz z Ewą Chodakowską, ten wpis nie jest dla Ciebie! Jeśli robisz brzuszki z Mel B – również! Podziwiam Cię za wytrwałość i pewnie mogłabym się jej od Ciebie uczyć. Ten post jest dla tych, którzy chcą ćwiczyć, ale nie mogą się zmobilizować, którzy podobnie jak ja są wygodni i żeby zacząć się ruszać, muszą czerpać z tego przyjemność lub korzyści. Mówiąc o korzyściach nie mam na myśli wyłącznie zgrabnej czy zdrowej sylwetki. Dla nas obiboków-leniwców hedonistów to trochę za mało. Ową korzyścią może być na przykład przemieszczenie się z miejsca A do miejsca B jadąc rowerem. Jest ruch, mięśnie pracują i dodatkowo załatwiamy swoje sprawy.

Jak już wspominałam, podziwiam dziewczyny, które ćwiczą z Ewką. Kiedy widzę efekty u innych, z jednej strony nie dowierzam, z drugiej – po cichu planuję, że do nich dołączę. Podziwiam też samą Ewę (i inne podobne do niej trenerki), jednak wiem, że jej ćwiczenia nie są dla mnie. Podchodziłam trzy razy do skalpela i za każdym razem śmiertelnie się nudziłam. Moje bardziej wytrwałe koleżanki, kiedy już nauczyły się na pamięć całego układu, włączały serial, a Ewkę puszczały w tle, żeby wiedzieć kiedy zmieniać pozycję. Cóż na to poradzę, muszę po prostu dobrze się bawić, a suche ćwiczenia nie są w stanie zapewnić mi tego nawet w minimalnym stopniu. Dzisiejszy wpis jest więc o tym, jak przekształcić sport w zabawę i czerpać z niego o wiele więcej przyjemności! Jeśli macie swoje sprawdzone sposoby, dajcie znać! Wszelkie inspiracje są mile widziane!

IMG_5306

  • Na początek oczywistość: znajdź sport, który najbardziej Ci odpowiada! W moim przypadku jest to taniec, rolki i bieganie. Dołożyłabym jeszcze rower, bo kiedyś bardzo go lubiłam, ale aktualnie nie posiadam żadnego w Gdańsku. Mówiąc o tańcu, wcale nie mam na myśli lekcji, chociaż te też byłyby miłe. Od dziecka kilka razy w miesiącu, najczęściej w okolicach późnych godzin nocnych, włączam muzykę i przez około godzinę tańczę. Mam słuchawki, energiczne piosenki, lustro (przydaje się!) i kawałek podłogi (jeśli już posprzątam) – tyle mi wystarczy w zupełności. Dodaje siły, humoru i sprawia ogromną przyjemność. Nie oszczędzam się!
  • Znajdź odpowiednią porę! W moim przypadku jest to wieczór albo noc. Biegam w okolicach godziny 23.00, zimą 22.00. Tańczę zazwyczaj po północy, kiedy odchodzę już od komputera. Jeżdżę na rolkach po 18.00. Prowadzę nocny tryb życia. Wstaję w południe, kładę się w środku nocy. Traktuję sport jako przyjemność na koniec dnia.
  • Znajdź towarzysza! Paradoksalnie, tylko w przypadku tańca partner jest mi zbędny. Kiedy biegam sama, znacznie szybciej się nudzę i wracam do mieszkania. Rolek w samotności nawet sobie nie wyobrażam. Przecież jeżdżąc na nich, trudno o maksymalne zmęczenie, więc mam jeszcze dość sił, by plotkować z koleżanką!
  • I wreszcie najważniejsze, znajdź dodatkową aktywność! Brzmi trochę enigmatycznie, ale już tłumacze, o co chodzi. Kiedy tańczę, nie myślę o tym, że uprawiam sport. Po prostu się bawię, podobnie jak wtedy, gdy jestem w klubie. Kiedy jeżdżę na rolkach, rozmawiam z koleżanką. Problem powstaje dopiero przy bieganiu, bo myślę o wysiłku i czynności, jaką wykonuję, a żeby mój jogging trwał więcej niż 5 minut, muszę o tych rzeczach zapomnieć. Wcześniej zakładałam słuchawki i puszczałam ulubioną muzykę, jednak to okazało się nie być wystarczające. Muzyka stanowi najczęściej tło dla jakiejś czynności, a tu chodzi o to, by to bieganie się nim stało. Rozmawiałam z przyjaciółką, która uprawiając sport włącza sobie filmiki motywujące. Spróbowałam, nie kupuję tego! Nie zmienia to jednak faktu, że pomysł jest genialny i oczywisty zarazem. Ktoś musi do mnie mówić! Tylko może na inny temat niż do mojej koleżanki. Idąc tym tropem zaprzyjaźniłam się aplikacją Podcasty i szukam interesujących audycji. Aktualnie słucham Małej Wielkiej Firmy i śmieję się, że Paweł Tkaczyk robi mi za Chodakowską. Często przenoszę się na YouTube’a i odtwarzam wykłady z Blog Forum Gdańsk, TEDx, Orange Blog Talks, Blog Experts i innych tego typu. Nie dość, że się uczę, to jeszcze – co w tym przypadku ważniejsze – zapominam o tym, że biegnę. Czasem zatracam się do tego stopnia, że potrafię roześmiać się na środku ulicy, bo akurat ktoś powiedział coś zabawnego!
  • Ostatnie: znajdź fajne miejsca! Biegając codziennie tą samą trasą, nie dostarczamy sobie zbyt wielu bodźców. Znamy wszystkie budynki, dziury, które musimy omijać i skrzyżowania, na których należy się zatrzymać. To bezpieczne, ale też potwornie nudne! W większości z nas drzemie duch odkrywcy, dlatego nie warto trzymać się kurczowo jednej znanej nam trasy.

IMG_5285

T-shirt – Sinsay
Buty/ shoes – New Balance
Spodnie/ pants – Moodo

Fot.: Tomasz Chądzyński, Paulina Rudnicka (ja)

Dołącz do dyskusji! 16 komentarzy

  1. Musze sprawdzić ten podcast Mała wielka firma, skoro polecisz. Dzięki!

    Odpowiedz
  2. twój wpis to nic odkrywczego… chodzi mi o to, że normalne, że ćwiczymy coś, co lubimy, większość osób tak trenuje. dziwne jest dla mnie to, że na wstępie przedstawiłaś sytuację, jakby osoby ćwiczące fitness z mel b zdobywały się na jakieś wielkie poświęcenie… tak nie jest – większość wybiera taką formę aktywności, bo po prostu to lubi. ja też kiedyś ćwiczyłam z mel b i miałam z tego frajdę, obecnie wolę biegać i to również sprawia mi radość. oczywiście, każdy ma swój system ćwiczeń i przyzwyczajeń, ale z towarzyszem do biegania to dla mnie akurat słaby pomysł. lubię biegać sama, lubię biegać stale tą samą trasą, jeśli biegnę w terenie (dzięki temu patrząc na czas na endomondo wiem, czy robię postępy), a bieganie to moja chwila sam na sam ze sobą – gdy biegnę w plenerze (ostatnio raczej w domu na bieżni), lubię mieć na uszach słuchawki, muzykę na full i pozwolić swoim myślom płynąć swobodnie. nie wyobrażam sobie biegania z kimś, to by mnie tylko frustrowało, bo wątpię, bym z kimś znalazła wspólne idealne tempo – zapewne raczej bym musiała albo zwalniać albo przyspieszać ponad siły i nie miałabym z tego żadnej radości, a tylko bym się denerwowała…

    Odpowiedz
    • Zabiłaś mnie swoją zajebistością… 😉

      Odpowiedz
    • Myślę, że ćwiczenia z Ewką, czy z Mel B to jednak wyzwanie, może z powodu narzuconego tempa, albo intensywności. Mnie osobiście doprowadza do szału, że ja jestem zziajana i zlana potem, a trenerka fitness nawet kolorytu skóry na twarzy nie zmieniła i jeszcze bezczelnie szczerzy się do mnie z ekranu… Ja nie lubię takich rzeczy, a próbowałam i długo chciałam się przekonać. Poprostu nie dla mnie takie domowe fitnessy…

      Odpowiedz
  3. Plus za brak makijażu na sesji 😉

    Odpowiedz
  4. Niestety też należę do tej grupy – parokrotnie zaczynałam treningi z mel b, chodakowską, itd. Nawet grafik rozpisywałam! Wszystko umiera. Dlatego (żeby nie „obrosnąć”), od pięciu lat jeżdżę wszędzie rowerem – niestety nie robię tego w zimie, co jest dołujące dla mojej psychiki. Uwielbiam również rolki. Oba sporty z przyczyn o których piszesz;).
    Wpis fajny i na czasie;P
    pozdrawiam,
    L.

    Odpowiedz
  5. Ja właśnie od dwóch tygodni staram się biegać 😀 Świetny post, więcej takich 🙂

    Odpowiedz
  6. Dziewczyno, serio, dobrze się na Ciebie patrzy, ale dawanie pewnych rad w dziedzinach na których się nie znasz jest żenujące. Skup się na modzie i wyglądzie, a nie na sporcie bo pleciesz oczywiste oczywistości, że aż się przykro robi.

    Odpowiedz
  7. Hej, bardzo dobry post. Fajnie, że pojawiają sie też treści lifestyle’owe.

    Odpowiedz
  8. Ha! A widzisz ja nienawidzę ćwiczyć z kimś. Nienawidzę się przy kimś pocić… a rower rzeczywiście jest super, teraz dojeżdzam nim wszedzie i kilogramy lecą… 🙂

    Odpowiedz
  9. Och, jestem Twoją Chodakowską 🙂 Wzruszenie plus tysiąc 🙂 Pozdrowimy Cię w następnym odcinku 😀

    Odpowiedz
  10. Kurczę, wpadłam na te wszystkie rady i porady już dawno, ale u mnie bez partnera do biegów/chodzenia/roweru się nie obejdzie. Mój jedyny partner to ktoś, za kim bym nie nadążyła 😛

    Odpowiedz
  11. Świetny wpis, mówiący dokładnie o mnie haha!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz