9 kwietnia 2014

Po co Ci te wszystkie kompleksy?

IMG_2689-1

Zastanawiam się, czy znam kobietę w pełni zadowoloną ze swojego wyglądu. Odpowiedź jest przecząca. Na palcach jednej ręki wymienię panie, które akceptują się takimi, jakimi są. Mają świadomość, że ich ciało nie jest idealne, ale lubią je i nie traktują swoich odmienności jak kompleksów. Dużo częściej słyszę:
„Mam zbyt duży biust” – w czym problem, dodaje seksapilu!
„Mam zbyt mały biust” – to zaleta, świetnie wygląda w ubraniu, jest delikatny i odejmuje kilogramy!
„Mam szerokie biodra” – super! Nie ma problemu z uwydatnieniem talii!
„Mam zbyt wąskie biodra” – narzekasz na to, że jesteś szczupła czy że trudniej będzie Ci rodzić dzieci?
„Jestem za wysoka” – więc nie musisz męczyć się w obcasach!
„Jestem za niska” – pomyśl, możesz nosić wszystkie najpiękniejsze szpilki. Co ma powiedzieć dziewczyna ze wzrostem 180 cm?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak czym innym jest chęć modyfikacji, a jeszcze innym kompleksy z tego wynikające. Niestety kobietom bliżej jest do umartwiania ciała i umysłu przez swoje rzekome wady.

Mam przepiękną przyjaciółkę, która zupełnie w siebie nie wierzy. Powiedziała mi kiedyś, że stanowię jej ideał kobiecości. Na początku mi to schlebiało, ale po chwili pomyślałam: „Zaraz, zaraz, przecież jesteśmy do siebie bardzo podobne”. Mamy ten sam wzrost, przybliżoną wagę i kolor włosów. Owszem, nasze sylwetki się różnią, ale jak łatwo się domyślić, przy rozmiarze 34 nie tak ekstremalnie. Na zdjęciach często wyglądamy jak siostry. Paulina, kiedy patrzy na mnie, mówi: „chce być tak chuda jak Ty” – mimo że waży dokładnie tyle samo, chwilami mniej! Gdybym nie krzyczała na nią przy każdej kolejnej czarnej rzeczy przypominającej worek, którą kupuje, pewnie do dziś chodziłaby w glanach i wyciągniętych swetrach podobnych zupełnie do niczego.

Kolejny przykład z mojego bliskiego otoczenia to świeżo upieczona mama. No może nie tak świeżo, bo minęło już ok. 1,5 roku od porodu. Dopiero kilka dni temu wzięłam ją w obroty! Nigdy nie pomyślałabym, że w tak pięknej, szczupłej i przede wszystkim radosnej kobiecie może kryć się aż tyle kompleksów. Monika podobnie jak przyjaciółka z akapitu wyżej, z uporem maniaka zasłania się namiotami i w nich faktycznie nie wygląda szczupło. Podczas przeglądu jej szafy postanowiłam sprawdzić, jak sprawa się ma pod ubraniem, a ma się całkiem dobrze! Ba, powiedziałabym, że dużo lepiej niż wskazywałyby na to plandeki, w których zazwyczaj ją widuję. Nie żebym nie lubiła plandek. Uwielbiam je, ale też nie we wszystkich wyglądam korzystnie! Moją osobistą ambicją jest pokazać Monice, jak piękną kobietą jest! Kompleksy niszczą entuzjazm, niszczą zapał i samopoczucie. Wiem, że moja przyjaciółka jest inteligentna, bardzo kreatywna, wrażliwa, ma wspaniałego męża, córkę i dom pełen ciepła. Kompleksy wcale nie przybliżają jej do osiągnięcia szczęścia i poczucia samorealizacji.

Gdybym miała ocenić każdy centymetr swojej sylwetki czy twarzy, raczej nie znazłabym perfekcyjnej części. Nigdy jednak tego nie robiłam. Nie traktuję swojego ciała jak cudu świata, ale potrafię stwierdzić, że jestem atrakcyjną kobietą. Nie cierpię, kiedy rozbiję sobie kolano i zostaje mi blizna. Z drugiej strony nie popadam w samozachwyt, gdy widzę wyjątkowo udaną sesję zdjęciową z moim udziałem. To zdrowe podejście pozwala mi właściwie nie analizować tego, jak wyglądam, jednocześnie dbając o siebie i nie popadając w kompleksy.

Ideały nie istnieją. Wybaczcie, ale to prawda. Spotkałam na swojej drodze wiele atrakcyjnych kobiet. Niektóre były fenomenalne, niewyobrażalnie piękne, ale gdybym próbowała rozłożyć ich ciała na czynniki pierwsze i obiektywnie oceniać każdą część, żadna z nich nie okazałaby się perfekcyjna! Skoro nie ma ideałów, czy nie szkoda życia na bezsensowne kompleksy?

 

Dołącz do dyskusji! 23 komentarzy

  1. Ha! Ja mam 180 cm i co mam powiedzieć? Mam świetne nogi i co? Nie mam prawa do obcasów? O nie! Mam prawo pokazać w obcasie 6 cm zgrabne nogi. No sory, ale płaski obcas szpeci każde nogi. Co do kompleksów. Mam przeciętną buzię, bez makijażu wręcz brzydką. I niestety, ale w tej sytuacji nie będę szpecić jeszcze nóg.
    Moje zdanie: dorysować to czego brakuje, zakryć to co krzywe, pokazać to co ładne.

    Odpowiedz
    • Sylwia, to tylko przykładowy argument dla tezy: punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
      Na zdanie: „Mam 180 cm wzrostu i nie mogę nosić obcasów” odpowiedziałabym: „A kto Ci broni? To mężczyzna może się martwić, że będzie przy Tobie wyglądał słabo”. Można tak w nieskończoność! 🙂

      Odpowiedz
  2. Bardzo fajny post, ale niestety fotoszopujesz swoje zdjęcia i to czyni Ciebie i ten post niewiarygodnymi 🙁

    Odpowiedz
  3. widzę że znalazłaś swoje nowe powołanie- wyciąganie kobiet z kompleksów! ;D

    Odpowiedz
  4. Popieram punkt widzenia 😉 trzymam kciuki za metamorfozy 🙂

    Odpowiedz
  5. Świetny wpis. Kobiety pora uwierzyć w siebie!

    Odpowiedz
  6. Twoja przyjaciółka Paulina ma kompleksy? Jak to możliwe ?? Taka piękna dziewczyna. Studiujemy na jednym wydziale, ten sam kierunek nawet i to ja, gdy ją widzę popadam w kompleksy (jak widać mamy łańcuszek kompleksów). Również jestem podobnego wzrostu, wagi pewnie też. Szczególnie podobają mi się jej nogi i cera. Gdybym była facetem, byłby to mój ideał dziewczyny/kobiety 🙂

    Odpowiedz
  7. Świetne, bo bardzo rozsądne podejście do tematu, zgadzam się z Tobą w zupełności! 🙂 Ja jestem np. bardzo niska, bo mam zaledwie 158cm wzrostu, ale dostrzegam w tym mnóstwo plusów. Od oczywistych jak choćby to, że bardzo pasują mi szpilki albo, że mogę dać się „wykazać” mojemu chłopakowi zawsze, kiedy trzeba mi coś podać, aż do takich, że przez lata chodzenia na w-f mogłam zawsze swoje marne umiejętności gry w siatkówkę czy kosza, zwalić właśnie na niewielki wzrost! ;D
    Masz rację, że wszystko zależy od punktu widzenia i warto swoje pozorne wady zamienić w atuty! A niemal zawsze jest to możliwe! 🙂

    Odpowiedz
  8. Ja jestem teraz na etapie wychodzenia z „pasterskich” sweterków i też się okazuje, że nie jest ze mną aż tak źle 😉

    Odpowiedz
  9. nowa szata graficzna 🙂 ładna 😀

    Odpowiedz
  10. A ze mnie jest silna dziewczyna. Ani drobna, ani chuda,ani maleńka. 173 cm., 63 kg. Pasuję do „ideału gazetowego”,ale tego z lat 40/50/60 ;). Były czasy, że wkurzałam się swoją budową: chciałam mieć cieniutkie łydeczki, delikatne ramionka i filigranowe nadgarstunie. Głodziłam się. Na nic: budowa pozostała taka sama,po prostu było widać kości, a ja wyglądałam na chorą. Olałam więc to w końcu. Nie noszę współczesnych ciuchów projektowanych na sylwetki unisex, tylko klasyczne, kobiece fasony i szpilki. Przy sylwetce typu klepsydra wygląda to świetnie. Wyzbyłam się kompleksów, mam inne zajęcia i kłopoty niż swój, notabene niezły, wygląd.

    PS. Dobry post!!!!

    Odpowiedz
  11. Każdy ma kompleksy.. Sama mam wiele, przede wszystkim chodzi o mój nieidealnie, odstający brzuch.. Ale cóż..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz