20 lutego 2014

Debata bloger vs pracodawca

IMG_5295Kiedy myślimy o ekonomicznej stronie blogosfery, tematami, które automatycznie się pojawiają, są kwestie reklamy i zarabiania na blogu. 9 lutego podczas debaty, którą miałam okazję prowadzić również mówiliśmy o pieniądzach, ale pieniądzach w zupełnie innym wymiarze. Kwestią, którą się zajmowaliśmy, była możliwość podjęcia etatu za sprawą prowadzonego bloga. Temat jest mi bardzo bliski, ponieważ odkąd tworzę Kapuczinę, każda otrzymana przeze mnie praca była wynikiem działalności w sieci. Blog stanowi dla mnie wirtualne CV, a także jest pierwszym punktem na liście w tym papierowym. Będąc szczera, nie wierzę w klasyczne CV, bo mówi o człowieku bardzo niewiele. To tak jakby po dacie urodzenia ktoś mógł stwierdzić czy jestem osobą przebojową czy może ospałą, a po kierunku skończonych studiów – inteligentną lub głupią. Jednak nie o tym chciałam tu pisać. Podczas debaty pojawił się głos, z którym jednocześnie zgadzam się i nie zgadzam się w ogóle. Blog sam w sobie miałby być miejscem pracy. Etat zaś utracił status Świętego Graala.

IMG_5372

  • Dlaczego się zgadzam?

W większości, blogerzy to jednostki autonomiczne, samodzielne, lubujące się w wolności jaką daje im działalność w sieci. Bloger, któremu każe się coś zrobić lub – nie daj Boże – działać według utartego schematu, to bloger cierpiący, a przynajmniej… smutny. Silnie odczułam to na studiach, gdy wymagano ode mnie, bym przeczytała kolejną arcyważną książkę z kategorii „Wielka literatura narodowa”, albo kiedy pisałam nic nie wnoszące prace zaliczeniowe, na nikogo nie interesujące tematy, językiem, którego nie zrozumiałby przeciętny śmiertelnik. Niby studia, a jednak etat i to w najbardziej konserwatywnym wydaniu. Oczywistym jest więc, że najlepiej byłoby, gdyby bloger utrzymywał się ze swojej strony internetowej.

  • Dlaczego się nie zgadzam?

Bo działalność jaką jest blog, nawet jeśli już zarabia na siebie, jest wciąż działalnością o bardzo nieregularnych dochodach. Na wstępie wyłączam z rozważań tych kilka osób w Polsce, które faktycznie mogą mówić o swojej stronie jak o firmie. We wszystkich innych przypadkach, to rodzaj zarobku, który sprawdza się, kiedy posiadamy dodatkowe źródło utrzymania w postaci rodziców lub właśnie etatu. Blog rzadko jest tak dochodowy, by zakładać na niego działalność gospodarczą. Teoria o tym, że może być etatem, jest tak samo piękna co utopijna. Istnieje duża szansa, że zmieni się to w najbliższej przyszłości, choć wiele czynników, w tym sami blogerzy, sprawę tę utrudniają, pracując na zasadach barteru. Blog jest specyficznym rodzajem aktywności. Niezależnie od swojej formy obnaża osobistą stronę właściciela. Co za tym idzie, prawie nigdy nie jest przez niego taktowany jak czysty produkt, który można sprzedać wszystkim i na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli zaś tego nie robi, także nie zarabia, albo inaczej: nie zarabia wystarczająco. W dorosłym świecie, w którym bierzemy kredyty na mieszkania i samochody, etat wciąż wygrywa walkę z blogiem. Nawet, kiedy wydaje się nudny lub nierozwijający (takiego nikomu nie życzę), daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności finansowej, a te są niewątpliwą wartością.

IMG_5399IMG_5323 IMG_5332 IMG_5290

Dołącz do dyskusji! 2 komentarzy

  1. Kogoś mi przypominasz…. chyba Natalie Oreiro ze Zbuntowanego Anioła ale jeszcze pomyśle 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz