31 maja 2014

Film: Yves Saint Laurent

h542

Przenieśmy się na chwilę do Paryża. Jest rok 1957. W tym czasie chorobliwie nieśmiały i neurotyczny Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą kolekcję dla domu mody Dior. Podczas pokazu poznaje Pierre’a – z którym później spędzi resztę życia. Krótko po tym zostaje powołany do wojska, a jego orientacja seksualna nie ułatwia przetrwania tej – jak się okazuje – ciężkiej próby. Po powrocie dowiaduje się, że został zwolniony z poprzedniej pracy i z pomocą Pierre’a postanawia założyć swój własny dom mody. Pierre Berge zajmuje się sprawami administracyjnymi, szuka inwestorów, gromadzi fundusze. Yves Saint Laurent narzeka, imprezuje, uprawia seks z wszystkimi (ładnymi), którzy i które mu się napatoczą, upija się do nieprzytomności i zażywa horrendalne ilości narkotyków, potem „coś tam” projektuje, pokazuje to szerszej publiczności, odnosi kolejny sukces … i znów narzeka, imprezuje… W tym samym czasie jego partner wspiera go, pociesza, pilnuje, jest mu chłopcem do bicia, a nade wszystko dba o jego interesy.

W tym miejscu mogłabym spokojnie skończyć tę recenzję. Każdy, kto wcześniej nie zetknął się z twórczością projektanta, zobaczy go jako skończonego „gówniarza”. Rzecz w tym, że tylko jako gówniarza, nie gówniarza – wizjonera czy gówniarza – geniusza świata mody. To nie tak, że chciałabym obejrzeć film z ugrzecznioną wersją postaci. Biorąc pod uwagę tematykę i malowniczość przedstawionych scen, było i tak zbyt banalnie! Problem w tym, że ktoś, kto wcześniej nie znał największych projektów Laurenta, nie poznał ich i teraz, albo inaczej – nie dowiedział się, jak wielką miały siłę i rozgłos. W tym momencie Laurentem mógłby zostać każdy inny. Trochę tak, jakby wycięto najważniejsze ze scen. Sama w pewnym momencie miałam problem, ponieważ w chwili śmierci projektanta, w jednej ze scen wspomniano, że długo chorował. Nie wiadomo jednak na co, nie widać tłumów lekarzy wokół niego ani symptomów, które jasno wskazywałyby określoną chorobę. Poszperałam trochę i różne źródła podają: uzależnienie i przedawkowanie narkotyków, depresję albo nowotwór. Która wersja jest prawdziwa? Wciąż nie wiem.

yves-saint-laurent-film-1

Yves Saint Laurent to historia opowiedziana oczami jego partnera Pierre’a, który towarzyszy mu także w tworzeniu własnej marki. Właściwie słowo towarzyszyć jest tu błędne. Laurent wyłącznie projektuje. Nie zajmuje go dystrybucja, sprzedaż, nie szyje, nie interesuje się nawet rozmieszczeniem gości na własnym pokazie. Wszystko to robią za niego inni, a przy sterze zasiada właśnie Pierre, który twardo stąpa po ziemi, a przynajmniej jeśli chodzi o interesy. W sprawach uczuciowych jest od tego daleki. Akceptuje, a może tylko przymyka oczy na wszystkie zdrady wizjonera, z którym żyje i któremu zawsze pozwala być na świeczniku. Broni go przed prasą, przed czynnościami, których nie lubi, przed wszystkim tym, co mogłoby wywołać na jego twarzy smutek. To nie film o projektancie, a o ślepej miłości i oddaniu jego partnera. Nie mogę przestać się zastanawiać czy Berge był aż tak silny psychicznie czy też tak naiwny, a może tylko został w ten sposób przedstawiony. Miałam jednak wrażenie, że był potwornie nieszczęśliwy, a jedyne momenty radości odczuwał wtedy, gdy radosny był geniusz, z którym mieszkał – czyli dwa razy do roku, kiedy jego kolekcja została dobrze przyjęta. Istnieje jeszcze jedna opcja. Mianowicie, całkiem prawdopodobne, że mój punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (wybaczcie ten tandetny rym, bardzo lubię to wyrażenie). W moim świecie wszyscy sypiają ze wszystkimi, alkohol jest na porządku dziennym, narkotyki już rzadziej, ale też specjalnie nie szokują. Przekroczeniem granicy moralności okazuje się zdrada partnera. W świecie Laurenta, wszystko to zostaje zwielokrotnione, plus pojawia się wątek permanentnej zdrady, która nie była potępiana. Trochę tak, jakby Berge bał się, że Laurent zamknięty w klatce monogamicznego związku utraci wenę, a może nawet talent.

Fot.: pinterest.com

Dołącz do dyskusji! 4 komentarzy

  1. Nie widziałam tego filmu, ale teraz musze zobaczyć. To paradoksalne biorąc pod uwagę ze uważasz ze nie dał rady. Po prostu to pierwsza recenzja która wzbudziła moja ciekawość ;).

    Odpowiedz
  2. Bardzo dobra recenzja, teoretycznie zdradziła sporo, ale nie odnoszę wcale wrażenia, że za dużo. Zaintrygowałaś mnie do tego stopnia, że chętnie obejrzę. 😉

    Odpowiedz
  3. Obejrzałam film, jak dla mnie jest genialny! Szanuję Laurenta, ponieważ jest wielką osobą, która przyczyniła się do rozwoju mody, jednak film pokazał jego słabsze strony Też szukałam informacji o przyczynach śmierci, a nie znalazłam nic, co byłoby w 100% pewne.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz