13 sierpnia 2012

CO Z TĄ KRYTYKĄ?

Tym razem o krytyce w sieci. Temat rzeka, o którym można by napisać książkę. Uważam, że nie wyczerpałam tematu, jednak z uwagi na zbyt długą jak na blogowe standardy objętość tekstu, musiałam się zatrzymać. Liczę, że dopowiecie resztę…
        Komentarz, który przeczytałam na jednym z polskich blogów: „Jesteś gruba, powinnaś schudnąć”- to jeszcze konstruktywna krytyka czy wpis hejtera?  Większość blogerek, które znam, odpowie, że to drugie, dodając, że nie dotyczy tematu, o którym blog traktuje. Nie twierdzę, że dziewczyny nie mają w tym miejscu racji. Jednak, kiedy myślę o tym dłużej, mam ochotę podważyć, wygodny dla mnie bądź co bądź argument.  Załóżmy abstrakcyjną sytuację, w której ów komentarz pochodziłby z mojego bloga. Co jeśli rzeczywiście powinnam schudnąć?  Przecież nie każdy czytelnik to zakompleksiona pani pochłaniająca paczkę chipsów przed monitorem (tak na marginesie pisząc to, otwieram drugą tabliczkę czekolady). Oczywiście, zdanie „Jesteś gruba, powinnaś schudnąć” nie świadczy o wielkiej elokwencji autora, ale gdyby zostało wyrażone w inny, łagodniejszy sposób?  Anonimowy komentarz ma jedną zaletę, jest szczery. Dla jasności, niekoniecznie prawdziwy, ale zawsze szczery.  Jeśli chcemy kogoś obrazić, powiedzieć mu niewygodną prawdę, wyrazić swoją opinię lub wylać własne złości i frustracje, żaden problem, zrobimy to bezpiecznie jako anonim. Nie twierdzę, że krytykujący mają zawsze rację. Wręcz przeciwnie, im częściej odwiedzam polskie blogi i widzę jak krótkowzroczny bywa czytelnik, zaczynam rozumieć postawę blogerek, które niejednokrotnie tracą cierpliwość.
        Sprawa ma się zgoła inaczej, kiedy postawimy się właśnie na miejscu blogerki. Jestem jedną z nich, więc zapytam: ‘Dlaczego oceniasz moją  sylwetkę, nogę, brzuch czy nos (mogę tak w nieskończoność), a nie skupiasz się na stylizacji i jej poszczególnych elementach? Nie jestem modelką, jestem blogerką.’ I ta argumentacja, choć broni się dość silnie, nie do końca mnie przekonuje. Nie przekonuję mnie, gdy patrzę na nią z perspektywy czytelnika, którym również jestem. Oczywiście, żadna z dziewczyn nie ma obowiązku wyglądać jak wychudzony wieszak, ale z pełną świadomością umieszcza swoje zdjęcia w sieci, narażając się na ewentualną krytykę. Nie tworzy stylizacji na manekinie czy podłodze. Sama sobie jest modelką, choć do tego miana (raczej) nie pretenduje. Przyznaję, jestem rozbita, bo zarówno czytelnik  jak i blogerka mają w tym miejscu dużo racji.
Co, kiedy negatywny komentarz już się pojawił? Istnieją trzy możliwości:
  • Nie reagować  (jak to mówią olać i żyć dalej).
  • Usunąć (i udawać, że nigdy nie istniał) .
  • Zareagować (totalna abstrakcja)
Kilka dni temu moja przyjaciółka skomentowała wpis na jednym z portali o modzie ulicznej, prowadzonym przez blogerkę z Warszawy (biję się z własnymi myślami, by nie podać tu adresu).  Właściwie był to fanpage, na którym autorka publikowała swoje opinie o danych stylizacjach.  Koleżanka  zamieściła komentarz, w którym przyznała, że nie zgadza się z autorką, po czym dodała kilka argumentów na poparcie swoich słów.  Nie minęły 3 minuty, komentarz zniknął. Zalogowała się więc na inny, fikcyjny profil i jeszcze raz napisała podobną, bardzo uprzejmą, lecz polemiczną notkę. Po kilku minutach nie było po niej śladu.
A teraz sytuacja z natury zupełnie odmienna.  Jedna z moich ulubionych blogerek z falą negatywnych anonimów próbuje zaciekle walczyć.  Na niegrzeczny komentarz odpowiada  jeszcze większą nieuprzejmością. Dla przykładu:
Anonim: widziałam „MEGA PAKĘ” jaką chcesz sprzedać na allegro. rozbawiłaś mnie podpisem aukcji, że jeśli cena przekroczy 300 zł to dorzucisz szorty z ĆWIEKOWYM KRZYŻEM na dodatek DIY. Przecież te ciuchy na pierwszy rzut oka wyglądają jakby kosztowały 50gr za kilogram… oblecha.
Blogerka X: ile jeszcze napiszesz anonimowych komentarzy pod jednym postem ? : ) zazdrość zżera ? spadaj trollować gdzie indziej bo tu dla Ciebie miejsca nie ma : )
 
Albo inny:
Anonim: Ciekawe za ile dni zobaczymy tę sukienkę na allegro.
Blogerka X: a co Cię to obchodzi ? : ) sorry gregory ,ale to moja sprawa i mogę sobie nawet swoja kupę na allegro wystawić a Tobie gucio do tego.
 
Zdziwieni? Wcześniej sądziłam, że tego typu odpowiedzi tylko odstraszają czytelnika, ale to dość pochopna teza. Bo choć sama nie wyobrażam sobie napisać czegoś takiego, to zauważyłam, że jeszcze częściej odwiedzam stronę blogerki i w przeciwieństwie do innych miejsc w sieci, oprócz tekstu i zdjęć, sprawdzam również komentarze.
Inna dziewczyna, którą podobnie jak poprzednią bardzo lubię i cenię,  na krytyczne lub wścibskie komentarze odpowiada ironią i żartem.
Anonim 1: Ale buty to chyba troszkę za duże? 🙂
Anonim 2: i tak są do pokazania na raz i zaraz wylądują na allegro 😛
Blogerka Y:1)buty nie są za duże
            2 )powinieneś się cieszyć, bo będziesz mógł je kupić dla siebie 😉
 
Lub:
Anonim: Wytłumacz, jak to się dzieje, że w takie zimno masz gołe stopy i pantofelki?:)
Blogerka Y: a)dzisiaj było 17 stopni
             b)jeżdżę samochodem
Anonim: Jakim?
Blogerka Y: A numer mieszkania i telefonu też podać przy okazji :)? Mogę jeszcze pesel napisać jak chcesz 🙂

                Istnieje jeszcze jedna, rzadziej spotykana reakcja: szczerość za szczerość. Aczkolwiek każdy, kto choć raz tego spróbował, wie, że więcej stracił niż zyskał. Żeby się o tym przekonać wróćmy na chwilę do pierwszego akapitu i komentarza: „Jesteś gruba, powinnaś schudnąć” i jeszcze raz załóżmy, że pochodzi z mojego bloga. Oczywiście mogę odpisać: „Nie uważam, bym była gruba. Ważę mniej niż 50 kg i nie czuję potrzeby, by się odchudzać”. Muszę mieć jednak świadomość, że na dziesięć takich szczerych i prostych , lecz polemicznych odpowiedzi, przeczytam jeszcze siedem nowych, zakładających, że nie radzę sobie z krytyką.
                Zupełnie inaczej się sprawa ma, kiedy skorzystamy z pierwszej możliwości i pozwolimy by komentarze żyły własnym życiem. Wtedy ów schemat może mieć dwojaki charakter. Pierwsza opcja to ‘kula śniegowa tocząca się z góry’, system w którym za jednym krytykującym anonimem, pojawia się kolejny i tak w nieskończoność.  Druga, zdecydowanie  przyjemniejsza dla blogera,  to pojawienie się superbohaterów, którzy zaczynają polemikę i z wielką zaciekłością bronią blogerki.  Korzystając z okazji muszę podziękować wszystkim tym, którym na moim blogu choć raz przyszło pełnić rolę Supermana.
                Przytoczę Wam pewną historię. Kilka miesięcy temu, pod którymś z artykułów na trójmiejskim portalu, w jednym tylko zdaniu nadmieniono, że brałam udział w opisywanym wydarzeniu. Nie wiedzieć dlaczego, pod tekstem pojawiła się fala negatywnych i obraźliwych komentarzy dotyczących właśnie MOJEJ OSOBY (piszę ‚nie wiedzieć dlaczego’, bo tekst zupełnie mnie nie dotyczył). Wpisów było tak wiele, że chyba po raz pierwszy zrobiło mi się zwyczajnie przykro.  Wtedy też zadzwoniła mama mojego ówczesnego fotografa i na wstępie pogratulowała mi.
Zdziwiona zapytałam:
– Czego? Czy ja o czymś nie wiem?
– Jak to czego, tych komentarzy pod artykułem!
– Raczej nie ma czego gratulować.
– Ależ jest. Na każdym z dobrych polskich blogów jest masa negatywnych komentarzy. Czekałam aż te pojawią się u Ciebie i wreszcie są!
                Do dziś pamiętam, jak podczas ubiegłorocznego Blog Forum, Włodek Markowicz i Karol Paciorek znani w sieci  jako Lekko Stronniczy, podczas swojej prezentacji dywagując na temat krytyki, stwierdzili jednogłośnie, że skoro owaka się pojawia, to znaczy, że czytelnikowi (w ich przypadku widzowi) musi ZALEŻEĆ!

Dołącz do dyskusji! 69 komentarzy

  1. 😉 fajnie napisane, masz lekkie pióro 🙂 ja tam się staram nie przejmować, ale bywają takie dni kiedy moja samoocena spada do zera i właśnie wtedy najczęściej ktoś wlepia mi taki komentarz :/ wtedy to można popaść w rozpacz, naprawdę 😛 ale zasadniczo mam „w poważaniu” komentarz obrażające moją sylwetkę i wiem, że w internecie każdy, absolutnie każdy może napisać swoją opinię, nawet mój największy hejter, dla którego jestem gruba, brzydka i beznadziejnie się ubieram 😉 każdy ma swoje zdanie 😛

    Odpowiedz
  2. dobrze napisane, jestem za 🙂

    Odpowiedz
  3. no muszę przyznać ze ostatnio zaczęły mi nerwy puszczać, ale staram się zachowywać spokój 😛
    ps.za ten koment zostałam określona jako margines społeczny 😀
    gitara !

    Odpowiedz
    • Powinnaś lepiej odnosić się do czytelników (nawet takich) i lepszym wyjściem byłoby nic nie odpisywać. Czytanie o kupie w twoich komentarzach raczej zniechęca mnie do twojego bloga.

      Odpowiedz
  4. Ja dzisiaj dostałam komentarz, że wyglądam jak facet i według mnie taka krytyka nie jest w żaden sposób uzasadniona. Najgorsze jest to, że choć blog dotyczy mody, to te negatywne opinie nieczęsto są na ten temat. Ale no co, to normalne 🙂

    Odpowiedz
  5. Myślę, że nie można generalizować- nie każdy krytykujący to ‚hejter’. Jeśli krytyka jest konstruktywna, napisana w kulturalny sposób- ok, każdy ma do tego prawo, ale jeśli to chamski komentarz to nie ma się absolutnie czym przejmować. Na pewno polemika z hejterami nie ma sensu, do rozmowy jest potrzebny partner na poziomie 😉

    Odpowiedz
  6. ps.ja tez zazwyczaj po odpowiedzi mam fale komentarzy typu : nie umiesz przyjąć krytyki, nie radzisz sobie itd itp.Problem w tym ze na komentarze : nie pasują buty, brzydka sukienka..nie odpowiadam bo to normalne ze nie każdemu się musi podobać,ale ludzie …czemu mam pozwolić srać na swoje podwórko i tolerować komentarze złośliwe, chamskie i uszczypliwe ? no come on : )

    Odpowiedz
    • ale że o co chodzi ? 🙂

      Odpowiedz
    • Ja to podałam do tematu bloga, nie do Ciebie. Wejdź na link to zobaczysz.

      Odpowiedz
    • Proszę wejść na ten wklejony link. Zobaczycie jak treść bloga Kapuciny nie pokrywa się z jej zachowaniem.
      Ładnie to tak Kapucino? – trzeba się zastanowić jak to dobrze krytykować wygląd innych (ładniejszych od siebie).

      Odpowiedz
    • Heh… no rzeczywiście ten post na facebooku to właśnie takie krytykowanie jakie opisujesz w notce (notabene dla mnie takie komentarze są powiedzmy moralnie neutralne:D, oczywiście chodzi mi tu o krytykę, ale nie chamskie obrażanie). Zarzucasz Ani Rubik kicz i (niedosłownie, ale jednak) nieładne rysy twarzy i wykazujesz tu lekką hipokryzję. Tzn. po raz kolejny nie chcesz stawać otwarcie po którejś stronie barykady, ale między słowami oczywiście jesteś przeciwna takim hejterskim wpisom na blogach.
      PS. Znowu się odzywają obrońcy, którzy nie mają żadnych argumentów tylko piszą „aleosochodzi” albo wytykają błąd w pisowni, pogratulować „superbohaterów”.

      Odpowiedz
    • ee tam, Kapuczina przynajmniej miała odwagę podpisać się pod tym postem swoim imieniem i nazwiskiem, a trolle są anonimowe 😉

      Odpowiedz
    • Anonimie 1( przepraszam, nie wiem, ile osób tu komentuje): Podałeś dobry przykład tego, co napisałam w artykule;).

      Odpowiedz
  7. Zawsze się zastanawiałam jakie ogromne szafy musza mieć blogerki aby pomieścić te wszystkie ubrania…

    Odpowiedz
  8. Ja już zupełnie nie zwracam uwagi na typowo hejterskie anonimowe komentarze, bo niektóre są naprawdę śmiechu warte. Dzisiaj ktoś stwierdził pod jednym postów, że mam „zmienić ryj”, także mam dylemat – śmiać się czy płakać? 😉

    Odpowiedz
  9. Ja przeczytałam o sobie, że jestem grubasem i mam zmutowaną twarz. Mój blog również dotyczy mody, a takie komentarze nie zawsze są do przyjęcia. Mimo wszystko zostawiam je na blogu i po prostu nie reaguję. Nie ma po co!

    Odpowiedz
  10. I znów nie zawiodłam się.. świetny tekst 🙂

    Odpowiedz
  11. Swojego czasu lubiłam sobie z hejterami dyskutować. Przy czym działo się to na blogu czystko literackim, w dodatku nie moim, ile ja się wtedy „komplementów” naczytałam. Wreszcie doszłam do wniosku, że jestem masochistką, skoro mnie to bawi. Tym bardziej jeśli dodać, że prywatnie i życiowo jestem chodzącą górą kompleksów…
    I całkowicie zgadzam się z puentą, obecnie ilość hejterów i negatywnych komentarzy zaczyna być wyznacznikiem popularności. Smutne to, ale coraz bardziej prawdziwe…
    A tak patrząc nadal po sobie, bycie Anonimem jest w sumie wygodne, chociaż jeszcze mnie z kultury nie wyleczyło (nie wiadomo jak długo ^^)

    Odpowiedz
  12. Ech, na nich nic nie poradzisz. ;/
    Świetnie napisane.

    Odpowiedz
  13. Ja już to olewam ciepłym moczem. Nie zliczę, ile razy dostałam komentarz, że (prowadzę blog o odchudzaniu, to dlatego):
    – wciąż jestem gruba;
    – na pewno utyję i w końcu dopadnie mnie jojo;
    – zazdroszczę innym blogerkom;
    – jestem brzydka i mam zmarszczki (dziwne, żebym nie miała, skoro schudłam ponad 40 kg :D);
    – itd. itp.

    Czasami jeszcze blogerzy czują się w obowiązku poinformować mnie, że mam zbyt starszego partnera.

    Bardzo mnie bawią te komentarze od pewnego czasu. A jeśli ktoś komentuje jako Anonim i obawia się napisać tego, co chce, bez zalogowania, to jest dla mnie po prostu nikim :)))

    Odpowiedz
  14. Bez hejterów byłoby smutno!
    I końcówka tekstu to część, z którą absolutnie się zgadzam – jak są hejterzy to znaczy, że zależy i coś sie dzieje. Oprócz własnego bloga, prowadzę też takiego komercyjnego. Próbując wzbudzić na nim ruch, ja i reszta osób próbowaliśmy blogowania w różnych kierunkach. Gdy pojawili się hejterzy – odetchneliśmy z ulgą.
    Ale działa to też w drugą stronę – jeżeli sam na blogu hejtujesz to ludzie z ciekawości zaglądają, bo wydajesz sie ciekawsza i z charakterem.

    Zatem: ilość hejtu jest wprost proporcjonalna do popularności.
    pozdrawiam!

    Progressive Fashion – o modzie progresywnie

    Odpowiedz
  15. Ostatnio miałam komentarz: „Strój ładny ale twarz Ci do niego nie pasuje, psuje go XD”. Czyli mam „zmieniać twarz” do każdego posta?:)

    Odpowiedz
  16. Co jest najciekawsze na mega popularnych blogach zagranicznych stylistek krytyka jest rzadkim zjawiskiem, w Polsce zaś, jak na końcu sama zauważyłaś, jest pewnego rodzaju wyznacznikiem popularności. To jest na prawdę śmieszne. Jak zakładasz bloga, masz małą oglądalność, nie jesteś popularna, ale też i, nie oszukujmy się, Twój blog jest na średnim poziomie, masz same komentarze typu ” ładnie, pięknie, super, ekstra, jaram się” i tego typu głupotki, co jest, hm nie wiem czy bardziej żenujące, czy śmieszne, bo komentarze te są tylko reklamą własnego bloga- coś w tylu dałam Ci koment to weź nie bądź świnia i mi daj też. Im blog popularniejszy tym mniej takich komentarzy, a więcej tych przeszytych jadem. Jacy my śmieszni. Nie rozumiem, jak bardzo niedowartościowani są Anonimki żeby coś takiego pisać. Jeśli ktoś chcę skrytykować, konstruktywnie skrytykować, uważa, że się na tym zna to peace i enjoy, może dzięki waszym komentarzom ktoś się rozwinie, ale śmieszą mnie z dupy wyssane opinie pseudoznawców, którzy chcą sobie, za przeproszeniem ulżyć. Szkoda Ci, że dziewczyna, która pracowała na swój wizerunek przez długi czas, dostaję ciuchy, które potem może sprzedać i zarobić sobie kilka groszy… to zepnij swój zapewne chudy, świetnie odziany tyłeczek i zacznij działać. Po co hejtować skoro można zrobić coś swojego, coś konstruktywnego, a nie bezsensownie marnować czas wypisując głupoty.

    A Ciebie Kapuczinko bardzo lubię za to, że oprócz ślicznych obrazków można tu przeczytać coś wartościowego, spostrzegawczego, i trochę podyskutować 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  17. Hm ja napiszę tak – jeżeli ktoś pisze coś na temat wagi na moim blogu i czy to w sposób łagodny, czy wulgarny to zwyczajnie to kasuję – nikt nie ma prawa wtrącać się w to, bo bo tylko i wyłącznie moja sprawa ;-))

    Odpowiedz
  18. hmm…ja uważam, że bloger/blogerka, która wystawia swoje zdjęcia na blogu, gdzie każdy może obejrzeć i skomentować powinna się liczyć z tym, że jednym się spodoba to co napisała/pokazała, a innym nie. Co więcej- jeden może zostawić podpis inny wręcz przeciwnie. To jest wpisane w charakter bloga. Jeżeli chcesz, żeby komentowały Cię tylko osoby, które zachwycasz to załóż prywatnego facebooka czy inną podobną stronę i pozwalaj komentować się tylko znajomym lub osobom które Cię lubią. Dla mnie to jest logiczne i proste rozumowanie. Póki co w internecie mamy jako taką wolność wypowiedzi (przynajmniej w temacie mody, urody itp.), więc jeżeli komuś coś się nie podoba i o tym mówi to co w tym złego? Z drugiej strony niby dlaczego właściciel bloga miałby milczeć i być przemiły dla danego komentującego? Zarówno czytelnik jak i bloger mają wolność słowa- wolność wypowiedzi i opinii (rzecz jasna nie mówimy tu o jawnie wulgarnym/obraźliwym wypowiadaniu się o drugim człowieku, co nie powinno mieć w ogóle miejsca zarówno z jednej jak i z drugiej strony).
    Pytanie do Kapucziny, bo naprawdę mnie ciekawi. Troszkę mnie wkurza ostatmio nadużywane już tu bardzo słowo „hejter”, – w moim odczuciu ostatnio stało się tak, że według Ciebie i niektórych komentujących skoro piszę jako anonim i wyrażam swoją opinię(na przykład, że coś mi się nie podoba), to jestem od razu hejterką. Dobrze rozumiem? Bo tak się czuję po Twoich ostatnich wpisach. Ale Nawet jeśli napisze tu swoje imię to tak naprawdę co to za różnica? Ktoś mnie do sądu poda? Blogerka mnie znajdzie i da w pysk? Czy może komentowanie na blogach zarezerwowane jest tylko dla osób które mają swoje strony (żeby można było im później napisać jakiś nie miły komentarz)? Co za różnica czy negatywną opinię na Twój temat napisze anonim czy napiszę ją jawnie? Anonim jest hejterem, a ten, kto wypowie się jawnie jest przez innych sponiewierany na jego stronie. Nie rozumiem i nie zrozumiem.

    Odpowiedz
    • Cieszę się, że zadałaś to pytanie. Osobiście też nie widzę różnicy między komentarzem anonimowym a napisanym przez zalogowanego użytkownika, bo zarówno jeden jak i drugi niczego mi nie mówi o autorze. Co innego, kiedy jest to podpisana osoba z mojego prywatnego otoczenia lub blogerka, wtedy następuje pewna personalizacja. Chodzi o to, że w znaczącej większości to użytkownicy niezarejestrowani zostawiają bardzo krytyczne i ATAKUJĄCE komentarze, dlatego w kontekście JADU w sieci, mówi się o anonimach. Zauważ, że zamiennie używam w tekście wyrażenia czytelnik.

      Co do hejterstwa, problem zasygnalizowałam tylko w pierwszym zdaniu: Komentarz, który przeczytałam na jednym z polskich blogów: „Jesteś gruba, powinnaś schudnąć”- to jeszcze konstruktywna krytyka czy wpis hejtera?. I zostawiam to pytanie bez odpowiedzi, przechodząc do odbioru tego typu słów przez blogerkę i czytelnika. Gdybym miała na nie odpowiedzieć, to napisałabym, że takie zdanie jest właśnie hejterskim wpisem. W mojej prywatnej opinii, to nie konstruktywna krytyka. Jeśli już MUSIMY pisać o czyjejś wadze na BLOGU MODOWYM, powinniśmy to wyrazić w inny sposób.

      Może wytłumaczę to na innym (wymyślonym na poczekaniu, totalnie abstrakcyjnym)przykładzie. Stworzę tu wpis z konstruktywną krytyką i wpis hejtera:

      1)Myślę, że Twój dzisiejszy makijaż nie należy do najbardziej udanych. Czarne obwódki wokół oczu optycznie je pomniejszają, a skóra wygląda na zmęczoną. Może w przyszłości spróbujesz czegoś delikatniejszego?

      2)Co Ty masz na buzi. Twój makijaż jest okropny.

      To moje prywatne zdanie dotyczące tematu;)

      Odpowiedz
    • Fajnie, że się na ten temat wypowiedziałaś, bo inni czytelnicy, którzy są Twoimi silnymi zwolennikami mam wrażenie, że wrzucają wszystkich do przysłowiowego jednego wora. Miałam ochotę się podpisać przy poprzednim komentarzu (zawsze do tej pory to robiłam jak coś tu pisałam), ale uparcie będę pisać teraz jako anonim. Większość i tak pewnie przy najbliższej okazji kiedy wypowiem się, że >PRZYKŁAD> uważam, że nie pasuje Ci tak grzywka, bo coś tam coś tam… – sklasyfikuje mnie jako hejterkę.

      Co do Twojego przykładu jest jak najbardziej trafny. Jasne, że pierwszy punkt jest konstruktywną krytyką. Niestety, dla większości jeśli napiszę to co w punkcie pierwszym jako ANONIM, to przypną mi miano „znawczyni co na niczym się nie zna” i nie ma odwagi podpisać się imieniem. Tak to ostatnio tu i na wielu innych blogach wygląda. Człowiek, który czuje się anonimowy zawsze na więcej sobie pozwala, ale (tu się powtórzę), jeżeli Kapuczino założyłaś blog publiczny, w dodatku POLSKI to chyba spodziewałaś się, że znajdą się osoby, które znajdują przyjemność w krytykowaniu innych. Taki świat, a w blogosferze to raczej pomaga, nabija na liczniki, o ile sam bloger wytrzyma to psychicznie.

      Odpowiedz
    • Czytając to co napisałaś przypomniałam sobie o jednym, o czym nie wspomniałam wyżej. To, że napiszę coś, co jest konstruktywną krytyką, nie oznacza, że mam rację!

      Bo…dajmy na to, ktoś napisze o mnie: „Uważam, że nie najlepiej Ci w spódnicy przed kolano. Powinnaś nosić taką o długości 4/5”, to wciąż jest to konstruktywna krytyka, ale osoba, która zostawia ten komentarz, nie ma racji.

      Odpowiedz
    • To już sprawa gustu uważam… każdy przecież może woleć coś innego. Jednemu się podobają takie spódniczki, a innemu takie.

      Odpowiedz
    • Tak, sprawa gustu do momentu, kiedy piszemy: Uważam, że nie najlepiej Ci w spódnicy przed kolano. Dodając (o mnie!): Powinnaś nosić taką o długości 4/5, komentujący nie ma racji, bo ze względu na swoje 160 cm wzrostu, optycznie się skrócę;). W komentarzu wyżej nawiązuję do wątku: „znawczyni co na niczym się nie zna”

      Odpowiedz
    • Rozumiem,idąc dalej tym przykładem to ja nie mam prawa uważać, że najlepiej Ci w spódnicy przed kolano? W MOIM MNIEMANIU MAM RACJE. Gdybym jej nie miała, to bym tego nie pisała 😉 Wyraziłam opinię w kulturalny sposób- chyba nie obrażając Cię. Ty oczywiście możesz się z tym nie zgadzać, ale na tym polegają relacje ludzkie! Ty uważasz tak ja uważam inaczej, ale TO, ŻE UWAŻAM INACZEJ I CIĘ SKRYTYKUJĘ NIE ZNACZY, ŻE JA SIĘ NA TYM NIE ZNAM. Nie jest też równoznaczne z tym, że się znam, ale wtedy Ty możesz to skomentować. Przykład chociażby z ostatniego postu- ktoś tam chyba napisał, że powinnaś założyć szpilki do tego stroju. Odpisałaś troszkę ironicznie, ale dając do zrozumienia, że absolutnie nie widzisz tam szpilek, bo w Twoim mniemaniu nie pasują.
      Pozostali czytelnicy tylko na tym zyskali. Czytając to, przy okazji dowiedzieli się, że do takiego stroju szpilki nie pasują. Nie rzucajmy w taką osobę ‚pierwsi kamieniem’, bo sami nie raz kogoś skrytykowaliśmy i to nie miło. Czasem nawet w myślach. Nie mówcie, że tego nie macie, bo każdy to ma.

      Dygresja co do mnie.
      Inni czasem uważają, że powinnam coś zmienić w swoim wyglądzie, ja im dziękuję za opinię i dalej robię swoje. Nie wyobrażam sobie żeby inni wpływali na to jak się ubieram, w czym się dobrze czuje itp. Tym bardziej jeśli chodzi o rzeczy na których się znam.

      Uważam, że w Twoim wypadku, jeżeli ktoś radzi Ci coś co do ciuchów, to masz pełne prawo się z nim nie zgadzać, bo to TWÓJ blog modowy i Ty się na tym znasz. Każdy robi na swoim blogu to, co chce.

      Podsumowując moje wywody:
      ANONIM CZY OSOBA, KTÓRA PRZEDSTAWIA KONSTRUKTYWNĄ KRYTYKĘ NIE ZAWSZE NIEMA RACJI. Nie można od razu na nią krzyczeć, że to „hejter”.
      To tak jak w relacjach ludzkich miałabym kategorie – moi przyjaciele , moi znajomi, moi hejterzy. Byłoby to dziwne. Każdy jest inny i może mieć inną opinię. Jeżeli nam się ona nie podoba powiedzmy to. Jeżeli się nie zgadzasz- napisz. Proszę nie nadużywajcie tu słów wspomnianej już „znawczyni co na niczym się nie zna”, bo ta znawczyni nie rzadko w ‚realu’ zna się na tym co robi i to bardzo dobrze.

      Odpowiedz
  19. Taki jest niestety ten kraj. Kiedy ludziom coś wychodzi, to inni są zazdrośni i podkładają kłody pod nogi. Przytoczę fragment tekstu Pezeta: „Ja nie zerkam na Ciebie uśmiechnięty z plakatu, ale kiedy tam jestem, nienawidzą mnie za to. Kiedy wchodzę na scenę to robię show jak Big Papa, to co we mnie widzą, sprawia, że patrzą krzywo. Daje im styl, flow, ale to że masz pieniądze jest w tym kraju kłopotem, bo gdy robiłeś rap na podwórku pod blokiem i kupowałeś im browar za ostatnie grosze – byłem w porządku,a byłem w tym od początku, kiedy w 5 składaliśmy się na jedną sztukę jointów, teraz mam kilku ziomków, którzy chcą stamtąd uciec, mamy dewizję – widzę to, lubię to, kupię. Mam w dupie hejterów co mają zero na koncie i w głowie też niewiele..”

    Mógłbym tutaj wymieniać jeszcze wiele, wiele innych podobnych tekstów. W Polsce każdy wie najlepiej i każdy jest w czymś najlepszy mimo, że wyzanaję zasadę „Nie znam się to się wypowiem”

    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  20. o tak, pointa najważniejsza 🙂 pamiętam, gdy z Leną dostałyśmy pierwszy złośliwy anonim w stylu ‚jestes brzydka’. Ucieszyłyśmy się! Bo to oznacza, że skończył się tryb tutorialowy a zaczęło prawdziwe blogowanie do ludzi, którym się to może spodobać albo nie. Którzy także, zwłaszcza gdy się nie podoba, mogą nie mieć ochoty tracić czasu na opisanie tego odczucia w trzech zdaniach i to jeszcze konstruktywnie, z pomysłem jak ową brzydotę zmienić.
    Ps. a ja niestety zmagam się ostatnio z innym problemem – nieuczciewości, nierzetelności i… własnej głupoty. I też popełniłam tekst. Rzecz dotyczy sklepu Schaffashoes, nabitych w butelkę klientów i… zadowolonych blogerek 🙂

    Pozdrawiam ze Śląska! Kiedy wpadasz znowu?

    Odpowiedz
  21. Eeee no głupota i zapominalstwo! Nagadała się, nagadała, ale linka do rzeczonego tekstu nie zostawiła! Oto on: http://lenalona.blogspot.com/2012/08/dlaczego-nie-warto-kupowac-sercem.html

    Odpowiedz
  22. Dobry artykuł ; )
    Sama spotykam się z krytyką i zawsze się zastanawiam kim Ci ludzie są (pomijając, że połowa z nich to pewnie ludzie z mojego środowiska) i jak wyglądają? Czy siedzą przed kompem w dresach, jedzą chrupki i rzucają negatywnymi komentarzami od tak, dla poprawy własnego nastroju, czy może ludzie-bogowie, którzy patrząc na nas czują (no właśnie, co?).

    Odpowiedz
  23. świetny tekst, ciekawy, fajnie się czyta 🙂

    Odpowiedz
  24. szczerze mówiąc, ostatnia pewna „znana blogerka” sama się prosi o hejtowskie komentarze… komentarze pod jej ostatnim postem to fala krytyki z którą ona usilnie walczy, nawet gdy pojawia się konstruktywna krytyka. poza tym zaczęły się z jej strony jakieś dziwne przechwałki jakoby ona pierwsza wychwyciła jakiś trend, ona wie co będzie modne, zobaczycie za pół roku… w moich oczach bardzo traci i jak widać nie tylko w moich. czy można mieć pretensje do anonimów, którym ciśnienie podskakuje gdy dowiadują się, że rozmiar 38 to już otyłość?

    Odpowiedz
    • Wiem o kim mówisz i choć nie jestem jej ogromną fanką, albo inaczej nie jestem fanką jej sposobu bycia,to muszę ją trochę obronić. Stwierdzenie, że ‚rozmiar 38 to już otyłość’ jest dużą nadinterpretacją jej słów. Wspomniała, że przy rozmiarze 38 nie wolno się pogrubiać, a to trochę co innego.

      Blogerki takie jak ona mają wiele z trendsetterek. Właściwie z całą pewnością można stwierdzić, że nimi są. W naturalny sposób przyjmują to, co będzie modne w przyszłości, wtedy, gdy inni są tego jeszcze nie świadomi i dany trend odrzucają.

      Myślę, że to co razi czytelników (i może Ciebie?) w niej to właśnie jej hmmm…miejscami zarozumiały sposób wypowiadania sądów.

      Odpowiedz
    • można wyrażać sądy bez arogancji… mnie osobiście dotknęły jej słowa, a wręcz uważam, że nie ma pojęcia o czym mówi, w tym konkretnym przykładzie…

      Odpowiedz
    • Az mnie zaciekawilo o ktorej z grupy ‚pewnych znanych blogerek’ mowa. Ktos wie?

      Odpowiedz
    • chodzi o blog jemerced

      Odpowiedz
    • i o charlize mystery

      Odpowiedz
    • Jakkolwiek chyba tylko ta jedna trendsetterka jest w stanie wmówić wszystkim, że sie na czymś nie znają i że jej wolno i tylko Ci bardzo ograniczeni umysłowo nie rozumieją jej szerokich poglądów 😉 Przyznaję szczerze, że z fascynacją czytałam jak wnosząć się na coraz większe wyżyny erudycji obraziła wszystkich nie zgadzających się z jej pogladem jedoczenie stawiając siebie jako mesjasza mody ;))
      To nie jest miejscami zarozumiały sposob wypowiadania sadow bo to jest po prostu zarozumiała dziewczyna z bardzo wysokim ego i mniemaniem o sobie 🙂 Nie ujmujac jej wyczucia i sylu ktory lubie i cenie to jednak osobowo jest po prostu trudna i nie wzbudza sympatii. A jak pokazuje jej blog – nie musi 😉

      Odpowiedz
  25. Nareszcie rozsadna blogerka, ktora na slowo Anonimowy nie przystepuje do ataku. Anonimowy to tylko jedna z opcji: dla niektorych zreszta jedyna. Poza tym Anonimowy, Kasia, Stasia czy Joasia, na jedno wychodzi. Nie znamy sie. Wazne jest to, co sie mowi, a nie glownie Kto to mowi / nie mam bloga, nie owdzieczy sie nikt negatywnym wpisem /. Musza byc tylko ochy i achy: pieknie wygladasz / faktycznie komentarz wnoszacy wiele do dyskusji /. Zadnej krytyki. Nawet jesli w poscie przeiwja sie sklad perfumeryjny. To po diabla zakladaja blogi i daja mozliwosc komentowania?
    Tak trzymac, Kapuczino!

    Odpowiedz
  26. Owszem, zgodzę się z tym fragmentem ‚ Anonimowy komentarz ma jedną zaletę, jest szczery. Dla jasności, niekoniecznie prawdziwy, ale zawsze szczery. Jeśli chcemy kogoś obrazić, powiedzieć mu niewygodną prawdę, wyrazić swoją opinię lub wylać własne złości i frustracje, żaden problem, zrobimy to bezpiecznie jako anonim.’ Ale jeżeli anonim Nas krytykuje, powinien również mieć odwagę napisać to nie z profilu anonimowego. Powinien się podpisać, albo cokolwiek. Mnie tak ostatnio ktoś napisał na blogu ‚Jesteś gruba, powinnaś schudnąć, stosuj jakąś dietę’, (poszło to do zakładki ‚spam’ i zorientowałam się jakieś 4 miesiące od dodania tego komentarzu)napisał mi jak to strasznie źle prowadzę bloga i w ogóle, a jak na drugi dzień wszedł na bloga i zobaczył że nie opublikowałam tego komentarza napisał ‚lol widać, że nie umiesz przyjąć krytyki’, czyli wychodzi na to, że to wszystko pisała jedna osoba 🙂 A w tym pierwszym komentarzu o mojej ‚diecie’ używał takich poważnych, dorosłych słów, a w tym drugim widać też się wysilił ‚LOL’.

    Odpowiedz
  27. Dla mnie ciekawym przykładem są komentarze pod postami Jessy Jemerced. 80% to hejting, zazdrość tysiąc i dno frustracji. Dlaczego? Ma niedojrzałych czytelników, którzy czują presję pasowania do okładki (i widzą dysonans między sobą a fashion-światem JJ). Komentarze nie świadczą o jakości bloga 🙂 To twierdzenie może się wpisywać co najwyżej w hasło „nie ważne jak, ważne by o nas pisano”.
    Komentarze świadczą o jakości czytelników, o ich tolerancji, gustach i co mnie najbardziej przeraża – kompleksach. Dla mnie to całkiem inny problem. Dzisiaj postępuje jakaś unifikacja, powielanie schematów, wzorców, które się sprawdziły i są uważane za „fajne”. Ludzie się boją być sobą, nie akceptują siebie i swojego otoczenia jeśli nie wpisuje się w kanon fajności. A jednocześnie sprowadzają do parteru tych, którzy są całkiem/trochę inni od reszty i dobrze się z tym czują, z byciem we własnej skórze. Uważam,że to naprawdę smutne, co mówią nam o blogosferze komentarze. [Tak samo to, co mówi nam o Internecie projekt Grażyna Żarko (polecam)].

    Odpowiedz
    • Jessy Jemerced jest „ciekawym przypadkiem”. Sama raz mało uprzejmie skrytykowała strój zwykłej, nikomu nieznanej dziewczyny, prezentując tym samym siebie za wzór. Z jednej strony nie dziwię się, że ludzie są dla niej niemili, skoro i ona jest niemiła. Z drugiej strony po co reagować chamstwem na chamstwo? Lepiej chyba być ponad to.

      Odpowiedz
    • Może i tak, nie śledzę co tam robi. Różnica może, że ona komentuje pod swoim nickiem a dostaje zwrotne „anonimowe”.

      Odpowiedz
  28. dziewczyno, masz cholerną rację. świetny artykuł.

    Odpowiedz
  29. Zauważyłam, że u nas w Polsce jeśli ktoś wypowie się konstruktywnie, ale skrytykuje coś, od razu jest to tłumaczone zazdrością. Skrytykowała czyli zazdrości, nie zna się, jest zakompleksiona. Co z tego, że ktoś napisał to w sposób uprzejmy i w dobrej wierze? Trzeba tego kogoś za to ukamienować. Na hejterów reaguje uprzejmością. Jeśli ktoś mi pisze, że jestem brzydka, odpowiadam, że serdecznie dziękuję i, że chyba przesadza z uprzejmością.
    A wracając do krytyki nie hejterstwa, ja nawet życzyłabym sobie szczerej krytyki, bo sądzę, że to pomaga zauważyć nam jakieś błędy, które pominęłyśmy.
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  30. wszystko zależy od punktu widzenia. jeśli ktoś się na czymś nie zna, a ze względu na trend modowych blogów na nie wchodzi i wypisuje głupoty, to raczej nie warto tego brać do siebie

    Odpowiedz
  31. Blogerzy blogerami, ale też pod artykułami o aktorach, piosenkarzach pojawiają się komentarze w stylu „O Boże, jakie ona ma krzywe nogi”, „Co ona zrobiła z włosami!”, „Ale pasztet!”, a nic o słabej grze w filmie lub długim oczekiwaniu na nową płytę… O komplementach to chyba nie ma co pisać.
    Czasem dobrze jest usłyszeć krytykę, ale w taki sposób, żeby to naprawdę pomogło, a nie wytworzyło tzw. pianę z ust :/ Uważam, że takimi ludźmi kieruje zwykła zazdrość. „Ona ma, a ja nie mam, więc jej dowalę! Niech sobie nie myśli!”.
    Co do anonimowości – człowiek czuje się bezpieczny. Może bezkarnie pisać co chce, bo wie, że nikt mu się w twarz nie zaśmieje i jest za SŁABY, żeby odważyć się podpisać.
    Ludzie, naprawdę czasem lepiej jest zamilknąć, niż powiedzieć coś głupiego i sprawić drugiej osobie przykrość (nawet, jak to po kimś „spłynie” to i tak mała drzazga pozostanie).

    Odpowiedz
  32. ja zawsze staram się znaleźć w stylizacji coś, co mi się spodoba, nie chcę od razu krytykować, ale jeśli coś mnie razi w oczy, to piszę to prosto z mostu, ale nie w jakiś chamski sposób, po prostu piszę, co mi się nie podoba, co ja bym zmieniła, co uważam, że jest źle dobrane, i okropnie mnie śmieszy to, jak ludzie nie umieją przyjąć krytyki, a jeszcze bardziej to, jak tej krytyki wielbionego blogera nie potrafią przyjąć jego psychofani (bo tak to dla mnie wygląda), np. napiszę, że nie podoba mi się, jaką ktoś ubrał spódnicę, bo kompletnie to do jego urody czy figury nie pasuje, (przykład z życia wzięty!) i blogerka taka mi odpisuje coś w deseń „pozwól, że sama będę sobie dobierać ubrania, jak mi się podoba, tobie nic do tego”, i jego psychofan(ka) dopisuje komentarz brzmiący jak „blogerko, jesteś śliczna i we wszystkim ci pięknie, nie przejmuj się tą jakże krzywdzącą opinią, M.Ortycja ci na pewno zazdrości twojej wspaniałości”. Gdy widzę coś takiego parskam śmiechem przed laptopem. Trzeba mieć do siebie dystans i umieć przyjmować krytyką tak naturalnie, jak przyjmuje się komplementy. Mi się raz zdarzyło, że ktoś napisał mi chamski, naprawdę chamski komentarz z wyzwiskiem, więc go usunęłam. Toleruję krytykę, przyjmuję z wyrozumiałością, że ktoś może mieć inne zdanie, że komuś może nie podobać się mój styl, czy dana stylizacja, w końcu każdy ma odmienny gust i wiem, że wystawiając publicznie zdjęcia własnej osoby także poddaję siebie pod ocenę ogółu, naprawdę zdaję sobie z tego sprawę i przyjmuję to, że tak powiem, na klatę, ale „chamstwa nie zniesę” i to chyba jedyna rzecz, której w komentarzach tolerowała nie będę.

    Odpowiedz
  33. bywałam kilkukrotnie na twoim blogu, dzisiaj jednak forma postu nieco mnie zaskoczyła, na pierwszy rzut oka – o tekst, hm… mam wrażenie, że obecnie częściej z polskimi blogami jest tak, że wchodzimy je oglądać nie zaś czytać, jednak tekst mnie nie odstraszył, a zaciekawił, postanowiłam go przeczytać… jakie odnoszę wrażenie? myślę, że mogę się z tobą zgodzić, mimo, że sama nie doświadczam zbyt wielu odwiedzających, a co za tym idzie anonimowych komentarzy, to spacerując po innych bardziej popularnych blogach nie raz natknęłam się na różne anonimy, większość tych komentarzy mnie rozbawiła – tak jak przykład, który sama podałaś dotyczący za dużych butów i problemu ich założenia w chłodniejszy dzień, cóż wiele z tych kwestii można by potraktować za względne i zależne jak to się mówi „od punktu siedzenia” bo może waga 50 kg dla kogoś to mało, a dla zupełnie innej osoby to dużo… myślę, że warto nie dać się zwariować, każdy (mniej lub bardziej) jest świadomy swojej osoby, swojego wyglądu, intelektu, tak jak osoba, która wystawia swój wizerunek w wirtualnej przestrzeni. każdy z nas ma pewne niedociągnięcia, pieprzyk w nieodpowiednim miejscu, krzywą przegrodę nosową, wadę wzroku, blizny, czy cokolwiek innego świadczącego o naszej niedoskonałości… z innej strony gdybyśmy wszyscy wyglądali jak sklepowe manekiny to czy blogi były by tak różnorodne i interesujące? myślę, że nie. warto więc mieć dystans do pewnych negatywnych opinii, prawda jest taka, że zawsze jakieś się znajdą, ale w jednym wydaniu mogą mieć wymiar konstruktywnej krytyki, a w innych świadczyć o próbie dokuczenia…

    Odpowiedz
  34. Niestety to prawda. W dobie internetu, gdzie blogi modowe stały się bardzo popularne, krytyczne komentarze są wręcz nieuniknione. Żadna z nas, nie jest w stanie zadowilić każdego potencjalnego czytelnika. Jednym odpowiada styl elegancki, innym casualowy czy bóg wie jeszcze jaki, sęk w tym aby umieć przyjąc każde słowo pisane czy też wypowiedziane prosto w twarz – z dystansem. Rzeczą logiczną jest też, że nikt z nas nie lubi czytać bolsnych dla nas wypowiedzi. Jedni milczą, inni reagują impulsywnie, ja w takich przypadkach jestem wdzięczna. Gdy ostatnio jeden z Anonimowych czytelników napisał mi pare słów, wytłumaczyłam jak ja to odbieram z mojego punktu widzenia, i grzecznie podziękowałam za wypowiedź. Nikogo nie szufladkuje, bo ja sama gdy coś mocno mnie razi w oczy – zwracam na to uwagę. I podpisuje się po tym co napisała @Kapuczina – zamiast walić prosto z mostu ” jesteś gruba, brzydka, schudnij” itp, lepiej napisać to w bardziej dyplomatyczny sposób, bo z pewnością mniej urazi to odbiorce ale i również zasygnalizuje by omijać fasony które nie są odpowiednie dla owej sylwetki.

    A tak na marginesie – bardzo szanuje Ciebie i Twój styl bycia. Cenie ludzi którzy potrafią poruszyć nurtujące pytania w odpowiedni i szczery sposób. Znalazłam Twój wpis przypadkowo, jednak jak sama widzisz zaintrygował mnie do tego, by zostawić po sobie ślad – Zdecydowanie obserwuje!
    http://www.shelfashion.blogspot.com

    Odpowiedz
  35. Uff, u mnie cicho. I mam nadzieję, że tak zostanie, nie wiem czy chcę sprawdzać stopień mojej wrażliwości czytając, najczęściej anonimowe, komentarze. Bo problemem internetu jest (pozorna, tak, wiem) anonimowość. Ktoś, kto podpisuje się imieniem i nazwiskiem lub jest zalogowany, krytykując, pisze składnie, poprawnie, nie obraża nikogo. Ale już anonimy potrafią być koszmarnie przykre. Po cichu obserwuję zjawisko hejtowania na blogu http://annaaaanna.blogspot.com . Z czego wynikają negatywne komentarze? Nie wiem czy uproszczeniem jest stwierdzenie, że ludźmi kieruje zazdrość. Jeżeli ktoś ma kogoś obrażać, bo ktoś ma więcej, bo jest ładniejszy (pojęcie względne!), bo coś tam, lepiej jest na daną stronę nie zaglądać. Styledigger niejednokrotnie powtarzała, że jest całe mnóstwo innych stron do przeglądania. Niemniej jednak Tobie życzę dużo sił i jak najmniej obraźliwych komentarzy!

    Odpowiedz
  36. Dziękuję za Wasze wnioski i dyskusję tutaj. Cieszę się, że tym razem bez większych nerwów mogę poczytać Wasze przemyślenia.

    Odpowiedz
  37. Tak w zasadzie należało by zacząc od krucjaty uświadamiającej ludzi że wyrażenie opinii nie jest synonimem chamsta i rynsztokowej mowy, prowadznie bloga z fotkami nie jest synonimem ochoczego zgadza się się na prostactwo na swoim kawałku sieci jak i wyrażenie konstruktywnej opinii nie opierającej się na „super stylizacja, zapraszam do mnie, cmok” nie jest synonimem hejtu. Zauważam niebezpieczne zlanie się wielu terminów które używa się ochoczo zamiennie chociaż znaczą coś kompletnie innego. To tak jakby mówić, że jestem egetarianinem i dlatego codziennie jem karkówkę. Takie to zasadne mniej wiecej jest.
    Wiele blogerek niestety popełnia ten sam błąd co aninimy. Sytuacje z cyklu odpowiadam taką samą wiochą jak anonim są dla mnie kompletnym nieporozumieniem i cóż pozostaje powiedzieć „trafił swój na swego i niech się razem bawią w piaskownicy”. Zdecydowanie bardziej wolę gdy blogerką dowcipnie podchodzi do aninian który odkrywa się, że jest średnio bystry, nie łapie ironii a jeszcze jak szybko wyprowadza się z równowagi siląc się na coraz to mniej kreatywne uwagi z cyklu „:Ty to jestes glupia jednak”. Mam takiego fana własnie u siebie i zupełnie nie rozumie on, że ironizuje odpowiedzi do niego i za każdym razem pokazuje swój calkowity brak dystansu oraz po prostu brak bystrości.
    Jak dla mnie albo aninima się ignruje albo się jego kosztem bawi.
    Zaś opinie z cyklu „powinnas schudnac” nie uwazam zadna miara za hejt, raczej dopytalabym o powody takiego tekstu, przy braku odpowiedzi uznalabym, ze widocznie akurat w tym wypadku nie bylo sie do czego doczepic to mozna bylo do figury zeby chociaz jakas szpilke zasadzic. Bo kazdy czlowiek chcacy wyrazic konstruktywna opinie nawet o czyjej wadze poprze ja jakims argumentem. Dwa slowa to po prostu taka szpilka. Obrazanie kogos na zasadzie „ale jestes tepa/glupia, gruba” to juz hejt. Tak mysle. Wszystko co celuje bardzo personalnie, zwraca sie bezzposrednio stiwerdzajac jakby jakis fakt w takim chamskim brzmieniu traktuje jako hejt 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz