20 marca 2014

Rzeczy wyjątkowe

IMG_9838

Kiedy byłam dzieckiem, miałam dwie sukienki w kwiaty: czerwoną i niebieską. Oczywiście większą sympatią darzyłam tę pierwszą. Zakładałam je wyłącznie na ważne uroczystości i święta, a każdej takiej okazji długo wyczekiwałam. Czułam się w nich wystrojona. Sukienki sprawiały, że zwykły dzień nabierał znamion wyjątkowości.

W mojej szafie było bardzo mało ubrań i dodatków. Wszystkie je potrafiłam wymienić w jednym niezbyt długim zdaniu. Buty – trzy pary, (…)spodnie – dwie sztuki, może ze trzy sukienki. Bardzo nad tym faktem ubolewałam i jak większość dziewczynek w moim wieku, marzyłam o wielkiej garderobie. Dziś ubrań mi nie brakuje. Piękne sukienki zakładam na co dzień. Niektóre rzeczy miałam na sobie tylko raz. Wciąż brakuje mi wielkiej garderoby, więc tonę w morzu ubrań, które z uporem maniaka co jakiś czas wyprzedaję na Vinted czy Allegro. Nie martwi mnie już przypalona żelazkiem bluzka, chyba że akurat pożyczyłam ją od koleżanki. Mogę tworzyć większą liczbę zestawów, wreszcie bawić się modą, budować swój własny styl – bo mam z czego i mam ku temu podstawy. Na mojej liście pod tytułem „chcę i kiedyś kupię” wciąż znajdują się designerskie torebki i ubrania wykonane w pojedynczych egzemplarzach. Nie mam więc na co narzekać. To pewne!

Gdybyście jednak zapytali mnie o to, bez jakiej rzeczy nie mogłabym żyć, trudno byłoby mi ją znaleźć, a przynajmniej wśród ubrań i dodatków. Jestem przywiązana do mojej czerwonej torebki od Michaela Korsa i to byłoby chyba na tyle. Nie wiem czy to kwestia dojrzałości i podejścia do otaczających mnie rzeczy materialnych czy może ich nadmiaru wokół – jednak ubrania przestały wywoływać u mnie ekstazę. Lubię je, niektóre uwielbiam, ale już nie „piszczę” na ich widok.

Ubrania same w sobie rzadko bywają wyjątkowe. Za szczególnie ważne uważam te wykonane ręcznie przez moich bliskich lub przywołujące jakieś historie z przeszłości. Takim przykładem jest sukienka z rozkloszowanym dołem w kolorowe paski. Kiedy wyciągam ja z szafy – widzę pierwsze zdjęcie wykonane do książki Fashion People Poland, poznanie Szymona (fotografa z bloga), które zaowocowało świetną współpracą, rozwojem i przede wszystkim przyjaźnią. Z takimi ubraniami trudno się rozstać. Są jak zdjęcia, które uwieczniają naszą historię. Wciąż jednak pozostają tylko przedmiotami i jak wszystkie inne po jakimś czasie stracą na aktualności. Nawet kolorowa sukienka trafi w końcu do folderu „na sprzedaż”.

Dołącz do dyskusji! 4 komentarzy

  1. fajny temat na wpis, ale myślałam, że napiszesz coś więcej, notka wydaje się jakby dopiero wstępem…

    Odpowiedz
  2. Fajnie fajnie, ale już przynajmniej raz o tym pisałaś (oczywiście nie pojawiła się torebka, ale generalny przekaz taki sam).

    Odpowiedz
  3. U mnie także w dalszym ciągu brak porządnej garderoby. Mam nadzieję, że kiedyś się jej dorobię, bo inaczej będę przewracała się o ubrania 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz