23 lipca 2014

Jaka jest współczesna kobieta?

IMG_0579Yves Saint Laurent ubrał kobiety w garnitury, Coco Chanel w koszule i szmizjerki. Drugimi zaraz po rurkach spodniami, które najczęściej widzę u swoich rówieśniczek na ulicy są boyfriendy. Wszystko to zapożyczone z męskiej szafy, męskie i kobiece zarazem.

Zawsze twierdziłam, że jestem na wskroś kobieca. Nie umiem bekać na zawołanie. Nie wiem czym jest spalony (i błagam nie próbujcie mi tego tłumaczyć). Nie jestem w stanie obejrzeć meczu w całości, nawet jeśli grają tam jacyś przystojniacy. Wolę gdy Ci sami faceci dodatkowo mówią mądre rzeczy, a trudno to robić jednocześnie kopiąc piłkę. Nie przepadam za piwem. Kiedy zepsuje mi się komputer, zaczynam do niego mówić, bo wiem, że to jedyne co pozostaje w mej „technofobicznej” mocy. Wydaję z siebie przeraźliwie piskliwy dźwięk na widok pająka albo odlatującego ptaka, jeśli akurat zrobił to zbyt gwałtowanie.

Można by rzec, że jestem 100% kobietą. A jednak po drugiej stronie coś szepcze mi do ucha, że obiektywnie lub stereotypowo rzecz biorąc (wybierzcie bliższą Wam opcję), nie jest tak do końca. Nie lubię gotować, a kiedy muszę spędzić w kuchni więcej niż 15 minut, zaczynam się denerwować, chyba że połączę to z oglądaniem serialu lub przeglądaniem zdjęć na Instagramie. Mam tylko wątpliwość czy gotowanie to faktycznie czynność typowo kobieca. Mężczyźni wyglądają w kuchni zdecydowanie bardziej atrakcyjnie! Nie piszczę na widok dzieci, wręcz przeciwnie. Łatwiej mi polubić dorosłych. Na swoją „kobiecą” obronę powiem tylko, że piszczę z zachwytu na widok zwierząt. Psy kocham miłością absolutną. Mój eks do tego stopnia nie mógł znieść dźwięku, jaki wydawałam na widok małych czworonogów, że w końcu kupił mi Cappucinę na osiemnaste urodziny. No dobrze, trochę koloryzuję, tak naprawdę chciał zrobić mi przyjemność – a przynajmniej mam taką nadzieję. Nie marzę o białej sukni, weselu jak z bajki, a za tandetny pierścionek z brylantem byłabym w stanie wyrzucić partnera za drzwi. Z drugiej strony, znów broniąc swej „kobiecej” natury – patrzę przychylnie na instytucję małżeństwa. I przeklinam, kocham przeklinać, czuję ulgę, kiedy to robię, a najbardziej lubię te mocne wulgaryzmy z głoskami dźwięcznymi. Nie mam jednak wulgarnego sposobu bycia, a większość osób, które znam określiłoby mnie jako charakterną, kokieteryjną ale też łagodną, uprzejmą i empatyczną.

Nosimy garnitury, jesteśmy samodzielne, zakładamy firmy, kupujemy mieszkania (to głupota polemizować z własnym tekstem, ale… kto kupuje ten kupuje). Nauczyłyśmy się traktować przedmiotowo seks. Przejęłyśmy to, co robili wcześniej mężczyźni.

Choć nie brakuje nam jaj, wciąż nie zapuszczamy bród, nawet włosów na nogach! Nosimy te niewygodne obcasy i coraz częściej zakładamy sukienki. Bardziej niż kiedykolwiek dbamy o swój wygląd. Nie licząc skrajnych przypadków – bo nie o tym jest ten tekst – przejęłyśmy od mężczyzn najlepsze elementy ich garderoby, ale także najmocniejsze cechy, zachowując przy tym wiele atrybutów, które wciąż definiują nas jako płeć piękną.

Czy to dobrze? Zależy z jakiej perspektywy spojrzeć. Osobiście uwielbiam kobiety „w spodniach”, takie, które łączą w sobie damskie i męskie cechy. A jeśli synonimicznymi dla męskości są wciąż: siła, charakter, pewność siebie i niezależność – tym bardziej potwierdzam powyższe. I choć nie jest to post sponsorowany, ta reklama oddaje idealnie mą myśl:

Wprawione oko zauważy, że przez cały ten tekst posługuję się stereotypem: kobiece – delikatne, nieporadne i słabe, męskie – silne i wytrzymałe, stereotypem z którym „współczesna kobieta” już dawno musiała się zmierzyć, a który Wy powinniście jasno potępić.

Jestem przerażona i trochę zdegustowana, kiedy widzę, jak wiele moich rówieśniczek wciąż żyje w przekonaniu, że czegoś nie może, nie potrafi, jest za słaba, że potrzebuje do tego wsparcia faceta – dokładnie tak, jak w filmie powyżej. Właściwie bez tego część kobiet nie wyobraża sobie w ogóle szczęścia czy życia. Oczywiście, wiele z nich znajdzie to męskie schronienie i będzie wiodła swoje wymarzone wygodne życie, zupełnie nie wychodząc poza ramy, realizując się jako żona i matka, ale nigdy jako kobieta czy pracownik. Rzeczywistość jest jednak brutalna i odkąd pamiętam rządzi się prawami dżungli, w której szansę na przetrwanie mają tylko najsilniejsze jednostki. Jeśli więc zapytalibyście mnie dziś, co oznacza kobiecość, powiedziałabym, że ponadprzeciętną siłę i intelekt, a także wiarę w siebie. Współczesna kobieta biegnie do celu sprintem, a piłkę rzuca najdalej, jak to tylko możliwe i z podobnym zaangażowaniem podchodzi do napotkanych wyzwań. Dla mnie to od dawna nie tylko definicja kobiecości, ale co za tym idzie także atrakcyjności, która wychodzi poza ramy ładnej buzi i zgrabnego ciała. Jedno bez drugiego nie może istnieć. Fizyczność bez charakteru i silnej osobowości pociąga przez chwilę, ale nigdy nie zaczyna intrygować.

Dołącz do dyskusji! 21 komentarzy

  1. Jeśli mam być szczera to trpche zdeklasowalas dzisiejsze kobiety, mowiac, ze te slabe zostaja matkami i żonami. Po pierwsze to jest ogromna praca, o ktorej prawdopodobnie Ty, jak i ja jeszcze nie mamy rzeczywistego wyobrażenia. Ponadto mam 22 lata i w pelni realizuje sie zawodowo, jako ten pracownik i jako kobieta, mam swojego meżczyzne i nie boje sie powiedziec, ze potrafie byc slaba, nawet w tak trywialnych rzeczach jak otwoeranie sloika czy pomopowanie roweru, badz zmienianie kola w samochodzie. Wydaje mi sie, ze chcialas napisac super madry post i w wiekszosci masz racje, ale jednak troche poplynelas.

    Odpowiedz
    • Droga Nieblogerko, myślę, że nie do końca mnie zrozumiałaś. Sama napisałam wyżej, że chciałabym zostać żoną w trochę zawoalowanej formie: „patrzę przychylnie na instytucję małżeństwa”. Nie napisałam jednak, że „każda matka i żona nie realizuje się zawodowo” albo „każda matka i żona jest słaba psychicznie”. Tekst o mamach odnosi się do dwóch zdań wyżej. Nie dajmy się zwariować 🙂

      Odpowiedz
  2. To prawda, zgadzam sie z Tobą. Od dziecka wmawia się nam jakąś taką słabość. Mamy wrazenie, że wiele rzeczy i tak nie jest dla nas. Myśląc płeć żeńska widzimy nieporadność, to obraźliwe, ale kobiety same bardzo często utrzymują innych w tym stereotypie.

    P.S. Rozbawiła mnie cześć z psem 😉

    Odpowiedz
  3. od początku wpis emanuje seksizmem z tego wpisu. 100% kobieta to taka, która nie umie bekać na zawołanie, nie lubi piłki nożnej, piszczy na widok pająka? Ale bullshit… Smutne, że takie rzeczy wypisuje właśnie kobieta.

    Odpowiedz
  4. Szanowni państwo, nie dajmy się zwariować! Z tekstu jasno wynika poszanowanie dla instytucji małżeństwa jak również dla matek opiekujacych się dziećmi. Rozwój społeczeństwa polega na zmianach w ogólnie przyjętych stereotypach, stąd też dzisiejsze kobiety realizują swoje plany i marzenia w dużo większym stopniu niż dawniej. Nie szukajcie drugiego dna!

    Odpowiedz
  5. Jak dla mnie bardzo dobry tekst, nikomu nie ubliża! Inna rzecz – każda kobieta inaczej wyobraża sobie swoją przyszłość, a może Kapuczina nie spotkała tego jedynego ( to pytanie do Ciebie 🙂 ? Będąc żoną i mamą można realizować się zawodowo i rozwijać swoje pasje – i to jest właśnie wyżej wspomniany rozwój społeczeństwa. Może i kobieta nie zmieni koła w samochodzie ale czy facet przyszyje sobie prosto guzik do koszuli ( owszem zdarzają się wyjatki)? Bardzo fajnie i zgrabnie to wszystko ujęłaś Paulinko ! Pisz więcej, tego tu brakuje.
    PS. Mam 25 lat, połączyłam studia z karierą zawodową, obecnie planujemy ślub i dzidziusia i wszystko zamyka się w jednym kole! Pozdrawiam gorąco.

    Odpowiedz
    • Bardzo Ci dziękuję i obiecuję pisać więcej! Przy okazji gratuluje sukcesów prywatnych i zawodowych. Podziwiam kobiety, które potrafią połączyć jedno i drugie. Zresztą w dużej mierze to tu tkwi ich wielka siła!

      Odpowiadając na Twoje pytanie, nie spotkałam jeszcze tego jedynego, chyba że któregoś przeoczyłam 🙂

      Odpowiedz
  6. Może ktoś to uzna za staromodne,ale dla mnie w pełni KOBIETĄ, można nazwać matkę. Taką rolę przypisała nam natura, nie można z tym walczyć. Czy spełni się kobieta z góry odrzucająca macierzyństwo? Jestem z wykształcenia prawnikiem, włożyłam ogrom pracy i serca w długotrwałą naukę ale wszystko to potrafiłabym w jednej chwili porzucić, żeby poświęcić się roli matki. Rozumiem, że to może być dla wielu z Was niewyobrażalne. Ale cieszę się, mam wykształcenie (całkiem solidne), noszę szpilki i sukienki, nie „bekam” ani nie wyczyniam pozostałych wymienionych przez Ciebie czynności, ale wciąż do pełnej realizacji się jako kobiety brakuje mi tego, aby móc poświęcić się własnej, przeze mnie założonej rodzinie.

    Odpowiedz
  7. Moim zdaniem najważniejsze jest, że kobieta czuje się kobietą i czuje się dobrze z tym kim jest i jaka jest. Wtedy niezależnie od tego czy ma silne męskie cechy, czy wykonuje jakiś stereotypowo męski zawód albo mundial jest dla niej świętem (jak dla mnie ;)), czy jest delikatna i efemeryczna i piszczy na widok pająka (tak jak ja – przerażają mnie), jest 100% kobietą. Największym problemem jest poczucie własnej wartości, które kobiety często sobie same zaniżają albo pozwalają na to innym i czasem trudno im jest z tego błędnego koła wyjść i uwierzyć w siebie. Zarówno kobieta jak i mężczyzna jeśli są pewni siebie, tego co robią i jakich wyborów dokonują, niezależnie od tego co ktoś im zarzuci jako mało męskie albo niekobiece, czy też głupie i bezsensowne – nie zrobi to na nich wrażenia.

    Bardzo inspirujący i skłaniający do refleksji tekst, dzięki za tą chwilę zastanowienia się nad sobą do której mnie zmobilizowałaś 🙂

    Odpowiedz
  8. Wspaniały tekst, brawo. 🙂
    Zastanawiam się tylko nad pierwszą jego częścią. Czy naprawę czynności/cechy przez Ciebie wymienione (tzn. spalony, pająki, technologia) idą w parze ze 100-procentową kobiecością? Jakąkolwiek zresztą? Wydaje mi się, że to wszystko można napisać o sobie przeciętna nastolatka (a i pewnie niestety nie jeden „mężczyzna” 😉 ), a przecież nie jest (jeszcze) kobietą. Pozostaje tylko pytanie o tę właśnie różnicę, kiedy przeistaczamy się w kobietę. Wiadomo, że nie chodzi o wiek, o dojrzałość fizyczną i płciową, więc o co? Myślę, że to pytanie do naszych babć. Generalnie uważam, że jeśli pytać kogoś o cokolwiek, to właśnie naszych dziadków. 😉

    Odpowiedz
  9. Nie mówi Paulina, że zaczęłaś traktować seks przedmiotowo,
    To do Ciebie niepodobnie 😉

    Pozdrawiam gorąco 🙂

    Odpowiedz
  10. Po co prowadzić bloga, który w tym momencie jest blogiem o niczym? Wiem, że #hajsmusissiezgadzać, ale pisanie pseudomądrych bredni na ‚opiniotworczym’ blogu modowo, kulturowym, jest serio słabe. Jak brakuje Ci pomysłów na posty, to może po prostu zakoncz działalnosc. Od dobrych kilku miesiecy ladujesz tu tresci, ktore są po prostu tandetne…

    Odpowiedz
  11. Chyba nie tylko moim. Przejrzyj sobie inne komentarze. Zresztą, mniejsza o to. Po prostu nie rozumiem kolejnego bloga o niczym -bo o modzie na pewno nie jest. Pokazywanie ciuchów w śmiesznych pseudomodelskich pozach to jeszcze nie moda. A jak nie o tym, to o czym…?
    Piszesz o niczym, robiąc wokół siebie otoczkę megafajności, w szczególności widać to w poście studniówkowym… Kiedyś ten blog miał ręce i nogi, teraz jest po prostu platformą do zarabiania kasy, bez jakiejkolwiek wartościowej treści.

    Odpowiedz
  12. Sprawdzie jak ona sobie radzi z tym problemem http://charlizemystery.com/2017/01/typowy-dzien-blogerki/
    Moze własnie warto jest spróbowac.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Autor

Paulina Rudnicka

Kategorie

Inne

Tagi

, , ,
Udostępnij ten post na: Udostępnij na Facebooku Udostępnij na Twitterze Udostępnij na Google+ Udostępnij na Pinterest